Obudziłam się dzisiaj z potwornym bólem
głowy. Było mi strasznie zimno, choć
tkwiłam pod grubą, ciepłą kołdrą.
Powoli wstałam, walcząc z narastającymi
zawrotami. Czułam się okropnie.
Ktoś zapukał do drzwi.
- T-tak? – Spytałam drżącym z zimna głosem.
Do pokoju weszła Fionna.
- Wszystko ok? Jest już dwunasta – zaniepokoiła się.
- Dwunasta? – Zdziwiłam się.
- Tak. Nie chciałam cię budzić, ale przyszedł Marshall – wyjaśniła.
- Zaraz zejdę – obiecałam.
- Na pewno wszystko ok? Jesteś strasznie blada – zmartwiła się.
- Chyba dobrze – odparłam, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
- Długo jeszcze będziecie gadać? Bo nie mam się z kogo nabijać –
zażartował wampir, zaglądając przez ramię blondynki do mojego pokoju.
- Wydaję mi się, że ona jest chora – powiedziała blondynka, patrząc na
mnie z dezaprobatą.
Wampir zlustrował mnie wzrokiem.
- Ma przyspieszony puls, dreszcze, prawdopodobnie gorączkę, niskie
ciśnienie i pewnie kręci jej się w głowie. Na bank jest chora – odparł Marshall.
Spojrzałam na niego jak na zdrajcę. Skąd on to wszystko wiedział?
- Wampiry mają ulepszone zmysły – powiedział, jakby czytał mi w myślach.
Po takiej diagnozie zostałam momentalnie, niemal siłą zaciągnięta pod
kołdrę. W ciągu dnia odwiedził mnie nawet doktor, ale nie potrafił stwierdzić,
co mi dolega.
Następnego dnia zaczęłam kaszleć krwią, a potem nasilił się ból głowy.
Marshall i Fionna nie odstępowali mnie nawet na krok. Było mi z tego powodu
bardzo miło, ale według mnie zachowywali się trochę nadopiekuńczo.
- Mam pomysł! – Zawołał nagle tryumfalnie Marshall.
Ja i blondynka spojrzałyśmy na niego zdziwione.
- W sumie… Ann jest tym Filii Saltus czy coś, więc może oni będą
wiedzieć, co jej jest.
Fionna skinęła głową, choć widać było, że kolejne spotkanie z Dziećmi Lasu
nie napawało ją entuzjazmem. Zapewne drażnił ją fakt, że jako człowiek nie jest
tam zupełnie mile widziana.
- Możemy spróbować – stwierdziłam.
*Godzinę później*
Stanęliśmy przed ,,uzdrowicielem”, którym okazał się być niski, tęgi mężczyzna
o miłej twarzy i pogodnych oczach.
Zbadał mnie bardzo szybko i po długich namysłach stwierdził w końcu, że
prawdopodobnie wie, co mi dolega.
- Tak jak sądziłem, stworzyły się komplikacje – westchnął, a w jego
oczach dało się zauważyć smutek.
- Komplikacje?
- Tak, jesteś córką maga i demona, to może bardzo namieszać – wyjaśnił.
- Czyli? – Zirytował się
Marshall.
- Natura demona stara się przejąć kontrolę nad naturą Filii Saltus, stąd
te objawy – wytłumaczył.
- Jak można temu zapobiec? – Zapytałam w przerwie między kaszlem.
- Oh… - uzdrowiciel westchnął smutno i wiedziałam, że to nie będą dobre
wieści.
- Proszę mówić! – Nalegała podenerwowana
Fionna.
- Taka wewnętrzna walka jest nieuleczalna. Prawdopodobnie zostało ci… mało
czasu.
W pomieszczeniu zapadła męcząca cisza. Marshall zacisnął pięści tak
mocno, że pobielały mu kłykcie, a Fionna zszokowana podparła się ściany, żeby
się nie przewrócić. Ja stałam nieruchomo, nie mogłam przyjąć do wiadomości
tego, co przed chwilą usłyszałam.
Pierwsza odezwała się blondynka:
- Ale musi być jakiś sposób! – Zawołała niemal błagalnie.
Mężczyzna zamyślony usiadł na krześle. Swój wzrok skierował na małe
okno.
- W zasadzie jest jeden, ale może być dość niebezpieczny – powiedział w
końcu.
