poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 15, czyli wisząca w powietrzu wojna.

    Otworzyłam oczy, ale szybko tego pożałowałam. Poraziło mnie oślepiające światło.
    - Budzi się - krzyknął ktoś, omal nie przyprawiając mnie o zawał serca.
    - Ann? Słyszysz mnie? - usłyszałam zmartwiony, męski głos. - Ann?
     Czy oni musieli mówić tak głośno. Kim do cholery była ,,Ann"? Ponowiłam próbę otworzenia oczu. Światło nie było już tak rażące, więc mogłam się rozejrzeć. 
     Leżałam na kanapie, znajdującej się w ładnie urządzonym pokoju. Nade mną pochylały się dwie osoby. Dziewczyna - blondynka o niemal anielskiej urodzie i chłopak - oszałamiająco przystojny brunet, przypominający bardziej demona. Oboje byli mocno przejęci. 
     - Tak się cieszę, że się obudziłaś - wyszeptała dziewczyna ze łzami wzruszenia w oczach.
    - Muszę ci coś wyznać, Ann... - powiedział brunet.
     - Chwila! Kim wy jesteście? - zdenerwowałam się.
     Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Nic nie rozumiałam. Co ja tu robię? Kim jest ta dwójka? Dlaczego nic nie pamiętam? Pytania wirowały mi w głowie, ale na żadne nie znalazłam odpowiedzi.
    - Nie pamiętasz mnie? - spytał chłopak.
     Chociaż z pozoru wyglądał normalnie, w jego oczach dostrzegłam paraliżujący strach.
    - Ann... nie żartuj, proszę - powiedziała podenerwowana blondynka.
    - Nie wiem kim jest Ann! Musieliście mnie z kimś pomylić! I nie mówcie tak głośno - wydarłam się i zdenerwowana wstałam.
     Nie wiem skąd wzięły się we mnie te emocje, ale miałam ochotę rozwalić ten dom. Czułam, że dałabym radę.
    - Uspokój się! - teraz to brunet podniósł głos.
     Skrzywiłam się. Miałam wrażenie, że otaczające mnie dźwięki rozsadzą mi uszy.
    - Przez jakiś czas twoje zmysły będą wariować. Słyszysz nas o wiele głośniej, światło cię razi, czujesz dosłownie wszystko... Twoje narządy się przekształcają. Jesteś wampirem - wyjaśnił, ściszając głos.
    - Wampirem? - powtórzyłam zdezorientowana.
    - Ja pójdę do uzdrowiciela. Może wie dlaczego Ann straciła pamięć - oznajmiła blondynka, oddalając się w stronę drzwi.
    - Nie martw się, na pewno dasz sobie radę - pocieszył mnie chłopak.
    - Jak się nazywasz? - spytałam zaciekawiona.
    - Marshall.
    - Jesteś dla mnie... chłopakiem? - spytałam ostrożnie, momentalnie się czerwieniąc.
    - Yyy... tak - powiedział po chwili brunet, posyłając mi szeroki uśmiech.
     Cóż, widocznie miałam dobry gust.
    - Opowiedz mi... o tym wszystkim. Gubię się - westchnęłam.
    - Któregoś dnia chodziłem sobie po lesie. Spotkałem tam piękną dziewczynę o mocach iluzji. Na mój widok od razu się rozpłynęła. Nic dziwnego, w końcu jestem przystojny.
     Trzepnęłam go w ramię.
    - Na pewno tak nie było - zachichotałam.
    - No dobra... chciałaś mnie zabić płomyczkami. W końcu jednak wyprowadziłem cię z lasu, wyśmiewając się z twojej orientacji w terenie. No i tak się poznaliśmy.
     Na opowieściach zleciało nam kilka ładnych godzin. Żałowałam, że nic nie pamiętam, ale z historyjek Marshalla wywnioskowałam, że miałam naprawdę dziwne i pełne przygód życie. Nim się obejrzałam, dołączyła do nas blondynka - Fionna. Była wyraźnie zdenerwowana.
     - W wiosce coś się dzieje. Wszędzie chodzi pełno uzbrojonych ludzi. Uzdrowiciel nie chciał mi powiedzieć skąd to zamieszanie, ale obiecał zastanowić się nad zanikiem pamięci Ann - powiedziała na jednym tchu.
    - Uzbrojeni? - zdziwił się Marshall. 
     Blondynka skinęła głową.
    - Podobno mają wprowadzić zakaz wychodzenia i wchodzenia do wioski - dodała.
     Chłopak zmarszczył brwi. 
    - Nieważne. Właśnie kończyłem opowiadać Ann o tym, czego zapomniała. 
    - To fantastycznie. Mam nadzieję, że wkrótce odzyskamy jej pamięć - odparła optymistycznie blondynka.
    - Naprawdę chciałabym was pamiętać. Cieszę się, że mogę mieć takiego chłopaka i taką przyjaciółkę - stwierdziłam.
    - Chłopaka? - spytała rozbawiona Fionna.
    - No... Marshall powiedział, że jestem jego dziewczyną - wymamrotałam.
     Czy było w tym coś zabawnego? Może uważała, że taka marna osoba jak ja, nie zasługuje na niego? Nie, na pewno nie. Wydawała się szczerą i miłą dziewczyną.
    - Ach, no tak - powiedziała, posyłając głupawy uśmiech w kierunku bruneta.
     Jego spojrzenie mogłoby zabijać.

