czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 11, czyli śmiertelna diagnoza, Nasiono Demona i wyprawa Fionny.

    Obudziłam się dzisiaj z potwornym bólem głowy.  Było mi strasznie zimno, choć tkwiłam pod grubą, ciepłą kołdrą.                                                  
    Powoli wstałam, walcząc z narastającymi zawrotami. Czułam się okropnie.
    Ktoś zapukał do drzwi.
     - T-tak? – Spytałam drżącym z zimna głosem.
    Do pokoju weszła Fionna.
     - Wszystko ok? Jest już dwunasta – zaniepokoiła się.
     - Dwunasta? – Zdziwiłam się.
     - Tak. Nie chciałam cię budzić, ale przyszedł Marshall – wyjaśniła.
     - Zaraz zejdę – obiecałam.
     - Na pewno wszystko ok? Jesteś strasznie blada – zmartwiła się.
     - Chyba dobrze – odparłam, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
     - Długo jeszcze będziecie gadać? Bo nie mam się z kogo nabijać – zażartował wampir, zaglądając przez ramię blondynki do mojego pokoju.
     - Wydaję mi się, że ona jest chora – powiedziała blondynka, patrząc na mnie z dezaprobatą.
     Wampir zlustrował mnie wzrokiem.
    - Ma przyspieszony puls, dreszcze, prawdopodobnie gorączkę, niskie ciśnienie i pewnie kręci jej się w głowie. Na bank jest chora – odparł Marshall.
     Spojrzałam na niego jak na zdrajcę. Skąd on to wszystko wiedział?
    - Wampiry mają ulepszone zmysły – powiedział, jakby czytał mi w myślach.
    Po takiej diagnozie zostałam momentalnie, niemal siłą zaciągnięta pod kołdrę. W ciągu dnia odwiedził mnie nawet doktor, ale nie potrafił stwierdzić, co mi dolega.
    Następnego dnia zaczęłam kaszleć krwią, a potem nasilił się ból głowy. Marshall i Fionna nie odstępowali mnie nawet na krok. Było mi z tego powodu bardzo miło, ale według mnie zachowywali się trochę nadopiekuńczo.
     - Mam pomysł! – Zawołał nagle tryumfalnie Marshall.
     Ja i blondynka spojrzałyśmy na niego zdziwione.
     - W sumie… Ann jest tym Filii Saltus czy coś, więc może oni będą wiedzieć, co jej jest.
     Fionna skinęła głową, choć widać było, że kolejne spotkanie z Dziećmi Lasu nie napawało ją entuzjazmem. Zapewne drażnił ją fakt, że jako człowiek nie jest tam zupełnie mile widziana.
    - Możemy spróbować – stwierdziłam.


