środa, 28 października 2015

Informacja - Rose

Widząc ,,aktywność" na blogu, mam ochotę całkowicie z niego zrezygnować. Liczba wyświetleń maleje z dnia na dzień, a o komentarzach nawet lepiej nie wspominać. Jeżeli tak dalej pójdzie, chyba nie ma sensu wkładać w to tyle serca i olać tą stronę. Dopóki nic się nie poprawi, chyba nie widzę sensu pisania kolejnej notki. Bardzo mi przykro z tego powodu, ale cóż... od początku wiedziałam, że nie będzie łatwo. To chyba na tyle, choć wypadałoby dodać jeszcze coś śmiesznego. Wolałabym jednak się nie wysilać, bo z powodu mojego złego samopoczucia, może być z tym różnie.

                                                                  ROSE

niedziela, 18 października 2015

Rozdział 3, czyli ciąg dalszy Balu Gwiezdej Nocy.

    - Chodź, zatańczymy - powiedział nagle Marshall.
   - Nie, dzięki - wymamrotałam.
Wolałam trzymać się daleko od parkietu, to mogłoby się źle skończyć.
   - Nie pytałem cię o zdanie.
Zostałam siłą zaciągnięta na środek.
   - Uwierz mi, to naprawdę zły pomysł. Nie umiem tańczyć!
   - Wystarczy, że ja umiem.
   - Ale...
Moje błagania spełzły na niczym. Zaczęliśmy tańczyć. Marshall świetnie prowadził i nawet zdołał ukryć moje ,,zdolności" taneczne. 
   - Hej Ann! - Zawołała Fionna, która tańczyła akurat z jakimś chłopakiem podobnym do Królewny Ognia. Poczułam, że moje policzki szkarłatnieją.
   - Cz..cześć. - powiedziałam, odsuwając się lekko od chłopaka.
   - Ładnie razem wyglądacie - stwierdziła niebieskooka sprawiając, że stałam się jeszcze bardziej czerwona o ile to możliwe. Miałam ochotę ją udusić.
   - Ja...
Wampir przerwał mi nagłym wybuchem śmiechu.
   - Z czego się śmiejesz kretynie? - warknęłam.
   - Z ciebie! Jesteś cała czerwona.
Prychnęłam tylko gniewnie i wróciłam do tłumaczenia Fionnie jak bardzo dalekie są jej wyobrażenia od moich, ale niestety znikła już w tłumie. Zerknęłam na Marshalla, który widząc moje zakłopotanie, jeszcze bardziej się wyszczerzył.
   - Słodko wyglądasz gdy się rumienisz. - powiedział, uśmiechając się uroczo.
   - Umm.. dzięki. - wymamrotałam.
Reszta tańca minęła w dosyć miłej atmosferze. Gdy tylko skończyła się piosenka wyrwałam się z ramion wampira i ruszyłam do bufetu. Wolałam nie ryzykować, że ,,zaprosi'' mnie do tańca ponownie.
   - Hej Ann! - zawołała z końca stołu Królewna Ognia.
   - Cześć! - ruszyłam w jej stronę ciesząc się, że widzę znajomą twarz.
   - Jak wrażenia? - Zapytała.
   - Jest całkiem fajnie. Masz piękny ogród.
   - Widziałam cię z Marshallem, nie często zadaje się ze śmiertelnikami. - dziewczyna zachichotała i poruszała znacząco brwiami.
   - Ja... To nic takiego. On jest idiotą - burknęłąm.
   - To czemu z nim tańczyłaś? - drążyła. 
   - Wcale nie chciałam. - sprzeciwiłam się.
   - Spokojnie, taniec to nie wyznanie miłości. - zaśmiał się ktoś za moimi plecami i aż podskoczyłam ze strachu. 
   - Jasne Gumball. - zachichotała Królewna.
   - Przepraszam, że cię wystraszyłem. Jestem Balonowy Książe. - przedstawił się.
Muszę przyznać, że widząc go musiałam zagryźć wargi, by nie wybuchnąć śmiechem. Nie często widuje się ludzi ubranych całkowicie na różowo.
   - Nic się nie stało. Miło cię poznać, jestem Ann.
   - Miło cię poznać, Ann. W ramach przeprosin, dasz się wyciągnąć na parkiet? - zaproponował.
   - Nie dzięki, nie przepadam za tańczeniem - odmówiłam.
   - Ach tak? A z tym idiotą to ci jakoś nie przeszkadzało - stwierdził.
Czyżby nie przepadał za Marshallem? Patrząc na niego, chyba faktycznie są z dwóch różnych bajek. 
    - Można powiedzieć, że zaciągnął mnie tam wbrew woli - wytłumaczyłam pospiesznie.
   - Och przepraszam, zachowałem się bardzo niegrzecznie. - powiedział już nieco spokojniejszy Gumball.


