Marshall, Ann i Fionna usiedli na kanapie. Napięcie można było wyczuć w powietrzu.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - spytała blondynka, patrząc niepewnie na sproszkowane Nasiono Demona z dodatkiem cukru.
- Nie mam wyboru - westchnęła dziewczyna, którą podtrzymywał wampir, gdyż była zbyt wyczerpana by samodzielnie utrzymywać się w pionie.
Brunet również nie był za szczęśliwy. Można było to zauważyć po mocno zaciśniętej szczęce czy sposobie w jaki napinał mięśnie. Choć tego nie okazywał, był na skraju utraty zmysłów i żadna ilość krwi nie była w stanie tego naprawić.
Ann wzięła kubek i wolno wsypała zawartość do ust. Jej przyjaciele wstrzymali oddech, patrząc z oczekiwaniem na jej reakcję.
- Hmm... to jest paskudne - stwierdziła po chwili.
- Wszystko okey? - spytał Marshall.
- Czujesz się inaczej? - dodała Fionna.
- Tak właściwie to... - zaczęła, ale chwilę później opadła bezwładna w ramiona chłopaka.
- Ann! Ann do cholery! Obudź się! - powiedział nerwowo wampir, potrząsając jej ciałem.
- Nie - szepnęła blondynka.
- Błagam, otwórz oczy...
- Może to tylko skutek uboczny? Oddycha? - spytała nieco trzeźwiej blondynka.
- Bardzo słabo, ledwie ją słyszę.
- Musimy ją zanieść do uzdrowiciela.
Wampir wstał i delikatnie wziął szatynkę na ręce. Normalnie jego troska rozbawiłaby Fionnę, ale dziś wyraźnie nie miała humoru. Wyszli z domu i skierowali się ku lasowi. Pogoda była dość wietrzna, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. Chwilę później siedzieli już w znajomej chatce.
- Jest źle - powiedział prosto z mostu.
- Czy... czy ona umrze? - wyszeptała Fionna.
- Nie spodziewałem się, że Nasiona Demona są w stanie zadziałać w ten sposób. Ich moc zamiast zniszczyć ukryte w niej zło, wyniszczaja jej człowieczeństwo - wyjaśnił zdenerwowany.
- Przecież mówił pan, że to jej pomoże - wysyczał zdenerwowany Marshall.
- Powiedziałem, że to niebezpieczne.
- Trzeba było wymyślić coś lepszego - sprzeczał się.
- Spróbuj - zirytował się mężczyzna.
- Uspokójcie się! Czy da się jej jakoś pomóc? - spytała blondynka, patrząc karcąco na kłócącą się dwójkę.
- Za kilka minut jej człowieczeństwo całkowicie zniknie. Resztki Nasiona Demona zapewne zajmą się złą naturą w jej ciele, a potem zostaną strawione - stwierdził.
- Trzeba to zatrzymać!
- Zamień ją w wampira - powiedział nagle uzdrowiciel.
- Czy to coś zmieni? Znowu jej naturę przejmie zło, a Filii Saltus wywoła niepotrzebne zamieszanie - zdenerwowała się Fionna.
- Nasz naród wiąże się z człowieczeństwem. Jeśli je straci, nie będzie już do nas należeć - wyjaśnił.
Blondynka skinęła głową, a w jej sercu zaczęła się tlić nadzieja.
- To nasza jedyna szansa - powiedziała do Marshalla, który najwyraźniej toczył wewnętrzną walkę ze sobą.
- Ona stanie się potworem.
- Będziemy jej wspólnie pomagać. Zobaczysz, będzie dobra - przekonywała go.
- Zdecydujcie się - zniecierpliwił się mężczyzna, patrząc wymownie na bezwładne ciało Ann.
Marshall nachylił się nad nią, wyciągając kły.
- Przepraszam - szepnął, wgryzając się w jej szyje.
Skrzywił się czując gorzki smak mocy Nasiona Demona, ale nie przestawał pić, wtaczając do jej ciała jad. Po kilku sekundach oderwał się od niej, odczuwając rosnący ból głowy. Kontakt z tą rośliną nie był dla wampira zbyt przyjemny. Usłyszał ostatnie uderzenia serca Ann. W tym momencie liczyło się tylko to. Jej życie. W jego głowie rozgrywała się prawdziwa wojna. Nie chciał, by stała się taka jak on. O ile w ogóle się obudzi. W tym momencie zdał sobie sprawę, że ta delikatna istotka jest dla niego naprawdę ważna. Szkoda, że tak późno...
R: Wiem wiem, jest strasznie krótkie :\
K: Musicie nam wybaczyć, ale nauka wyssała nam ostatnie resztki weny :c
R: I teraz do głowy przychodzą nam naprawdę dziwaczne pomysły ;-;
K: Widać po tym rozdziale xD
R: A już chciałyśmy zakończyć to w momencie jej utracenia przytomności. Byłoby śmiesznie, gdyby umarła :'D
K: Wiesz, Rose... w zasadzie nie wiadomo jeszcze czy Marshall zdążył ją przemienić *uśmiecha się w diabelski sposób, planując zgon głównej bohaterki*
R: Wiem do czego zmierzasz *przybiera podobny wyraz twarzy*
K: Jesteśmy wredne.
R: Bardzo. *rzuca pierogami (które wzięła znikąd) w Kat*
K: Nie marnuj pierogów >.<
R: No i znowu inteligentnie z tematu śmierci zeszłyśmy na pierogi ;-;
K: Ciekawe dlaczego...
R: To nie moja wina!
K: Tak tak, to egzystencja pierogów naruszyła nasze tunele czasoprzestrzenne niszcząc tym samym nasz umysł i zalewając go obrazami swoich pobratymców.
R: Stwierdzam nadużycie klawiatury ;-;
piątek, 26 lutego 2016
sobota, 20 lutego 2016
Ktoś tu jest?
Napisz, jeśli to czytasz :D Nie jestem pewna, czy ktoś tu jeszcze jest i czy opłaca się wstawiać rozdział 14. Wiem, zawaliłyśmy - nie było nas prawie miesiąc. Nie obiecuję, że nasze niedociągnięcia się poprawią, ale się postaramy :* Opłaca się to dalej ciągnąć? Przepraszamy
Rose
Subskrybuj:
Posty (Atom)