wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 8, czyli kolejne anomalie xD


    - Wstawaj śpiochu! - Zachichotał ktoś.
     Wymruczałam coś niewyraźnie i przekręciłam się na drugi bok.
    - To ostatnie ostrzeżenie! Mam poduszkę i nie zawaham się jej użyć!
     Poirytowana podniosłam się do pozycji siedzącej i zaspana otworzyłam oczy. Nade mną stała Fionna z rozbawioną miną.
    - Powiedz chociaż, że miałaś jakiś ważny powód, żeby budzić mnie tak wcześnie - powiedziałam wstając.
    - Oczywiście! To jest okropnie ważne! - Wykrzyknęła podekscytowana.
      Uniosłam zdziwiona brwi.
    - Idziemy na zakupy - wyjaśniła. - Ubierz się i zejdź na śniadanie.
    - Nie możesz iść z kimś innym? - Spytałam błagalnie.
     Wizja przymierzania setek ubrań nieco mnie przerażała. 
    - To niemożliwe! Poza tym nie będziemy kupować ciuchów.
    - To co zamierzasz kupić? - Spytałam nieco podejrzliwie.
    - Meble - wytłumaczyła mi blondynka.
    - Meble?
    - Musimy urządzić ci pokój! Zobaczysz, jestem naprawdę świetnym architektem.
    - Och, naprawdę nie musisz. Głupio mi, że zajęłam ci tyle miejsca, więc nie czułabym się dobrze gdybyś postanowiła mi jeszcze urządzić wnętrze - odparłam szczerze.
    - To nic wielkiego. Lepiej się zgódź, bo bez względu na twoją opinię i tak to zrobię. Strasznie podobały mi się katalogi, które widziałam ostatnio w sklepie – odparła ignorując mnie całkowicie.
Westchnęłam i zaczęłam przekopywać moją walizkę w poszukiwaniu czegoś, co mogłabym założyć.
     - Swoją drogą, możemy również kupić trochę ubrań... - zaczęła, patrząc krytycznie na szarą bluzę, którą wyciągnęłam.
      - Nie! - Palnęłam.
      - Spokojnie, spokojnie – zachichotała blondynka.



*Z perspektywy Marshalla*

      Obudziłem się dzisiaj dość późno. Zegarek wskazywał 12:23, uparcie każąc mi wstać. Byłem nieco zmęczony, po wczorajszym dniu. Miałem sporo na głowie licząc wizytę w banku krwi, stado sierściuchów (dop.aut. Wybaczcie za ten potoczny wyraz xD) i chorego psychicznie demona, który postanowił porwać swoją córkę. W dodatku całą wczorajszą noc spędziłem na patrolowaniu lasu pod postacią nietoperza. Na szczęście po stadzie nie było ani śladu. Dzisiaj planowałem ponownie odwiedzić ,,bazę'' Garhota i upewnić się, że i tam zieje pustkami. 
     Ubrałem się, odświeżyłem i wypiłem cały litr Rh-, a następnie wyszedłem z domu kierując się w stronę drzew.
Po trzydziestu minutach byłem na miejscu. Otworzyłem małe drzwi obrośnięte bluszczem i zeszedłem do piwnicy, w której wcześniej zamknięto Ann. Na sam widok ceglanych ścian i otaczającej pomieszczenie ciemności, przeszły mnie ciarki. Nie dostrzegając niczego nowego skierowałem się do wyjścia, a potem do kolejnych drzwi. Pokonałem wąski korytarz i znalazłem się w sercu tego budynku – bazie. Niemal od razu dostrzegłem brak walających się po podłodze kartek. Krew także zniknęła wraz ze śladami uderzeń. Pokój wyglądał zupełnie niegroźnie. Zaintrygowany rozejrzałem się, ale nawet po dokładniejszych oględzinach nic nie znalazłem. Zawiedziony wróciłem do domu, myśląc intensywnie nad wyjaśnieniem tych dziwnych spostrzeżeń.
    *Ponownie perspektywa Ann*