* Z perspektywy Marshalla*


Szukałem Ann. To było dziwne, nigdy nie przejmowałem się śmiertelnikami, ale trzeba przyznać, że dziewczyna miała swój urok.
   - Marshall! - usłyszałem za sobą słodki, wysoki głosik, a po chwili tkiwiłem w żelaznym uścisku Balonowej.
    - Cześć. - mruknąłem wyswobodzając się z objęć Królewny.
   - Ładnie wyglądasz. - powiedziałą wesoło.
Ona była ubrana jak zwykle na różowo, ale z grzeczności postanowiłem tego nie komentować.
   - Zatańczymy? - zaproponowała.
   - Tak właściwie to szukam kogoś.
   - Kogo? - dopytywała
- Nie znasz. - uciąłem i zostawiłem ją szybko.
Nagle przy bufecie dostrzegłem moją zgubę i... Nie, ten pacan musi się wszędzie wpieprzyć?  Balkonowy trajkotał wesoło z Ann jakby nigdy nic. Wziąłem głęboki oddech by nie rozszparpać mu gardła i podeszłem do całego zgromadzenia. Widząc mnie różowy zadrżał, co sprawiło, że mimowolnie się uśmiechnąłem. Lubiłem budzić grozę.
 Pod byle pretekstem zabrałem z tamtąd Ann, która chyba ze dwadzieścia razy nazwała mnie idiotą i tyle samo debilem. Nie wiem czemu, ale jej złość tylko mnie rozśmieszyła. Wyglądała naprawdę nieporadnie machając na wszystkie strony rękami.

* Z perspektywy Ann*

Bardzo polubiłam Księcia Balonowego. Był trochę sztywny, ale bardzo miły. Tym czasem wparował Marshall i zaciągnął mnie na jakieś odludzie, mamrocząc podnosem ,,Balkonowy to bezwartościowy idiota''. Kiedy próbowałam mu się wyrwać wywołało to wybuchy śmiechu wampira, więc w końcu dałam sobie spokój i z obrażoną miną dreptałam za nim mrucząc, jaki to z niego debil.




R: Najkrószy i najgłupszy rozdział EVER!
K: W końcu ty pisałaś. ;-;
R: Ty też miałaś w tym swój udział!
K: Nie moja wina, że nie mam dzisiaj pomysłów.
R: Ja miałam, dopóki w Admacie nie doprowadziłaś mnie do załamania nerwowego!
K: To było zabawne! 
R: ...

poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 2, czyli przygotowania do balu.

*Z perspektywy Marshalla*

   Otworzyłem oczy i do moich nozdrzy dotarł zapach spalonego papieru. Na początku myślałem, że mój dom się pali, ale woń była delikatna i jeśli nawet coś się paliło, to na pewno nie było to moje mieszkanie. Mimo wszystko wstałem i poszedłem sprawdzić ów tajemniczy zapach. Dotarłem do drzwi i moim oczom ukazała się leżąca pod nimi, lekko dymiąca koperta. Od razu skojarzyło mi się to z Królewną Ognia. Otworzyłem ją.

                                                                Zaproszenie
   
                      Serdecznie zapraszamy Marshalla Lee na Bal Gwiezdnej Nocy,
                      który odbędzie się dzisiaj o 23:00 w Płomiennym Zamku. Wszelkie
                      szczegóły u Fionny.
                      Ps. Wymagany jest strój wieczorowy.
                      Z góry dziękuje za przyjście.
                                                                                      Królewna Ognia

Zapowiada się ciekawie...

