- Wstawaj śpiochu! - Zachichotał ktoś.
Wymruczałam
coś niewyraźnie i przekręciłam się na drugi bok.
-
To ostatnie ostrzeżenie! Mam poduszkę i nie zawaham się jej użyć!
Poirytowana
podniosłam się do pozycji siedzącej i zaspana otworzyłam oczy.
Nade mną stała Fionna z rozbawioną miną.
-
Powiedz chociaż, że miałaś jakiś ważny powód, żeby budzić
mnie tak wcześnie - powiedziałam wstając.
-
Oczywiście! To jest okropnie ważne! - Wykrzyknęła podekscytowana.
Uniosłam
zdziwiona brwi.
-
Idziemy na zakupy - wyjaśniła. - Ubierz się i zejdź na śniadanie.
-
Nie możesz iść z kimś innym? - Spytałam błagalnie.
Wizja
przymierzania setek ubrań nieco mnie przerażała.
-
To niemożliwe! Poza tym nie będziemy kupować ciuchów.
-
To co zamierzasz kupić? - Spytałam nieco podejrzliwie.
-
Meble - wytłumaczyła mi blondynka.
-
Meble?
-
Musimy urządzić ci pokój! Zobaczysz, jestem naprawdę świetnym
architektem.
-
Och, naprawdę nie musisz. Głupio mi, że zajęłam ci tyle miejsca,
więc nie czułabym się dobrze gdybyś postanowiła mi jeszcze
urządzić wnętrze - odparłam szczerze.
-
To nic wielkiego. Lepiej się zgódź, bo bez względu na twoją
opinię i tak to zrobię. Strasznie podobały mi się katalogi, które
widziałam ostatnio w sklepie – odparła ignorując mnie
całkowicie.
Westchnęłam
i zaczęłam przekopywać moją walizkę w poszukiwaniu czegoś, co
mogłabym założyć.
-
Swoją drogą, możemy również kupić trochę ubrań... -
zaczęła, patrząc krytycznie na szarą bluzę, którą
wyciągnęłam.
-
Nie! - Palnęłam.
-
Spokojnie, spokojnie – zachichotała blondynka.
*Z perspektywy Marshalla*
Obudziłem się
dzisiaj dość późno. Zegarek wskazywał 12:23, uparcie każąc mi
wstać. Byłem nieco zmęczony, po wczorajszym dniu. Miałem sporo na
głowie licząc wizytę w banku krwi, stado sierściuchów (dop.aut.
Wybaczcie za ten potoczny wyraz xD) i chorego psychicznie demona,
który postanowił porwać swoją córkę. W dodatku całą
wczorajszą noc spędziłem na patrolowaniu lasu pod postacią
nietoperza. Na szczęście po stadzie nie było ani śladu. Dzisiaj
planowałem ponownie odwiedzić ,,bazę'' Garhota i upewnić się, że
i tam zieje pustkami.
Ubrałem się, odświeżyłem i wypiłem cały
litr Rh-, a następnie wyszedłem z domu kierując się w stronę
drzew.
Po trzydziestu
minutach byłem na miejscu. Otworzyłem małe drzwi obrośnięte
bluszczem i zeszedłem do piwnicy, w której wcześniej zamknięto
Ann. Na sam widok ceglanych ścian i otaczającej pomieszczenie
ciemności, przeszły mnie ciarki. Nie dostrzegając niczego nowego
skierowałem się do wyjścia, a potem do kolejnych drzwi. Pokonałem
wąski korytarz i znalazłem się w sercu tego budynku – bazie.
Niemal od razu dostrzegłem brak walających się po podłodze
kartek. Krew także zniknęła wraz ze śladami uderzeń. Pokój
wyglądał zupełnie niegroźnie. Zaintrygowany rozejrzałem się,
ale nawet po dokładniejszych oględzinach nic nie znalazłem.
Zawiedziony wróciłem do domu, myśląc intensywnie nad wyjaśnieniem
tych dziwnych spostrzeżeń.
*Ponownie perspektywa
Ann*
Wykończona
wróciłam do domu późnym popołudniem. Fionna trzymała w ręku
tryumfalnie listę mebli, które udało jej się zamówić.
Urządzanie pokoju było całkiem fajną zabawą, ale kilkugodzinne
włóczenie się po sklepach nie należało do moich ulubionych
zajęć.