     Na przekomarzaniach minęły nam kolejne dni. Marshall odwiedzał nas każdego dnia i cierpliwie wyjaśniał wszystko, co było związane z wampirami. Był naprawdę kochany, chociaż czasem denerwował mnie  swoimi docinkami. Nim się obejrzeliśmy, od mojego ,,przebudzenia" upłynął prawie miesiąc. Moje zmysły wróciły do normy, chociaż w każdej chwili mogłam je wyostrzyć, co było wspaniałym spostrzeżeniem. Jedynym minusem było nieustające drapanie w gardle. Tylko krew była w stanie zaspokoić moje pragnienie, ale na szczęście istniały sposoby zdobywania jej, bez krzywdzenia żywych istot. Jedynym naszym zmartwieniem były coraz liczniejsze patrole Dzieci Księżyca i coraz bardziej wyczuwalna aura zła. Dużym problemem było także to, że wciąż niczego nie pamiętałam.

    - Przejdźmy się - zaproponowała nagle Fionna, gdy pewnego dnia siedziałyśmy we dwójkę w salonie.
    - Jeśli masz na myśli sklep, to nie ma mowy - powiedziałam z góry.
     Przez ten czas zdążyłam ją dobrze poznać, a zwłaszcza jej zamiłowanie do ubrań. Pewnie wywiozłaby mnie do centrum jak najszybciej, ale bliższy kontakt z ludźmi sprawiał mi ból. Musiałam nauczyć się kontrolować pragnienie.
    - Spokojnie, chodziło mi o las - odparła ze śmiechem.
    - W takim razie możemy iść - oznajmiłam, podzielając jej wesoły nastrój.
     Ubrałam swoje czarne trampki i wyszłam na dwór. Pogoda była znakomita. 
    - Uwielbiam wiosnę - oznajmiła radośnie blondynka, rozglądając się po okolicy.
    - Chodźmy tędy, nigdy tu nie byłam - odparłam, wskazując wąską ścieżkę prowadzącą przez las.
    - Byłaś - westchnęła. - Tylko nie pamiętasz.
    - Na pewno kiedyś sobie przypomnę - stwierdziłam, próbując brzmieć optymistycznie.
    - Dzwoniła do mnie Królewna Ognia. Ona też wyczuwa w powietrzu poszerzające się zło - powiedziała Fionna.
    - Królewna Ognia... chyba mi o niej opowiadaliście - wymamrotałam.
    - Tak. Spotkałaś ją kilka razy. Myślę, że się polubiłyście - wyjaśniła dziewczyna.
     Skinęłam głową. 
     Nagle coś runęło prosto na nas. Nic nie poczułam z powodu twardej jak stal, wampirzej skóry, ale Fionna wyraźnie się skrzywiła.
    - Fionna? Ann? - usłyszałam męski głos.
    - Złaź. Ze. Mnie. Nick - wycedziła blondynka, akcentując każde słowo.
    - Sorry, właśnie zmieniałem się z ptaka w człowieka - wytłumaczył.
     Chłopak uroczo się zarumienił i pomógł wstać Fionnie.
    - To twój chłopak? - spytałam bezmyślnie.
    - Co? Nie! - powiedzieli niemal jednocześnie.
     Zachichotałam.
    - W takim razie wybaczcie pomyłkę. Wciąż się uczę. 
     Szatyn posłał blondynce pytające spojrzenie.
    - W wyniku przemiany.... Ann straciła pamięć - wyjaśniła Fionna.
    - Oh, przykro mi - powiedział Nick, przybierając poważny wyraz twarzy.
     Smutek dodawał mu lat.
    - Nie martw się, na pewno kiedyś ją odzyskam! Mam jeszcze czas - posłałam mu wesoły uśmiech.
    - Ja właśnie w tej sprawie. Szukałem was.
    - Uzdrowiciel cię przysłał? - spytała blondynka z nadzieją.
     Nick pokręcił przecząco głową.
    - Mam bardzo złe wieści. Obawiam się, że gorsze od utraty pamięci - westchnął.
    - Co się stało?
    - Jesteście w niebezpieczeństwie. Królestwo demonów po śmierci Garhota zaczęło się podburzać. W powietrzu wisi wojna między Filii Saltus, a złem - wyjaśnił zdenerwowany. - Jestem pewny, że chcą dokonać tego, czego on nie zrobił.
    - Czyli?
    - Czyli zabić najpotężniejszą. Zabić Ann.
    - Mnie? Ale...ale dlaczego? - spytałam zdezorientowana. - Przecież nie należę już do Dzieci Księżyca.
    - Nie wiem. Krążą różne legendy. Jesteś córką Didyme - jednej z pięciu. Ludzie mówią, że to właśnie ciebie wybierze Luna. Nawet jeśli wyrzekłaś się człowieczeństwa, dla nich jesteś zagrożeniem.
    - Dlatego w waszej wiosce widziałam tylu uzbrojonych ludzi - westchnęła Fionna. 
    - Tak. Wszędzie jest pełno patroli. W mieści gromadzi się coraz więcej  demonów, jednoczą się. Czuję to.
     Miły i beztroski nastrój prysł, a w naszych sercach znów zagościł niepokój. Szykowało się coś wielkiego. Wojna między dobrem, a złem.