    *Godzinę później*

    Stanęliśmy przed ,,uzdrowicielem”, którym okazał się być niski, tęgi mężczyzna o miłej twarzy i pogodnych oczach.
    Zbadał mnie bardzo szybko i po długich namysłach stwierdził w końcu, że prawdopodobnie wie, co mi dolega.
    - Tak jak sądziłem, stworzyły się komplikacje – westchnął, a w jego oczach dało się zauważyć smutek.
    - Komplikacje?
    - Tak, jesteś córką maga i demona, to może bardzo namieszać – wyjaśnił.
    - Czyli? – Zirytował się Marshall.
    - Natura demona stara się przejąć kontrolę nad naturą Filii Saltus, stąd te objawy – wytłumaczył.
    - Jak można temu zapobiec? – Zapytałam w przerwie między kaszlem.
    - Oh… - uzdrowiciel westchnął smutno i wiedziałam, że to nie będą dobre wieści.
    - Proszę mówić! – Nalegała podenerwowana Fionna.
    - Taka wewnętrzna walka jest nieuleczalna. Prawdopodobnie zostało ci… mało czasu.
     W pomieszczeniu zapadła męcząca cisza. Marshall zacisnął pięści tak mocno, że pobielały mu kłykcie, a Fionna zszokowana podparła się ściany, żeby się nie przewrócić. Ja stałam nieruchomo, nie mogłam przyjąć do wiadomości tego, co przed chwilą usłyszałam.
    Pierwsza odezwała się blondynka:
    - Ale musi być jakiś sposób! – Zawołała niemal błagalnie.
    Mężczyzna zamyślony usiadł na krześle. Swój wzrok skierował na małe okno.
     - W zasadzie jest jeden, ale może być dość niebezpieczny – powiedział w końcu.
     - Jaki? – powiedzieliśmy niemal jednocześnie.
     - Połknięcie jednego z owoców Nasiona Demona. Nasiono Demona jest niezawodną trutką na wszelkiego rodzaju demony, ale rośnie bardzo rzadko. Po zażyciu miesza złym istotą w ich osobowości i  neutralizuje ich złą stronę. Następnie ,,wysysa” ich życie i niszczy organizm sprawiając, że umierają.
    - Nie da się jakoś obejść tej drugiej części? – Spytałam z nadzieją.
    - Istnieje możliwość, że natura Filii Saltus przeciwstawi się roślinie i z nią wygra, ale trzeba brać pod uwagę drugie zakończenie.
    - Gdzie rośnie Nasiono Demona? – Spytał Marshall z determinacją.
    - Demony skutecznie poniszczyły większość z nich, uważając się za niezniszczalnych, ale w tej krainie istnieje jedno wzgórze, na którym prawdopodobnie są – wyjaśnił.
    - Chyba lepiej, gdybym spróbowała je zażyć – stwierdziłam.
    Fakt mojej prawdopodobnej śmierci, jakoś nie mógł do mnie dotrzeć. Zadrżałam i zakaszlałam wyczerpana.
     - Jest tu gdzieś może mapa? – Spytał wampir.
     - Jest, ale z pewnością jej nie potrzebujesz. O ile wiadomo jesteś wampirem i choć nie masz tylu skłonności do agresji co twoi pobratymcy, nadal zaliczasz się do demonów. Przebywanie w jej zasięgu, może źle na ciebie wpłynąć.
     Marshall wzruszył ramionami.
    - Nigdzie nie idziesz! – syknęłam mu do ucha.
    - Najlepiej będzie, jeśli ja pójdę – odezwała się Fionna.
    Uzdrowiciel skinął głową.
    - Tak, człowiek z pewnością nie będzie miał z tym trudności. Dołączy do ciebie Nick. Chłopak zna ten las jak własną kieszeń – powiedział, a w jego oczach błysło rozbawienie.
    Fionna lekko się skrzywiła. Zapewne nie podobał jej się fakt, że będzie musiała spędzić czas z kimś z tej wioski.
    - Niech będzie – odparła w końcu.
    - Czy ta wyprawa będzie w jakiś sposób niebezpieczna? – Spytałam zmartwiona.
    Nie chciałam, aby blondynka musiała się przeze mnie poświęcać.
    - W okolicach wzgórza mieszka dużo dziwnych i dzikich zwierząt, oraz rośnie kilka zagrażających życiu roślin, ale Nick je zna, więc chyba nie będzie problemu – powiedział spokojnie mężczyzna.
    Skinęłam z ulgą głową.