Postanowiłam znów
udać się nad jezioro. Na szczęście udało mi się szybko wyjść,
ponieważ blondynka była zajęta kartkowaniem gazety z paletami
barw. (dop.aut Jest taka? Jak nie ma, to udawajmy, że jest xD)
Skierowałam się
w miejsce, w którym wczoraj widziałam długowłosą, nieznajomą
dziewczynę. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, można powiedzieć, że
byłam nieco zaintrygowana. Usiadłam leniwie na trawie i
zlustrowałam wzrokiem otaczającą mnie naturę. To miejsce było
naprawdę piękne.
Nagle usłyszałam
wysoki, świergotliwy głosik. Należał z pewnością do ptaka, ale
nigdy nie słyszałam podobnego śpiewu. Zdziwiona wstałam i
podeszłam do skraju lasu. Zwierzę na pewno było niedaleko.
Zaciekawiona
weszłam odrobinę dalej, mijając rozłożyste drzewa. Głosik
nasilał się z każdą chwilą.
Po minucie, dostrzegłam w końcu
złotawy błysk na gałęzi wysokiego świerku. Przyjrzałam się i
ujrzałam właściciela ów niebiańskiego śpiewu. Ptak był
naprawdę niesamowity i byłam pewna, że w żadnym z atlasów nie
pojawił się równie śliczny. Zwierzę miało czarne pióra, które
przy końcach przechodziły w połyskliwe złoto, a cała jego
sylwetka skojarzyła mi się z dumną postawą króla.
Zafascynowana
zrobiłam krok do przodu, ale poczułam otępienie i po chwili stałam
kilka metrów dalej. Zdziwiona ponowiłam próbę podejścia do
ptaka, ale tym razem także odepchnęło mnie o kilka metrów do tyłu.
Potknęłam się o jeden z korzeni drzew i runęłam na ziemię,
czując ostry ból w górnej partii pleców.
Okazało się, że
upadłam na książkę, choć lepszym określeniem byłaby księga.
Miała pożółkłe od starości strony i grubą, skórzaną okładkę.
Treści strzegły dwa paski rzemieni zakończone dziwnie
skonstruowanym zamkiem. Tom zdobiły również w różnych miejscach
ładne, zwijane ornamenty.
Wstałam i otrzepałam się z ziemi. Nie
mogąc się powstrzymać otworzyłam księgę i zaciekawiona
spojrzałam na strony. Tom otworzył się dość łatwo, rzemienie
pod dotykiem moich palców momentalnie ustąpiły ukazując mi dziwne
stronice pokryte drobnym, pełnym zdobień pismem. Zmrużyłam oczy i
z trudem odczytałam kilka zdań. Formułki brzmiały zupełnie jak
zaklęcia.
Spróbowałam jednego z nich i zaniemówiłam. Zadziałało,
naprawdę zadziałało! Z ziemi wyrósł duży, fioletowy kwiat
zbliżony kształtem do tulipana. Wiem, że nie powinno być to dla
mnie zdziwieniem, w końcu sama posiadałam moc, ale dotąd była to
tylko i wyłącznie iluzja.
Ochoczo przeczytałam na głos również
drugie zaklęcie, tym razem zmieniające roślinę w zwierzę, ale
nie podziałało. Zniechęcona próbowałam z kilkoma na podobnej
zasadzie, ale nic się nie wydarzyło. Szły mi tylko te łatwe.
Zawiedziona wróciłam razem z książką do domu. Podejrzewałam, że mogła
należeć do długowłosej dziewczyny, którą tu ostatnio spotkałam.
Mimo wszystko uznałam, że na razie ją przechowam, a przy okazji
oddam nieznajomej.
*Tak około
dwudziestej, nadal perspektywa Ann *
- Ann! Idziemy! -
Zawołała Fionna poprawiając swoją skórzaną kurtkę.
(Strój Fionny)
- Chwilę!
Zasznurowałam
moje czarne, stare glany i odłożyłam księgę na biurko. Chciałam ją
dzisiaj przejrzeć, ale propozycja koncertu była niepowtarzalna.
Irytował mnie tylko fakt, że dziewczyna nie chciała mi wyjaśnić
kto będzie śpiewał.
- Jak tak dalej
pójdzie, to przyjdziemy w sam raz na ostatnią piosenkę –
powiedziała sarkastycznie.
- Już! - Odparłam
uśmiechając się szeroko i wychodząc na dwór.
Blondynka
zlustrowała mój ubiór, ale się nie odezwała. Nie byłam pewna
czy to dlatego, że tym razem spełniłam jej wymagania, czy po
prostu nie miała już siły mnie upominać.