R: Od tego nawalania w klawiaturę, rozbolały mnie ręce xD
K: Mnie od tego rozdziału rozbolały oczy ;-;
R: Wyszedł beznadziejny i krótki, ale nasza wena postanowiła gdzieś uciec :/
K: ...i wzięła razem ze sobą nasz wolny czas :/
R: Postaramy się dodawać rozdziały z MNIEJSZYM opóźnieniem i PRZYZWOITĄ długością, ale niestety mój laptop został zalany, a na telefonie nie zawsze wychodzi to tak, jakbyśmy chciały.
K: Rose źle działa na elektronikę xD
R: Ja?!?
K: A kto zepsuł 9 razy w ciągu dwóch miesięcy drukarkę?
R: 8 ;-; To był czysty przypadek.
K: Tak jak aparat, telefon, laptop, pralka...
R: Oj cicho! xD
R&K: Pozdrawiamy wszystkich wytrwałych. Wasza cierpliwość nie zna granic <3 Dziwimy się, że jeszcze jesteście na naszym blogu. Kochamy was :*

piątek, 26 lutego 2016

Rozdział 14, czyli ostatnie uderzenie serca.

     Marshall, Ann i Fionna usiedli na kanapie. Napięcie można było wyczuć w powietrzu. 
    - Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - spytała blondynka, patrząc niepewnie na sproszkowane Nasiono Demona z dodatkiem cukru.
    - Nie mam wyboru - westchnęła dziewczyna, którą podtrzymywał wampir, gdyż była zbyt wyczerpana by samodzielnie utrzymywać się w pionie.
     Brunet również nie był za szczęśliwy. Można było to zauważyć po mocno zaciśniętej szczęce czy sposobie w jaki napinał mięśnie. Choć tego nie okazywał, był na skraju utraty zmysłów i żadna ilość krwi nie była w stanie tego naprawić. 
     Ann wzięła kubek i wolno wsypała zawartość do ust. Jej przyjaciele wstrzymali oddech, patrząc z oczekiwaniem na jej reakcję.
    - Hmm... to jest paskudne - stwierdziła po chwili.
    - Wszystko okey? - spytał Marshall.
    - Czujesz się inaczej? - dodała Fionna.
    - Tak właściwie to... - zaczęła, ale chwilę później opadła bezwładna w ramiona chłopaka. 
    - Ann! Ann do cholery! Obudź się! - powiedział nerwowo wampir, potrząsając jej ciałem.
    - Nie - szepnęła blondynka.
    - Błagam, otwórz oczy...
    - Może to tylko skutek uboczny? Oddycha? - spytała nieco trzeźwiej blondynka. 
    - Bardzo słabo, ledwie ją słyszę.
    - Musimy ją zanieść do uzdrowiciela.
     Wampir wstał i delikatnie wziął szatynkę na ręce. Normalnie jego troska rozbawiłaby Fionnę, ale dziś wyraźnie nie miała humoru. Wyszli z domu i skierowali się ku lasowi. Pogoda była dość wietrzna, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. Chwilę później siedzieli już w znajomej chatce.
    - Jest źle - powiedział prosto z mostu.
    - Czy... czy ona umrze? - wyszeptała Fionna.
    - Nie spodziewałem się, że Nasiona Demona są w stanie zadziałać w ten sposób. Ich moc zamiast zniszczyć ukryte w niej zło, wyniszczaja jej człowieczeństwo - wyjaśnił zdenerwowany.
    - Przecież mówił pan, że to jej pomoże - wysyczał zdenerwowany Marshall.