*Z perspektywy Anabell*

   Obudziłam się około dziewiątej, niestety niekoniecznie z własnej woli. Do drzwi wyraźnie się ktoś dobijał. Zirytowana zwlekłam się z łóżka i poczłapałam w stronę korytarza. Przekręciłam klucz i moim oczom ukazały się dwie, dość nietypowe dziewczyny. Jedna była ubrana cała na pomarańczowo i miała niezwykły, ognisty kolor włosów. Druga przypominała bardziej człowieka. Miała zabawną opaskę z białymi, króliczymi uszami, granatową spódniczkę i nieco jaśniejszą bluzkę. Na jej plecach widniał zielony plecak, z którego wystawało coś na kształt miecza.
   - Mówiłam? Zobacz pasuje idealnie do opisu! - Zawołała rudowłosa wskazując na mnie palcem. 
   - Tak, to chyba ona - przyznała blondynka.
   - Przepraszam, że się wtrącam, ale kim wy do cholery jesteście? - Spytałam zdziwiona. 
   - Jestem Fionna, a to Królewna Ognia - wyjaśniła pospiesznie niebieskooka. 
   - Przyszłyśmy cię zaprosić na bal - dodała pomarańczowa wciskając mi do ręki dymiącą kopertę. 
   - Jaki bal? To pomyłka! - zaprotestowałam czytając uważnie zaproszenie. 
   - No... jesteś Anabell, tak?
   - Tak... - Odparłam podejrzliwie.
Skąd wiedziały jak mam na imię?
   - Marshall mówił wczoraj, że powinnyśmy cię zaprosić - powiedziała nieśmiało Fionna.
   - Marshall?
   - Możemy wejść? Wytłumaczę ci wszystko - zaproponowała blondynka.
   - Tak właściwie to ja muszę jeszcze rozdać pozostałe zaproszenia i chyba już pójdę. Zobaczymy się na balu? - Powiedziała rudowłosa.
   - Szkoda. W takim razie pogadamy na miejscu - westchnęła niebieskooka. 
   - To pa! - pożegnała się Królewna Ognia.
   - Wejdź. - zdecydowałam.
Usiadłyśmy przy stole w kuchni. Dziewczyna wytłumaczyła mi na czym polega Bal Gwiezdnej Nocy  i czym jest Balonowe Królestwo. Bardzo ją polubiłam. Była energiczną i miłą dziewczyną. 
   - Mam pomysł! - Zawołała nagle Fionna.
Uniosłam pytająco brew.
   - Zamieniam się w słuch.
   - Skoro dziś jest bal, to może pójdziemy na zakupy? - Spytała.
   - Nie ma sprawy - stwierdziłam
   - Jestem pewna, że znajdziemy ci idealną sukienkę!
   - Zaraz zaraz... mi ? - Zdenerwowałam się.
Nienawidziłam się stroić.