* Tak kilka godzin później (narracja trzecio-osobowa)*

    Fionna i Nick kończyli pakować plecaki z niezbędnymi rzeczami. Chłopak był bardzo wesoły i co jakiś czas wycinał blondynce numery, co bardzo ją irytowało, choć w głębi duszy cieszyła się, że tą wyprawę przyjdzie jej spędzić właśnie z nim.
    Nick był wysoki i zwinny. Miał duże, niebieskie oczy oraz szopę czekoladowych loków, które wyglądały całkiem uroczo.
    W końcu żegnając się z Marshallem i opartą o niego, zmęczoną Ann, wyruszyli w głąb lasu. Fionna rozglądała się ciekawie na boki, pytając co jakiś czas o wyjątkowo dziwne rośliny, które spotkała po drodze. Nick okazał się całkiem dobrym przewodnikiem i  z anielską cierpliwością wyjaśniał blondynce nazwy i zastosowania kwiatów, które mijali. Fionnie spodobał się sposób, w jaki opowiadał o poszczególnych roślinach. Mówił z pasją i potrafił mówić bardzo ciekawie, wliczając w to mnóstwo ciekawostek, którymi sypał jak z rękawa.
    - Dobrze, za nami tak z jedna czwarta drogi. Teraz musimy uważać, bo te miejsca zamieszkuje  Monstrum Terra, czyli Potwór Ziemski. Nie jest bardzo groźny, ale może ściągnąć na nas uwagę innych mieszkańców lasu – wyjaśnił zwalniając.
    - Jak on wygląda? – Spytała zaciekawiona blondynka.
    - Tak naprawdę nie ma jakiegoś konkretnego kształtu.  Jest po prostu żywym błotem. Czasem zmienia się w kupkę ziemi, która posturą przypomina ni to człowieka ni to drzewo i w ten sposób goni swoje ofiary.
    Fionna wzdrygnęła się.
    - Ale jego wielkim minusem jest fakt, że za nic w świecie nie wejdzie na drzewo, a nawet gdyby próbował poruszyć ziemią wokół niego, można przeskoczyć na inne i tak w kółko – odparł wesoło.
    - A co by się stało, gdyby mnie złapał? – Spytała blondynka, wątpiąc nieco w jej umiejętności wspinania się.
    - Nie ma takiej opcji. Obiecuję, że nawet cię nie tknie – powiedział.
    Fionna lekko się zarumieniła.
    - Co nie zmienia faktu, że zabawnie byłoby zobaczyć cię ociekającą błotem. Zupełnie jak w Spa, tylko że tam maseczka błotna nie jest serwowana przez potwory – zachichotał.
    Blondynka prychnęła gniewnie, starając się ukryć swoje rozbawienie.
    Nagle pod jej stopami zatrzęsła się ziemia i Fionna upadła na trawę.
    - Cholera – powiedział nerwowo Nick, rozglądając się wokół.
    Otaczała ich mała polanka i dopiero gdzieś w oddali majaczyły się zarysy drzew.
    Fionna nieco przestraszona wstała, obserwując jak  kilka metrów dalej z ziemi formuje się nierówny kształt.
    - Biegniemy! – zawołał Nick, łapiąc ją za rękę i ciągnąc  do przodu.
    Blondynka starała się za nim nadążyć, ale Nick był od niej sporo szybszy, co bardzo ją irytowało.
     Linie drzew stały się wyraźniejsze i po dwóch minutach zdyszani znaleźli się pod jednym z nich.
    - Umiesz się wspinać? – spytał chłopak podciągając się o konar drzewa i zwinnie stawiając stopy na grubszej gałęzi.
     Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
     - Okej, daj mi rękę – powiedział, wciągając ją w ułamku sekundy przed tym jak Monstrum Terra do nich dobiegł. Stwór wyglądał przerażająco bez twarzy, więc Fionna szybko odwróciła głowę.
      Idąc za wskazówkami Nicka, powoli wspinała się wyżej. Niemal nie słyszała już głuchych plaśnięć błota o ziemię i powoli się uspokajała.
    - Chyba wystarczy. To dość silne drzewo, więc nie ma obaw, że je ruszy – zapewnił, uśmiechając się wesoło.
     - To dobrze – stwierdziła Fionna, opierając się o pień.
     Na chwilę zapadła cisza. Oboje nasłuchiwali, czy potwór nadal stoi pod drzewem, ale nie słyszeli już nic, poza szumem liści. Dopiero po kilku minutach gdzieś w oddali zabrzmiał ryk przypominający skrzyżowanie słonia i lwa.
     - Narobiliśmy za dużo hałasu, musimy jak najszybciej się stąd wynosić – mruknął, a jego wesoły nastrój zastąpiła powaga.
     - Nie brzmi zbyt dobrze – przytaknęła Fionna.
     - To Wyjew, nie jest zbyt przyjaźnie nastawiony. Przypomina trochę smoka, ale nie ma skrzydeł i jest mniejszy, więc łatwo porusza się po lesie. To bardzo inteligentne stworzenie. Zapewne poczuł trzęsienie ziemi, a potem usłyszał naszą ucieczkę. Zgaduję, że teraz będzie chciał na nas zapolować – westchnął.
    - Ma jakiś słaby punkt? – spytała z nadzieją Fionna.
    - Nigdy specjalnie tego nie sprawdzałem, wystarczyło zmienić się w ptaka i odlecieć, ale tym razem coś takiego nie wchodzi w grę.
    Blondynka pokiwała głową, czując się nieco winna.
    - Nie martw się, damy radę. Wyjewy są leniwe więc możliwe, że jeśli wystarczająco się oddalimy, po prostu nas zostawi – powiedział uśmiechając się Nick.

- Miejmy nadzieję.

4 komentarze:

  1. Biedna Ann ;/
    Mam nadzieje, ze przeżyje
    Z rozdzialu na rozdział coraz lepiej piszecie, coraz ciekawiej i az chce sie więcej *.*
    Czekam na kolejny z nadzieja ze pojawi się szybko
    Z okazji tego ze dzis swieta życzę wam wesołych i radosnych świąt oraz pijanego sylwka. A no i więcej czasu na pisanie :-)
    Pozdrawiam!!!
    Wesołych!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Chyba już nie będziemy życzyć ci wesołego sylwestra i wspaniałych świąt bo niestety minęły, ale serdecznie dziękujemy za tak miłe życzenia <3
      K: Czas ma pisanie to by się przydał :D Mamy niezłe opóźnienia ;-;
      R: Również pozdrawiamy :*
      K: <3

      Usuń
  2. Zapowiada się ciekawa przygoda! Wyprawa po Nasiona Demona aby uratować Ann jest super, podziwiam was za pomysły, rozdział jest świetny :D Oby Ann wyzdrowiała, jestem ciekawa co zrobią Fionna i Nick urwałyście w takim momencie, że z niecierpliwością będę wyczekiwać następnego rozdziału :D
    Wesołych, rodzinnych Świąt wam życzę (i komentującym też) i szampańskiego sylwestra! :D
    Hoł, hoł, hoł! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Oj sylwester minął bardzo wesoło :D
      K: Ta... Jeszcze nie wypiłaś ani grama szampana, a już zachowywałaś się, jakbyś była mocno pijana xD
      R: Oj tam, raz się żyje :')
      K: Wracając, mega dziękujemy za życzenia :*
      R: I za tak pozytywny komentarz ^^
      K: <3
      R: Hoł, Hoł, Hoł!
      K: Już nie ma świąt, Rose ;-;
      R: Hau, Hau, Hau!
      K: ;-;

      Usuń