    - Powiedziałem, że to niebezpieczne.
    - Trzeba było wymyślić coś lepszego - sprzeczał się.
    - Spróbuj - zirytował się mężczyzna.
    - Uspokójcie się! Czy da się jej jakoś pomóc? - spytała blondynka, patrząc karcąco na kłócącą się dwójkę.
    - Za kilka minut jej człowieczeństwo całkowicie zniknie. Resztki Nasiona Demona zapewne zajmą się złą naturą w jej ciele, a potem zostaną strawione - stwierdził.
    - Trzeba to zatrzymać! 
    - Zamień ją w wampira - powiedział nagle uzdrowiciel.
    - Czy to coś zmieni? Znowu jej naturę przejmie zło, a Filii Saltus wywoła niepotrzebne zamieszanie - zdenerwowała się Fionna.
    - Nasz naród wiąże się z człowieczeństwem. Jeśli je straci, nie będzie już do nas należeć - wyjaśnił.
     Blondynka skinęła głową, a w jej sercu zaczęła się tlić nadzieja. 
    - To nasza jedyna szansa - powiedziała do Marshalla, który najwyraźniej toczył wewnętrzną walkę ze sobą.
    - Ona stanie się potworem.
    - Będziemy jej wspólnie pomagać. Zobaczysz, będzie dobra - przekonywała go.
    - Zdecydujcie się - zniecierpliwił się mężczyzna, patrząc wymownie na bezwładne ciało Ann.
      Marshall nachylił się nad nią, wyciągając kły. 
    - Przepraszam - szepnął, wgryzając się w jej szyje. 
     Skrzywił się czując gorzki smak mocy Nasiona Demona, ale nie przestawał pić, wtaczając do jej ciała jad. Po kilku sekundach oderwał się od niej, odczuwając rosnący ból głowy. Kontakt z tą rośliną nie był dla wampira zbyt przyjemny. Usłyszał ostatnie uderzenia serca Ann. W tym momencie liczyło się tylko to. Jej życie. W jego głowie rozgrywała się prawdziwa wojna. Nie chciał, by stała się taka jak on. O ile w ogóle się obudzi. W tym momencie zdał sobie sprawę, że ta delikatna istotka jest dla niego naprawdę ważna. Szkoda, że tak późno...


R: Wiem wiem, jest strasznie krótkie :\
K: Musicie nam wybaczyć, ale nauka wyssała nam ostatnie resztki weny :c
R: I teraz do głowy przychodzą nam naprawdę dziwaczne pomysły ;-;
K: Widać po tym rozdziale xD
R: A już chciałyśmy zakończyć to w momencie jej utracenia przytomności. Byłoby śmiesznie, gdyby umarła :'D
K: Wiesz, Rose... w zasadzie nie wiadomo jeszcze czy Marshall zdążył ją przemienić *uśmiecha się w diabelski sposób, planując zgon głównej bohaterki*
R: Wiem do czego zmierzasz *przybiera podobny wyraz twarzy*
K: Jesteśmy wredne.
R: Bardzo. *rzuca pierogami (które wzięła znikąd) w Kat*
K: Nie marnuj pierogów >.<
R: No i znowu inteligentnie z tematu śmierci zeszłyśmy na pierogi ;-;
K: Ciekawe dlaczego...
R: To nie moja wina!
K: Tak tak, to egzystencja pierogów naruszyła nasze tunele czasoprzestrzenne niszcząc tym samym nasz umysł i zalewając go obrazami swoich pobratymców.
R: Stwierdzam nadużycie klawiatury ;-;








sobota, 20 lutego 2016

Ktoś tu jest?