*2 godz później*

   - Fionna, litości! To już siódmy sklep! - Zaprotestowałam gdy blondynka skierowała się w stronę Cutte&Dress.
   - Rusz się Ann! Gdyby nie twój ,,entuzjazm'' znalazłybyśmy coś szybciej!
   - Nie sądzę - mruknęłam.
Przymierzałam już z tysiąc sukienek. Dziewczyna koniecznie chciała kupić mi jedną w Dolrances, ale według mnie czarna kreacja była stosunkowo za krótka i bardziej nadawała się na dyskotekę niż na bal. Za to ona trafiła idealnie. Wybrała długą, niebieską suknię ozdobioną maleńkimi kryształkami. Szczerze jej zazdrościłam.
   - Co powiesz na tą różową? Albo nie, ten kolor chyba nie będzie ci pasował...
   - Tak naprawdę wcale niepotrzebna mi suknia. Nie chcę iść na ten bal - westchnęłam.
Jedyne co bym tam robiła, to podpieranie ścian. Litości, ja nawet nie będę nikogo tam znać! Na samą myśl poczułam mdłości.
   - Naprawdę będzie lepiej, jak sobie odpuszczę. To tylko bal Fionna. Nawet wiem co zrobię w tym czasie! Mam jeden film, który chciałam obe... - zaczęłam.
   - Chyba sobie żartujesz?! - Prychnęła.
W jej oczach błysnęła niebezpieczna iskierka, która kazała mi milczeć. 
   - Idziesz. Jeśli będziesz cały czas siedzieć w hotelu to nikogo nie spotkasz! - Stwierdziła.
Dałam jej kuksańca w bok, ale niestety oddała mi z dwukrotną siłą. Trzymając się za bolący bok weszłam już do ósmego i miejmy nadzieję, że ostatniego sklepu. Przyznaję, mieli tu dobry asortyment. Nienawidziłam się stroić, wolałam jeansy i trampki, ale nie miałam wyboru. W końcu nie co dzień ma się okazję uczestniczyć w czymś takim.
   Bal Gwiezdnej Nocy był raz na kilka lat. Obchodzono go gdy w Balonowym Królestwie zapadały prawie całkowite ciemności. Gasły wtedy wszelkie lampy, a jedynym oświetleniem były gwiazdy i ogień, który miał płonąć w ogrodzie Królewny Ognia. Była ona żywiołową i energiczną dziewczyną o nieco ochrypłym głosie, nie pasującym zupełnie do jej wyglądu. Sprawiała wrażenie niemal anorektyczki, chociaż z opowiadań Fionny wynikało, że wchłaniała astronomiczne ilości ciastek.
   - Co powiesz na tą? - Wyrwała mnie z zamyślenia.
Dziewczyna trzymała dość ładną, fioletową sukienkę układającą się na kształt ogona syreny. Zerknęłam na metkę i pokręciłam głową. Cena była stanowczo za wysoka.
   - Ugh - mruknęła blondynka odkładając ją na miejsce.
Zrezygnowana pomogłam jej szukać kreacji. Nie mogłam się wywinąć od balu.
   - A ta? - Niebieskooka tym razem wskazała turkusową z koronkowymi wstawkami.

   - Niezbyt - Stwierdziłam i wróciłam do poszukiwań. Nagle znalazłam idealną sukienkę. Była długa i rozszerzana od pasa w dół. Miała śliczny dekolt w serce i ozdobiona była podobnie jak u kreacji Fionny małymi kryształkami. Miała kolor krwistej czerwieni.   
   - Ta - powiedziałam, wyciągając ją delikatnie.
   - Jest śliczna! - Fionna podzieliła mój zachwyt.
   - Cena też jest dobra - stwierdziłam.
   - To na co czekasz? Biegnij ją przymierzyć! - Rozkazała.
Po chwili wyszłam z przymierzalni. 
   - Wow! - Powiedziała Fionna.
Faktycznie, sukienka leżała na mnie idealnie.
   - Musisz ją kupić! - Zdecydowała, nawet nie czekając na moje zdanie.
  