- Jaki? – powiedzieliśmy niemal jednocześnie.
- Połknięcie jednego z owoców Nasiona Demona. Nasiono Demona jest niezawodną trutką na wszelkiego
rodzaju demony, ale rośnie bardzo rzadko. Po zażyciu miesza złym istotą w ich
osobowości i neutralizuje ich złą
stronę. Następnie ,,wysysa” ich życie i niszczy organizm sprawiając, że
umierają.
- Nie da się jakoś obejść tej drugiej części? – Spytałam z nadzieją.
-
Istnieje możliwość, że natura Filii Saltus przeciwstawi się roślinie i z nią
wygra, ale trzeba brać pod uwagę drugie zakończenie.
- Gdzie rośnie Nasiono Demona? – Spytał Marshall z determinacją.
- Demony skutecznie poniszczyły większość z nich, uważając się za
niezniszczalnych, ale w tej krainie istnieje jedno wzgórze, na którym
prawdopodobnie są – wyjaśnił.
- Chyba lepiej, gdybym spróbowała je zażyć – stwierdziłam.
Fakt mojej prawdopodobnej śmierci, jakoś nie mógł do mnie dotrzeć.
Zadrżałam i zakaszlałam wyczerpana.
- Jest tu gdzieś może mapa? – Spytał wampir.
- Jest, ale z pewnością jej nie potrzebujesz. O ile wiadomo jesteś
wampirem i choć nie masz tylu skłonności do agresji co twoi pobratymcy, nadal
zaliczasz się do demonów. Przebywanie w jej zasięgu, może źle na ciebie
wpłynąć.
Marshall wzruszył ramionami.
- Nigdzie nie idziesz! – syknęłam mu do ucha.
- Najlepiej będzie, jeśli ja pójdę – odezwała się Fionna.
Uzdrowiciel skinął głową.
- Tak, człowiek z pewnością nie będzie miał z tym trudności. Dołączy do
ciebie Nick. Chłopak zna ten las jak własną kieszeń – powiedział, a w jego
oczach błysło rozbawienie.
Fionna lekko się skrzywiła. Zapewne nie podobał jej się fakt, że będzie
musiała spędzić czas z kimś z tej wioski.
- Niech będzie – odparła w końcu.
- Czy ta wyprawa będzie w jakiś sposób niebezpieczna? – Spytałam zmartwiona.
Nie chciałam, aby blondynka musiała się przeze mnie poświęcać.
- W okolicach wzgórza mieszka dużo dziwnych i dzikich zwierząt, oraz
rośnie kilka zagrażających życiu roślin, ale Nick je zna, więc chyba nie będzie
problemu – powiedział spokojnie mężczyzna.
Skinęłam z ulgą głową.
* Tak kilka godzin później (narracja trzecio-osobowa)*
Fionna i Nick
kończyli pakować plecaki z niezbędnymi rzeczami. Chłopak był bardzo wesoły i co
jakiś czas wycinał blondynce numery, co bardzo ją irytowało, choć w głębi duszy
cieszyła się, że tą wyprawę przyjdzie jej spędzić właśnie z nim.
Nick był wysoki i
zwinny. Miał duże, niebieskie oczy oraz szopę czekoladowych loków, które
wyglądały całkiem uroczo.
W końcu żegnając
się z Marshallem i opartą o niego, zmęczoną Ann, wyruszyli w głąb lasu. Fionna
rozglądała się ciekawie na boki, pytając co jakiś czas o wyjątkowo dziwne
rośliny, które spotkała po drodze. Nick okazał się całkiem dobrym przewodnikiem
i z anielską cierpliwością wyjaśniał
blondynce nazwy i zastosowania kwiatów, które mijali. Fionnie spodobał się
sposób, w jaki opowiadał o poszczególnych roślinach. Mówił z pasją i potrafił
mówić bardzo ciekawie, wliczając w to mnóstwo ciekawostek, którymi sypał jak z
rękawa.
- Dobrze, za nami
tak z jedna czwarta drogi. Teraz musimy uważać, bo te miejsca zamieszkuje Monstrum Terra, czyli Potwór Ziemski. Nie
jest bardzo groźny, ale może ściągnąć na nas uwagę innych mieszkańców lasu –
wyjaśnił zwalniając.