Napisz, jeśli to czytasz :D Nie jestem pewna, czy ktoś tu jeszcze jest i czy opłaca się wstawiać rozdział 14. Wiem, zawaliłyśmy - nie było nas prawie miesiąc. Nie obiecuję, że nasze niedociągnięcia się poprawią, ale się postaramy :* Opłaca się to dalej ciągnąć? Przepraszamy

Rose

piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 13, czyli krótkie podsumowanie podróży.

-Anabell-

     Tego dnia obudziłam się dość późno.
    - Witaj Śpiąca Królewno - prychnął.
    - Witaj krasnoludku - mruknęłam półprzytomna.
     Wampir przewrócił oczami.
     - Jestem wyższy od ciebie.
     - Oj tam, nie marudź - zachichotałam, ale przerwał mi atak kaszlu.
     - Wszystko ok? - zaniepokoił się.
     Skinęłam głową i pobiegłam do łazienki. Zbierało mi się na wymioty.
     - A więc czujesz się świetnie - powiedział Marshall z ironią, gdy wyszłam wreszcie z toalety.
    - Nie tak wyobrażałam sobie ciebie jako nianię - westchnęłam.
     - Wybacz, z pewnością nie przewidziałaś takiej superowej opiekunki jak ja - odparł z pewnym siebie uśmieszkiem.
     - Och, zamknij się i przynieś mi wodę.
     - A magiczne słowo?
     - Czary mary - prychnęłam.
     - Nie o to chodziło - odparł niezadowolony.
      Obserwowałam rozbawiona jak z miną męczennika wraca z parującym kubkiem. Mimo złego stanu zdrowia, jego zachowanie poprawiło mi humor.
   

-Fionna i Nick-

    - Pobudka - zachichotał Nick, trącając ramię zaspanej blondynki.
    Dziewczyna wymruczała coś i przekręciła się na drugi bok, zamykając spowrotem oczy.
    - Wstawaj!
    Fionna pokiwała głową, ale nie zmieniła pozycji.
    - Sama tego chciałaś - prychnął, unosząc śpiwór blondynki do góry.
    Dziewczyna nie za bardzo rozumiała o co mu chodzi ale trzymał ją dość pewnie, więc nie zamierzała otwierać oczu. Była na to zbyt zmęczona.
    Szli kilka metrów, a potem Nick puścił ją bez zapowiedzi ze złośliwym uśmiechem. Fionna wylądowała w płytkim strumyku.
     - Ziiiimno! - wrzasnęła, gdy zanurzyła się w lodowatej wodzie.
    Chłopak stał tylko na brzegu i trząsł się ze śmiechu.
    Dziewczyna zmrużyła ze złością oczy i pociągnęła szatyna za nogę do strumyka. Nick pisnął jak mała dziewczynka, trzęsąc się z zimna.
    - Zabije cię - powiedział ze śmiechem, chlapiąc ją wodą.
    - Nie zdążysz, bo zabije cię szybciej - odparła rozbawiona blondynka, wychodząc ze śpiwora i kładąc go na brzegu.
    Uśmiechnęła się uroczo i gdy niepodejrzewający niczego chłopak zaczął wychodzić, wrzuciła go z powrotem do wody, tym razem mocząc mu kompletnie włosy i twarz.
     - Ty... - zaczął groźnie, atakując roześmianą Fionnę falami.
    - Wyglądasz śmieszne - zachichotała, wskazując na jego chaotyczną fryzurę.
    - Spójrz na siebie - prychnął.
    - Lepiej stąd wyjdźmy, bo zaraz zamarznę - zadygotała blondynka, niezdarnie siadając na brzegu. Jej ubranie było całe mokre i ciężkie, więc zaklepała sobie mały namiocik i dygocząc ubrała suchą parę spodni i długi, szary sweter. Następnie udostępniła ,,przebieralnię" Nickowi, który wyglądał jakby dostał drgawek.
    Reszta drogi minęła im nadzwyczaj spokojnie, choć po wędrówce Fionna ledwo mogła chodzić. W jej głowie pojawiało się coraz więcej wątpliwości. Okropnie bała się o Ann. Znały się krótko, ale blondynka uważała ją za wspaniałą przyjaciółkę. Dręczyły ją słowa uzdrowiciela i miała cichą nadzieję, że białe owoce pomogą dziewczynie wrócić do zdrowia.
    - Jesteśmy - stwierdził szatyn, patrząc z ulgą na znajomą wioskę.
    - To... dzięki za pomoc - powiedziała zmieszana blondynka.
    Było jej smutno, że musiała się rozstać z chłopakiem. Podczas podróży bardzo się do niego przywiązała. Była jednak zbyt nieśmiała, by prosić go o jakikolwiek późniejszy kontakt.
    - Nie możemy zbyt często opuszczać tego miejsca, ale jak tu będziesz to wpadnij - zaoferował.
    Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło i pożegnała, przytulając chłopaka.
    Skierowała się do chatki uzdrowiciela.
    Mężczyzna powitał ją wesoło i zaprosił do środka, częstując ciastkami orzechowymi.
    - Najlepiej będzie, jeżeli podasz jej starte Nasiono Demona. Jest dość gorzkie, więc możesz dodać do niego cukru. Mam nadzieję, że zadziała jak trzeba. W razie problemów niezwłocznie przyjdzcie do mnie - powiedział.
    Fionna energicznie skinęła głową i pożegnała się z uzdrowicielem. Wypowiadając hasło ponownie znalazła się w zwykłym świecie i podenerwowana ruszyła ścieżką do jej domu. W ręce kurczowo ściskała sakiewkę z owocami. Okropnie bała się o Ann. Dopiero widząc schorowaną przyjaciółkę zdała sobie sprawę, jak bardzo źle jest. I że może być jeszcze gorzej.