* Tak 20 min później xD*

   Wkrótce byłyśmy pod na miejscu. Fionna mieszkała w małym, przytulnym domku z pięknym ogrodem. Na spotkanie wybiegła nam kotka dziewczyny - Cake, która była naprawdę urocza.
Ku moim protestom blondynka zaciągnęła mnie do swojej garderoby i torturowała każąc przymierzać nieskończoność butów (Na moje nieszczęście okazało się, że mamy ten sam rozmiar). Po kilku godzinach męczarni wybrała dla mnie czarne szpilki, choć żywo namawiałam ją do moich granatowych trampek. Przynajmniej w tych drugich będzie mi wygodnie. Niestety, dziewczyna była naprawdę uparta. Na butach się jednak nie skończyło, gdyż dziewczyna miała ambitniejsze plany. Mianowicie zmusiła mnie do nałożenia makijażu, a raczej widząc moje poczynania z pudrem stwierdziła, że sama się tym zajmie. Według mnie ten cały make-up był zbędny, gdyż nawet najlepsze kosmetyki nie były wstanie poprawić mojego wyglądu i prędzej ludzie pomyślą, że wybieram się na imprezę halloweenową, niż na bal. Nie przekonało to jednak Fionny i przez następne godziny znęcała się nade mną, próbując na próżno zrobić coś z moją twarzą. Gdy skończyła, kazała mi jeszcze rozczesać włosy, które teraz tworzyły brązowe fale, a sama poszła zrobić sobie makijaż. Z minącierpiętnicy wcisnęłam się w sukienkę i założyłam szpilki, Byłam pewna, że jak nic złamię sobie w nich nogę. Po chwili dziewczyna również była gotowa i dopiero teraz pozwoliła mi zajrzeć w lustro, Ku mojemu zaskoczeniu, nie wyglądałam najgorzej. 
   - Niezła robota Fionna, jest całkiem nieźle - stwierdziłam. 
   - Nieźle? Wyglądasz extra! Poza tym tak naprawdę nie musiałam nic robić, jesteś śliczna. 
   - Nie zgodzę się, ale i tak dziękuję. Ty też wyglądasz fantastycznie! - Powiedziałam zgodnie z prawdą.
Dziewczyna była ubrana w wcześniej kupioną sukienkę i wyglądała jak księżniczka z bajki. Włosy upięła z tyłu głowy, uwalniając parę kosmyków. Przy niej nie wyglądałam już tak pięknie.
   - To co idziemy? - Powiedziała wesoło blondynka.
   - Ta...  już się nie mogę doczekać. - westchnęłam.

*Pół godziny później*

Dotarłyśmy na miejsce równo o 23:00. Mimo tego, że bal dopiero się zaczynał, zebrał się tu już niezły tłum i poczułam się nieco zdenerwowana tym, że jest tu tyle nieznanych mi osób.
   - Chodź, będzie fajnie! - Powiedziała Fionna niemal ciągnąc mnie do furtki.
Chwilę później stałyśmy przy Królewnie Ognia, która na nasz widok od razu się rozpromieniła. Pogadałyśmy chwilę, aż w końcu obie ruszyły na parkiet, a ja korzystając z tego, że wszędzie było tłoczno, umknęłam im i usiadłam na jednej z ogrodowych ławek, których było tu pełno. Obserwowałam tańczących ludzi, którzy oświetleni jedynie przez gwiazdy i płomienie ognia wyglądali niesamowicie.
  Nagle usłyszałam szelest liści nad głową. Podniosłam wzrok i spostrzegłam zaskoczona jakąś ciemną postać, siedzącą na gałęzi drzewa.
    - Witaj śmiertelniczko.
Po chwili ów nieznajomy wylądował gładko obok mnie na ławce. Wystraszyłam się, ale okazało się, że to... Marshall. Szczerzył się zapewne z tego, że udało mu się mnie przestraszyć. W odpowiedzi posłałam mu gniewne spojrzenie, na co on wybuchł śmiechem. Zapowiadała się bardzo długa noc...




R: Gdzie tam długa noc, tylko 6 godzin!
K: Nie wyszło ci. *stwierdza z politowaniem widząc, jak Rose na siłę wymyśla jakże błyskotliwe komentarze*
R: Wiesz, jak się darłyśmy z Aną i Gabi na cały admat to mi tak zryło mózg, że teraz nie jestem w stanie napisać czegoś z sensem.
K: Widać po tym opowiadaniu ;-;
R: Opowiadanie to jeszcze, ale czy ty widzisz tą ilość błędów interpunkcyjnych?
K: Przecinki zeżarłaś xD
R: Myślałam że to były frytki...
K: Suchar tygodnia!
R: Uczę się od ciebie!
K: ...





niedziela, 4 października 2015

 INFORMACJA                                                                                                                                                                                
                                                                                                                                                               Hej tu Kat :)


   Chciałam powiedzieć ,że posty pojawią się piątek-sobota. Rose i ja nie mamy się kiedy indziej zgrać więc tak...
    Po rozdziale pierwszym NIE miałam sadystycznych zapędów  -_- mi się białe ściany kojarzą ze szpitalem psychiatrycznym ... ( a tak na marginesie Rose już tam powinna trafić :D) .
                                             
                                                                                      Pozdrawiam Kat :)


R: Bardzo śmieszne... Poza tym szpital już nie pomoże xD Moje stadium choroby (wtf) przewyższa możliwości lekarzy. (Czy to co napisałam ma sens? Chyba nie... trudno xD)