    Wykończona wróciłam do domu późnym popołudniem. Fionna trzymała w ręku tryumfalnie listę mebli, które udało jej się zamówić. Urządzanie pokoju było całkiem fajną zabawą, ale kilkugodzinne włóczenie się po sklepach nie należało do moich ulubionych zajęć.
     Postanowiłam znów udać się nad jezioro. Na szczęście udało mi się szybko wyjść, ponieważ blondynka była zajęta kartkowaniem gazety z paletami barw. (dop.aut Jest taka? Jak nie ma, to udawajmy, że jest xD)
      Skierowałam się w miejsce, w którym wczoraj widziałam długowłosą, nieznajomą dziewczynę. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, można powiedzieć, że byłam nieco zaintrygowana. Usiadłam leniwie na trawie i zlustrowałam wzrokiem otaczającą mnie naturę. To miejsce było naprawdę piękne.
     Nagle usłyszałam wysoki, świergotliwy głosik. Należał z pewnością do ptaka, ale nigdy nie słyszałam podobnego śpiewu. Zdziwiona wstałam i podeszłam do skraju lasu. Zwierzę na pewno było niedaleko.
Zaciekawiona weszłam odrobinę dalej, mijając rozłożyste drzewa. Głosik nasilał się z każdą chwilą.
     Po minucie, dostrzegłam w końcu złotawy błysk na gałęzi wysokiego świerku. Przyjrzałam się i ujrzałam właściciela ów niebiańskiego śpiewu. Ptak był naprawdę niesamowity i byłam pewna, że w żadnym z atlasów nie pojawił się równie śliczny. Zwierzę miało czarne pióra, które przy końcach przechodziły w połyskliwe złoto, a cała jego sylwetka skojarzyła mi się z dumną postawą króla.
     Zafascynowana zrobiłam krok do przodu, ale poczułam otępienie i po chwili stałam kilka metrów dalej. Zdziwiona ponowiłam próbę podejścia do ptaka, ale tym razem także odepchnęło mnie o kilka metrów do tyłu. Potknęłam się o jeden z korzeni drzew i runęłam na ziemię, czując ostry ból w górnej partii pleców. 
     Okazało się, że upadłam na książkę, choć lepszym określeniem byłaby księga. Miała pożółkłe od starości strony i grubą, skórzaną okładkę. Treści strzegły dwa paski rzemieni zakończone dziwnie skonstruowanym zamkiem. Tom zdobiły również w różnych miejscach ładne, zwijane ornamenty. 

      Wstałam i otrzepałam się z ziemi. Nie mogąc się powstrzymać otworzyłam księgę i zaciekawiona spojrzałam na strony. Tom otworzył się dość łatwo, rzemienie pod dotykiem moich palców momentalnie ustąpiły ukazując mi dziwne stronice pokryte drobnym, pełnym zdobień pismem. Zmrużyłam oczy i z trudem odczytałam kilka zdań. Formułki brzmiały zupełnie jak zaklęcia. 
     Spróbowałam jednego z nich i zaniemówiłam. Zadziałało, naprawdę zadziałało! Z ziemi wyrósł duży, fioletowy kwiat zbliżony kształtem do tulipana. Wiem, że nie powinno być to dla mnie zdziwieniem, w końcu sama posiadałam moc, ale dotąd była to tylko i wyłącznie iluzja. 
    Ochoczo przeczytałam na głos również drugie zaklęcie, tym razem zmieniające roślinę w zwierzę, ale nie podziałało. Zniechęcona próbowałam z kilkoma na podobnej zasadzie, ale nic się nie wydarzyło. Szły mi tylko te łatwe.
     Zawiedziona wróciłam razem z książką do domu. Podejrzewałam, że mogła należeć do długowłosej dziewczyny, którą tu ostatnio spotkałam. Mimo wszystko uznałam, że na razie ją przechowam, a przy okazji oddam nieznajomej.


    *Tak około dwudziestej, nadal perspektywa Ann *

     - Ann! Idziemy! - Zawołała Fionna poprawiając swoją skórzaną kurtkę. 

       (Strój Fionny)


     - Chwilę!
     Zasznurowałam moje czarne, stare glany i odłożyłam księgę na biurko. Chciałam ją dzisiaj przejrzeć, ale propozycja koncertu była niepowtarzalna. Irytował mnie tylko fakt, że dziewczyna nie chciała mi wyjaśnić kto będzie śpiewał.
    - Jak tak dalej pójdzie, to przyjdziemy w sam raz na ostatnią piosenkę – powiedziała sarkastycznie.
     - Już! - Odparłam uśmiechając się szeroko i wychodząc na dwór.
     Blondynka zlustrowała mój ubiór, ale się nie odezwała. Nie byłam pewna czy to dlatego, że tym razem spełniłam jej wymagania, czy po prostu nie miała już siły mnie upominać. 