R: Sorry za taką krótką notkę. Następna będzie dłuższa.
K: I jeszcze przepraszamy za tak podobne relacje między Marshallem i Ann, a Fionną i Nickiem.
R: Po prostu wyrobiłyśmy sobie kanon pisania i teraz trudno nam wymyślić coś nowego.
K: Piszcie w komentarzach czy bardzo wam to przeszkadza. Jakby co, postaramy się to zmienić.
R: To chyba na tyle....
K: Nasze mózgi nie potrafią wymyślić czegoś śmiesznego :/
R: Sam fakt, że uważasz, że masz mózg jest śmieszny ;-;
K: Stwierdzam przedawkowanie ,,że" xD

środa, 27 stycznia 2016

Jesteście tu jeszcze?

Hej.
Ostatnio trochę nas nie było... No może więcej niż trochę xD Zastanawiam się czy ktoś tu jeszcze wchodzi i czy mam napisać nowy rozdział. Jeśli to czytasz i chcesz kolejnych notek to napisz w komentarzu. Przepraszamy za długą przerwę.


                          Rose

sobota, 2 stycznia 2016

Rodział 12, czyli dalsza podróż Nicka i Fionny.

* Fionna i Nick*



    Fionna i Nick przemieszczali się dość szybko, ale nieustający ryk był coraz głośniejszy. Za każdym razem gdy się rozlegał oboje mieli wrażenie, że stwór jest tylko kilka metrów za nimi.         Dziewczyna trzymała w pogotowiu swój miecz, ale teraz wydawał jej się zbyt kruchy. Chłopak w każdej chwili mógł obronić się magią, ale nie był pewny, czy gruby pancerz Wyjewa pozwoli przebić się jego zaklęciom.
     - Tak w ogóle, to po co ci Nasiono Demona? - Spytał chłopak, przerywając milczenie.
     - Jeśli go nie zdobędę, moja przyjaciółka prawdopodobnie... - zaczęła blondynka, ale słowa utknęły jej w gardle.
     - Rozumiem. Nie martw się, na pewno z tego wyjdzie. Jest opętana przez demona? - Drążył.
     - Jest hybrydą demona i Filii Saltus – westchnęła dziewczyna.
     - To może nieco komplikować sprawę – powiedział smutno.
    Przerwał im ogłuszający ryk. Dochodził z bardzo bliska.
     - Cholera, to na nic. Jest za szybki – mruknął Nick pod nosem.
     - Nie moglibyśmy się ukryć? - Zaproponowała z nadzieją Fionna.
     - Wyczuje nas.
     - To schowajmy się tak, żeby nasz zapach zmieszał się z roślinnością.
     - Co masz na myśli? - Zdziwił się chłopak.
     - Po drodze pokazywałeś mi te ogromne, białe kwiaty, które tak ładnie pachniały. Gdybyśmy w jakiś sposób się w nich schowali, może ich zapach zneutralizowałby nasz? - Powiedziała z zapałem Fionna.
     - Jesteś genialna, to może zadziałać! Musimy koniecznie je znaleźć. Na szczęście ta odmiana rośnie bardzo często – powiedział szybko Nick, rozglądając się po lesie.
    Po kilku minutach znaleźli kilka sztuk. Kwiatowy zapach był bardzo intensywny, więc bez chwili wahania schowali się w środku, nasłuchując kolejnych ryków i zamykając roślinę, niczym kokon. Po chwili pogrążyli się w całkowitej ciemności.
     - Nie łaskocz mnie – zachichotał chłopak.
     - Nawet cię nie dotknęłam – powiedziała zirytowana Fionna.
     - Cholera przecież czuję! - Powiedział Nick.
     - To nie ja!
     - T-to to jest włochate! - zawołał szatyn, pospiesznie wychodząc z ukrycia.