Nie pozdrawiam, Rose :')

sobota, 3 października 2015

Rozdział 1, czyli wspaniała orientacja w terenie głównej bohaterki ♥

   Otworzyłam zaspana oczy i ze zdziwieniem spojrzałam na białe ściany. Chwilę później dotarło do mnie gdzie jestem i poczułam jednocześnie ulgę i strach. Uwolniłam się z sideł demona, ale nadal nie byłam bezpieczna.
   Otrząsnęłam się z zamyślenia. Wstałam i sięgnęłam do walizki, z której wyjęłam potrzebne ubrania. Następnie udałam się do łazienki i po piętnastu minutach byłam gotowa do wyjścia. Dobrze się złożyło, bo usłyszałam akurat dudniącą muzykę zza ściany, która sprawiała, że moje uszy niemal krwawiły. Cóż... nie by to hotel pięciogwiazdkowy.
   Zamknęłam drzwi i pospiesznie włożyłam klucz do kieszeni, a następnie nucąc swoją ulubioną piosenkę wyszłam z budynku. Byłam podekscytowana perspektywą zwiedzenia miasta, ale dezorientacja sprawiona nieznajomością tego miasta nieco ostudziła mój entuzjazm.
  
                                                                       ***

    Minęło kilka godzin i wkrótce zabudowania znikły na rzecz coraz liczniejszych drzew i krzewów. Stanęłam u podnóża lasu zastanawiając się, czy powinnam tam iść. Z jednej strony mogłam się zgubić, ale wizja spaceru w zaciszu drzew była kusząca. 
  W końcu zdecydowałam się przespacerować kawałek wydeptaną dróżką. 