                                                               (Strój Ann)


     Po dwudziestu minutach jazdy autem dojechaliśmy do celu. Trochę dalej widziałam oświetloną scenę, a wokół roztaczał się niewyobrażany tłum.
     - Chodź, nasze miejsce jest tam! - Wskazała Fionna.
     Podążyłam za nią uradowana. Nie wiedziałam skąd zdobyła bilety dla VIPów, ale z wygodnych foteli w pierwszym rzędzie widziałam dokładnie całą scenę, co bardzo mi odpowiadało. Na środek weszło kilku muzyków.
      - Zaraz przyjdzie wokalista – zachichotała blondynka.
        Zmarszczyłam brwi. O co jej chodziło?
      - Ale... - zaczęłam.
      - Patrz!
      Zerknęłam na scenę i dosłownie mnie zamurowało. M-Marshall? Tego się nie spodziewałam.

      Moje rozmyślania przerwał wybuch śmiechu Fionny. Spojrzałam poirytowana na chichoczącą blondynkę, ale zanim zdążyłam rzucić jakąś ciętą ripostą, rozległy się pierwsze nuty piosenki. Słuchałam jak zaczarowana. Nigdy się nie spodziewałam, że Marshall potrafi tak pięknie śpiewać. Miał ciepły, melodyjny głos idealnie wpasowujący się w rytm piosenki. To był naprawdę cudowny koncert.




R: Przepraszamy za tak beznadziejny rozdział, ale dzisiaj naprawdę mamy zły dzień :/
K: Spróbujcie przeoczyć te wszystkie błędy i udawać, że jest okej :)
R: A najlepiej to przeoczcie cały rodział, jest beznadziejny ;-;
K: Może w dziewiątym wyjaśnimy te wszystkie dziwne rzeczy, dlatego bądźcie cierpliwi ^^
R: ...Bo znając życie, znowu nie napiszemy w terminie xD
K: Mogę się o to założyć :').
R: A tak poza tym, to kto się spodziewał Marshalla na scenie? 
K: Ja!
R: Ty się nie liczysz xD
K: Foch.
R: <3

6 komentarzy:

  1. No i standart XD niczego Niet przewidzialam a Marshalla na scenie to juz ani trochę.
    Moze w kolejnym rodziale Ann i Marshall będą mieli okazję pogadać ( nieważne o czym xd )
    Jejku jak zwykle na innych blogach mogę się domyslac co bedzie dalej tsk tu nigdy *.*
    Ale to dobrze :-)
    Rozdział super tylko ( zawsze mam to swoje ,ale,, ) jak dla mnie za krotki :-(
    Ja chce juz kolejny a gdzie tam przyszly tydzień :-(
    Niech wam daja wolne czy cos żeby byl czas na pisanie ;-)
    To ja ide i bede wiernie czekać na kolejny :)
    Byle szybko!!!!
    Weny i czasu życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Oj tak, przydałby się choć jeden dzień wolny <3
      K: Gdzie tam jeden! Od razu zróbmy se wakacje na rok xD
      R: Świetny pomysł Kat!
      K: Nie to co twój...
      R: -,-"
      R: A co do rodziału, to faktycznie wyszedł nieco za krótki, przepraszamy :c
      K: Następny będzie dłuższy... chyba xD
      R: Oby nie był tak głupi jak poprzedne :/

      Usuń
  2. Jest dobrze żadnych błędów nie widzę :) czasami muszą być takie rozdziały opisowe bo po nich zaczyna się dziać większą akcja tak mi się wydaje pozdrawiam was cieplutko dziewczyny rozdział jest fajny czekam na kolejny i do następnego :)(spóźnione mikolajkowe życzenia wszystkiego dobrego !)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: My również pozdrawiamy cię cieplutko <3 Tak cieplutko jak mój niezawodny grzejnik, który swoją drogą ostatnio mnie poparzył ;-;
      K: Ty to nawet kostką lodu się poparzysz -.-
      R: Psujesz mi pozdrowienia, Kat!
      K: Ja? Skądże, jakbym mogła.
      R: Wracając...
      K: Również życzymy się wszystkiego dobrego! Nie ważne, że mikołajki były tydzień temu, jesteśmy strasznie spóźnialskie xD
      R: <3

      Usuń
  3. Super rozdział (od początku do samego końca)! :D Intrygująca sprawa z tą tajemniczą księgą, no i tą postacią, którą widziała Ann. Zapowiada się bardzo ciekawie :)
    Koncert to był super pomysł, a do tego Marshall śpiewający na scenie (bardzo fajnie piszecie z jego perspektywy), nie mogę się doczekać co będzie dalej :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Dziękujemy za tak miłe słowa <3
      K: Również pozdrawiamy :*
      R: Ciekawie... mam nadzieję, że cię nie zawiedziemy :D
      K: Już zabieramy się za kolejny rodział :)

      Usuń