     Fionna zdenerwowana wybiegła za nim i ujrzała Nicka tarzającego się po ziemi i wydającego bliżej nieokreślone dźwięki. Na jego ramieniu siedział dość dużych rozmiarów pająk. W końcu udało mu się go strzepnąć.
     - A więc boisz się pająków? - Spytała blondynka z sarkazmem.
     - To był jakiś olbrzym! - Powiedział Nick z przejęciem, wzdrygając się.
     Ich przekomarzania przerwał ryk Wyjewa, który pędził właśnie w ich stronę.
Zwierzę było wielkości dużego samochodu i wyglądało podobnie do dinozaura lub smoka bez skrzydeł.
     - Dobra, jest gorzej niż źle – powiedział szatyn, pospiesznie wstając.
     - Masz jakiś plan, czy uciekamy?
     - Mam pewien pomysł, ale nie wiem czy wypali – powiedział chłopak, ciągnąc Fionnę za sobą w stronę drzew.
    W końcu zdyszani dobiegli do małej polanki. Wyjew był tylko kilkanaście metrów za nimi.
     - Biegnij do tej linii drzew! - Powiedział Nick, wskazując palcem skraj łąki.
     - A ty? - Zdziwiła się blondynka.
     - Moją specjalizacją jest żywioł ognia. Powiedzmy, że urządzimy małe ognisko – powiedział szatyn, uśmiechając się szeroko.
    Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale pobiegła we wskazanym kierunku.
    Nick nie tracąc czasu uniósł ręce i drzewa przed nim zapłonęły ogniem. Fionna nie mogąc się powstrzymać otworzyła szeroko oczy.
     - Chyba się nie przebije – powiedział zadowolony chłopak.
    W tej samej sekundzie blondynka dostrzegła lukę w jego strategii, a dokładniej kilka niepalących się drzew. Zanim jednak zdążyła go przed tym ostrzec, na polanę wbiegł wściekły Wyjew.
    Zdeterminowana Fionna wyciągnęła swój miecz i pobiegła w jego stronę, ale było już za późno. Zwierzę zaatakowało Nicka. Jego noga znikła w paszczy stwora. Szatyn odepchnął go, ale blondynka zauważyła, że brakuje mu kończyny. Bez chwili namysłu zaatakowała Wyjewa, ale jego gruby pancerz zwinnie ochraniał go przed cięższymi ciosami.
    Stwór zachłysnął się i wypluł zjedzoną nogę. Fionnie zebrało się na wymioty. Musiała jak najszybciej pomóc Nickowi.
    Nagle ktoś pociągnął ją za skrawek bluzki i wylądowała kilka kroków dalej na ziemi. W tej samej chwili runęło jedno z płonących drzew, dokładnie w to miejsce, w którym kilka sekund temu stała. W tym wypadku spadło idealnie na Wyjewa. Zwierzę żałośnie zawyło, ale mimo jego prób drzewo niewzruszenie przypierało je do podłoża. Ogień zaczął topić jego łuski i po chwili całkowicie go pochłonął. Nick ugasił pozostałe drzewa.
     - Twoja noga! - Powiedziała przerażona blondynka.





* Z perspektywy Ann *


    Dzień minął dość szybko. Nie czułam się najlepiej, ale na szczęście moje objawy się nie pogarszały. Przez cały ten czas towarzyszył mi Marshall, więc nie było tak źle. No może pomijając fakt, że mogę umrzeć, a moja przyjaciółka aktualnie naraża dla mnie życie. Wampir kazał mi o tym nie myśleć, bo powoli wpadam w depresję. To miłe, że tak się o mnie troszczy, ale mam wrażenie, że jest nadopiekuńczy.