- Jak on wygląda? –
Spytała zaciekawiona blondynka.
- Tak naprawdę nie
ma jakiegoś konkretnego kształtu. Jest
po prostu żywym błotem. Czasem zmienia się w kupkę ziemi, która posturą
przypomina ni to człowieka ni to drzewo i w ten sposób goni swoje ofiary.
Fionna wzdrygnęła
się.
- Ale jego wielkim
minusem jest fakt, że za nic w świecie nie wejdzie na drzewo, a nawet gdyby
próbował poruszyć ziemią wokół niego, można przeskoczyć na inne i tak w kółko –
odparł wesoło.
- A co by się
stało, gdyby mnie złapał? – Spytała blondynka, wątpiąc nieco w jej umiejętności
wspinania się.
- Nie ma takiej opcji. Obiecuję, że nawet cię
nie tknie – powiedział.
Fionna lekko się
zarumieniła.
- Co nie zmienia
faktu, że zabawnie byłoby zobaczyć cię ociekającą błotem. Zupełnie jak w Spa,
tylko że tam maseczka błotna nie jest serwowana przez potwory – zachichotał.
Blondynka prychnęła
gniewnie, starając się ukryć swoje rozbawienie.
Nagle pod jej
stopami zatrzęsła się ziemia i Fionna upadła na trawę.
- Cholera –
powiedział nerwowo Nick, rozglądając się wokół.
Otaczała ich mała
polanka i dopiero gdzieś w oddali majaczyły się zarysy drzew.
Fionna nieco
przestraszona wstała, obserwując jak
kilka metrów dalej z ziemi formuje się nierówny kształt.
- Biegniemy! –
zawołał Nick, łapiąc ją za rękę i ciągnąc
do przodu.
Blondynka starała
się za nim nadążyć, ale Nick był od niej sporo szybszy, co bardzo ją irytowało.
Linie drzew stały
się wyraźniejsze i po dwóch minutach zdyszani znaleźli się pod jednym z nich.
- Umiesz się
wspinać? – spytał chłopak podciągając się o konar drzewa i zwinnie stawiając
stopy na grubszej gałęzi.
Dziewczyna
pokręciła przecząco głową.
- Okej, daj mi
rękę – powiedział, wciągając ją w ułamku sekundy przed tym jak Monstrum Terra
do nich dobiegł. Stwór wyglądał przerażająco bez twarzy, więc Fionna szybko
odwróciła głowę.
Idąc za
wskazówkami Nicka, powoli wspinała się wyżej. Niemal nie słyszała już głuchych
plaśnięć błota o ziemię i powoli się uspokajała.
- Chyba wystarczy.
To dość silne drzewo, więc nie ma obaw, że je ruszy – zapewnił, uśmiechając się
wesoło.
- To dobrze –
stwierdziła Fionna, opierając się o pień.
Na chwilę zapadła
cisza. Oboje nasłuchiwali, czy potwór nadal stoi pod drzewem, ale nie słyszeli
już nic, poza szumem liści. Dopiero po kilku minutach gdzieś w oddali zabrzmiał
ryk przypominający skrzyżowanie słonia i lwa.
- Narobiliśmy za dużo hałasu, musimy jak
najszybciej się stąd wynosić – mruknął, a jego wesoły nastrój zastąpiła powaga.
- Nie brzmi zbyt
dobrze – przytaknęła Fionna.
- To Wyjew, nie
jest zbyt przyjaźnie nastawiony. Przypomina trochę smoka, ale nie ma skrzydeł i
jest mniejszy, więc łatwo porusza się po lesie. To bardzo inteligentne
stworzenie. Zapewne poczuł trzęsienie ziemi, a potem usłyszał naszą ucieczkę.
Zgaduję, że teraz będzie chciał na nas zapolować – westchnął.
- Ma jakiś słaby
punkt? – spytała z nadzieją Fionna.
- Nigdy specjalnie
tego nie sprawdzałem, wystarczyło zmienić się w ptaka i odlecieć, ale tym razem
coś takiego nie wchodzi w grę.
Blondynka pokiwała
głową, czując się nieco winna.
- Nie martw się,
damy radę. Wyjewy są leniwe więc możliwe, że jeśli wystarczająco się oddalimy,
po prostu nas zostawi – powiedział uśmiechając się Nick.
- Miejmy nadzieję.