                                                                       ***

  Robiło się powoli ciemno, a ja wciąż błądziłam. Gdzie do cholery była ta ścieżka? Przecież nie mogłam pójść tak daleko...
   Usiadłam zrezygnowana na mchu i oparłam się o pień drzewa. Podróż dawała się we znaki. Wyruszyłam nad rankiem i teraz byłam okropnie zmęczona i głodna. Mogłam wziąć chociaż kanapkę, ale w pośpiechu zdążyłam tylko schować do kieszeni klucz, który teraz niestety był bezużyteczny.
   Jak na złość, zrobiło się zimno. Miałam na sobie podkoszulek i jeansy i teraz było mi naprawdę chłodno. Nie sądziłam, że będą tu aż takie wahania temperatur. Mogłam ruszyć głową i założyć bluzę. Przecież był październik! Objęłam się ramionami, starając się jakoś ogrzać.
   Nagle usłyszałam szelest i mimo dzielącej nas odległości sądziłam, że to mój ojczym. Wkrótce zza zarośli wyłonił się jakiś chłopak. Poczułam jednocześnie ulgę i strach. To nie był demon, a jednak nie wiedziałam, jakie zamiary ma nieznajomy.
   - Wszystko ok? - spytał lekko ironicznym tonem.
   W blasku księżyca, który akurat wyłonił się zza chmur dostrzegłam błysk czerwonych tęczówek, Gwałtownie się wyprostowałam. 
   To był wampir.
   W mojej dłoni odruchowo pojawił się niebieskawy płomień. Nie mógł mu zrobić krzywdy, ponieważ był tylko iluzją, ale skąd on miał to wiedzieć?
   Nieznajomy chyba nieco się zdziwił, ale praktycznie nie widziałam go w ciemnościach, więc nie zaobserwowałam dokładnie jego reakcji. 
   - Spokojnie nic ci nie zrobię - powiedział unosząc ręce w geście poddania.
   - Jesteś wampirem! - Wypaliłam. 
   - I? - Spytał.
   - I... I żywisz się ludzką krwią!
   - Po części, ale nie tak jak myślisz. - wyjaśnił
   Uniosłam pytająco brwi.
   - Bank krwi dostarcza mi wystarczającą ilość.
   Nieco się uspokoiłam, ale wciąż uważnie go obserwowałam. Wydawał się być szczery, ale wolałam być ostrożna. Mój ojczym też się taki wydawał... na początku.
   - Jestem Marshall, a ty?
   - Ann. Miło cię poznać... chyba. 
   - Zgubiłaś się - było to raczej stwierdzenie.
   - Jak widać nie znam dobrze miasta - westchnęłam.    
   - Chodź. Chyba lepiej żebyś tu dłużej nie stała. Wyglądasz jakbyś miała padaczkę - zażartował. 
   - Nie! Nigdzie z tobą nie pójdę - zaprotestowałam.
   - Wolisz siedzieć w lesie? - Zirytował się.
   Miał rację i tak nie miałam nic lepszego do wyboru. Zgasiłam niebieski płomyk w mojej ręce i podążyłam za nim. Był szczerze rozbawiony tym, że jest mi zimno i w akcie dobroci ofiarował swoją kurtkę. Sam był wampirem i nie odczuwał zimna tak intensywnie jak ja.  Podziękowałam mu i z ulgą zanurzyłam się w cieple materiału. Była o wiele za duża, co wywołało kolejny atak śmiechu Marshalla. Starając się go ignorować zapięłam ją do końca i zanurzyłam się w jej zapachu. Pachniała lasem i czymś niezidentyfikowanym.
   Po piętnastu minutach z ulgą stwierdziłam, że przede mną majaczy się w świetle ulicznych lamp droga. Chłopak przez cały czas rzucał ironiczne uwagi na temat mojej orientacji w terenie, ale było całkiem zabawnie. Mimo nieco dziwnego charakteru był całkiem słodki. 
   Na drodze było o wiele jaśniej i mogłam wreszcie zobaczyć jego twarz.
   Miał kruczoczarne włosy, które opadały mu na oczy. Co jakiś czas je odgarniał i musiałam się powstrzymać całą siłą woli, żeby nie wydać z siebie rozmarzonego westchnienia. Był cholernie przystojny i poczułam się przy nim jak bezdomny przy modelu. Odwróciłam pospiesznie twarz by nie zdał sobie sprawy, że się na niego gapię.
   - To gdzie teraz? - Popatrzył na mnie pytająco, wyrywając mnie z zamyślenia.
   -  Hotel Mohito - odparłam.
  Uniósł pytająco brwi, ale nie zamierzałam mu nic wyjaśniać.
  Po kilku minutach ujrzałam znajomy, beżowy budynek z umiejscowionym nad drzwiami neonem w kształcie litery ,,M''.
   - Dzięki za zaprowadzenie - uśmiechnęłam się, starając się mimo zmęczenia wyglądać słodko.
   - Do usług Ann. Jeszcze się spotkamy - pożegnał się.
   - To groźba? - Zapytałam.
   - Ostrzeżenie - mruknął i posłał mi łobuzerski uśmiech, na widok którego zaparło mi dech w piersiach.
   Ze smutkiem oddałam mu kurtkę i odwróciłam się by otworzyć drzwi, Za sobą usłyszałam trzepot skrzydeł i po chwili byłam sama.
   - To był dziwny dzień... - Westchnęłam i skierowałam się w stronę schodów ignorując irytujące spojrzenie recepcjonistki. W końcu było już grubo po północy. Ruszyłam do pokoju rozmyślając o tajemniczym chłopaku, którego dziś spotkałam. Kto by pomyślał, że zakoleguje się z wampirem...


_________________________________

R: Nawet nie wiecie ile było śmiechu przy pisaniu tego rozdziału!
K: Pisałyśmy go chyba ponad godzinę, ale to wina Rose!
R: Nie moja wina, że jak Kat pokazała cudzysłów z niewiadomych powodów skojarzyło mi się to z tańczącymi gąsienicami... Nie wnikajmy.
K: Zgodzę się.
R: I tym razem to nie ja miałam sadystyczne zapędy!
K: Bardzo śmieszne.
R: Nie moja wina, że gdy tylko napisałam ,,białe ściany'' od razu zaczęłaś o szpitalu psychiatrycznym...
K: Dobra skończymy to lepiej xD
R: Masz rację, jeszcze się ktoś załamie nerwowo jak to przeczyta :')
K: O ile przeczyta...