* Perspektywa Fionny i Nicka. (narracja trzecioosobowa)*


     - Spokojnie! Nic mi nie jest – powiedział chłopak, próbując uspokoić dziewczynę.
     - Przecież...
     - To proteza – powiedział nieco zawstydzony Nick, sięgając po swoją drugą ,,nogę”, nieco przeżutą, ale nadal w dobrym stanie.
     - Proteza? - Zdziwiła się Fionna.
    Blondynka nigdy by nie pomyślała, że z jego zwinnością i siłą, mógłby nie mieć nogi. Była nieco zszokowana, ale podziwiała szatyna za to, że mimo wszystko tak świetnie sobie radzi. Z ulgą odetchnęła, gdy okazało się, że w rzeczywistości Wyjew nie odgryzł mu nogi.
     - Nie mówmy już o tym, ok? - Powiedział chłopak, mocując sobie protezę.
    Fionna skinęła głową. Nie rozumiała tak dziwnego zachowania jej towarzysza, ale postanowiła nie drążyć tego tematu.
     - Przed nami końcówka drogi – powiedział nagle Nick.
     - Czy na tym terenie również znajduje się coś co mogłoby nas zabić?
     - Nie, to dość bezpieczne miejsce – odparł wesoło chłopak, wstając.
     - A są tam pająki? - spytała z sarkazmem blondynka, naśladując ruchem palców włochate kończyny stworzeń.
    Chłopak prychnął gniewnie i ruszył przodem. Od celu dzieliło ich tylko kilka kilometrów.



* godzinę później *


     - Daleko jeszcze? - Spytała Fionna, której nieustanny marsz zaczynał mocno męczyć.
     - Kilkanaście metrów przed nami jest wzgórze. Niewielkie, ale dość strome. Na szczycie powinniśmy znaleźć przynajmniej jeden z okazów Nasiona Demona – wyjaśnił.
     - Powinniśmy? - Zaniepokoiła się.
     - Nie martw się.
     - Jasne – burknęła blondynka i nieco przyspieszyła, chcąc wreszcie dotrzeć.
    Po dziesięciu minutach ujrzała w końcu skałę, wznoszącą się kilkanaście metrów wzwyż i biegnącą niemal pionowo.
     - Mamy tam wejść? - Spytała Fionna, patrząc wątpliwie na wzgórze.
     - To dość łatwe – odparł Nick, pokazując jej jak najlepiej przytrzymać się wystających kamieni, żeby nie spaść.
     - A jeśli spadnę?
     - Prawdopodobnie się zabijesz.
     - Pocieszające – prychnęła.
     - Będę za tobą i w razie czego cię złapię – uspokoił ją.
    Fionna zagryzła dolną wargę i spojrzała w górę. W końcu zaczęła się niezdarnie wspinać, w pamięci powtarzając, że robi to dla Ann. Kilka razy natrafiła na osuwające się kamienie, ale po kilkunastu minutach wreszcie dotarła na szczyt. Zaraz po niej wszedł Nick. Wzgórze było porośnięte dość nietypową roślinnością i trawą, sięgającą metra wysokości.
     - Jesteśmy. Szukaj ciemnoczerwonego kwiatu z kolcami zamiast płatków. Z jego łodygi powinny wystawać małe odgałęzienia, na których końcu powinna znajdować się mała, perłowa kulka – wytłumaczył.
    Fionna ruszyła przed siebie rozglądając się czujnie na boki. Niestety nie dostrzegła nic, co pasowałoby do podanego opisu. Powoli traciła nadzieję, gdy Nick zawołał nagle:
     - Mam!
    Blondynka pobiegła w jego stronę i ujrzała maleńką roślinkę liczącą co najwyżej pięć centymetrów. Ważniejsze były jednak białawe owoce, które Fionna z radością wrzuciła do wcześniej naszykowanej sakiewki.

    Razem z Nickiem, postanowili przenocować na wzgórzu. To był naprawdę męczący dzień.



R: I znowu rozdział po terminie i w dodatku o wiele za krótki ;-;
K: Zapomniałaś jeszcze dodać, że okropnie beznadziejny :/
R: Ale mam nadzieję, że wspaniałomyślnie nam to wybaczycie, gdyż ten tydzień był naprawdę pracowity. (Sylwester, zaadoptowałam kota, trochę byłyśmy chore itp.)
K: No i jeszcze zachowanie Rose, która doprawdy w tym tygodniu przeszła samą siebie, jeśli chodzi o bezsensowne wypowiedzi :')
R: Odezwała się >.< Sama się tym Picollo (yyy... jak to się pisało? xD) upiłaś ;-;
K: Ja przynajmniej nie opowiadałam nikomu, o teoriach spiskowych lamp xD
R: Lampy to zuo ^-^ Zepsułam jedną w sylwestra :'D
K: ...A później się cieszyłaś, że leci z niej dym...
R: No ale jak zaczęła razić prądem to wyłączyłam! >.<
K: Ta...