(Strój Ann)
Po dwudziestu
minutach jazdy autem dojechaliśmy do celu. Trochę dalej widziałam
oświetloną scenę, a wokół roztaczał się niewyobrażany tłum.
- Chodź, nasze
miejsce jest tam! - Wskazała Fionna.
Podążyłam za
nią uradowana. Nie wiedziałam skąd zdobyła bilety dla VIPów, ale
z wygodnych foteli w pierwszym rzędzie widziałam dokładnie całą
scenę, co bardzo mi odpowiadało. Na środek weszło kilku muzyków.
- Zaraz przyjdzie
wokalista – zachichotała blondynka.
Zmarszczyłam
brwi. O co jej chodziło?
- Ale... -
zaczęłam.
- Patrz!
Zerknęłam na
scenę i dosłownie mnie zamurowało. M-Marshall? Tego się nie
spodziewałam.
Moje rozmyślania
przerwał wybuch śmiechu Fionny. Spojrzałam poirytowana na
chichoczącą blondynkę, ale zanim zdążyłam rzucić jakąś ciętą
ripostą, rozległy się pierwsze nuty piosenki. Słuchałam jak
zaczarowana. Nigdy się nie spodziewałam, że Marshall potrafi tak
pięknie śpiewać. Miał ciepły, melodyjny głos idealnie
wpasowujący się w rytm piosenki. To był naprawdę cudowny koncert.
R: Przepraszamy za tak beznadziejny rozdział, ale dzisiaj naprawdę mamy zły dzień :/
K: Spróbujcie przeoczyć te wszystkie błędy i udawać, że jest okej :)
R: A najlepiej to przeoczcie cały rodział, jest beznadziejny ;-;
K: Może w dziewiątym wyjaśnimy te wszystkie dziwne rzeczy, dlatego bądźcie cierpliwi ^^
R: ...Bo znając życie, znowu nie napiszemy w terminie xD
K: Mogę się o to założyć :').
R: A tak poza tym, to kto się spodziewał Marshalla na scenie?
K: Ja!
R: Ty się nie liczysz xD
K: Foch.
R: <3


No i standart XD niczego Niet przewidzialam a Marshalla na scenie to juz ani trochę.
OdpowiedzUsuńMoze w kolejnym rodziale Ann i Marshall będą mieli okazję pogadać ( nieważne o czym xd )
Jejku jak zwykle na innych blogach mogę się domyslac co bedzie dalej tsk tu nigdy *.*
Ale to dobrze :-)
Rozdział super tylko ( zawsze mam to swoje ,ale,, ) jak dla mnie za krotki :-(
Ja chce juz kolejny a gdzie tam przyszly tydzień :-(
Niech wam daja wolne czy cos żeby byl czas na pisanie ;-)
To ja ide i bede wiernie czekać na kolejny :)
Byle szybko!!!!
Weny i czasu życzę ;-)
R: Oj tak, przydałby się choć jeden dzień wolny <3
UsuńK: Gdzie tam jeden! Od razu zróbmy se wakacje na rok xD
R: Świetny pomysł Kat!
K: Nie to co twój...
R: -,-"
R: A co do rodziału, to faktycznie wyszedł nieco za krótki, przepraszamy :c
K: Następny będzie dłuższy... chyba xD
R: Oby nie był tak głupi jak poprzedne :/
Jest dobrze żadnych błędów nie widzę :) czasami muszą być takie rozdziały opisowe bo po nich zaczyna się dziać większą akcja tak mi się wydaje pozdrawiam was cieplutko dziewczyny rozdział jest fajny czekam na kolejny i do następnego :)(spóźnione mikolajkowe życzenia wszystkiego dobrego !)
OdpowiedzUsuńR: My również pozdrawiamy cię cieplutko <3 Tak cieplutko jak mój niezawodny grzejnik, który swoją drogą ostatnio mnie poparzył ;-;
UsuńK: Ty to nawet kostką lodu się poparzysz -.-
R: Psujesz mi pozdrowienia, Kat!
K: Ja? Skądże, jakbym mogła.
R: Wracając...
K: Również życzymy się wszystkiego dobrego! Nie ważne, że mikołajki były tydzień temu, jesteśmy strasznie spóźnialskie xD
R: <3
Super rozdział (od początku do samego końca)! :D Intrygująca sprawa z tą tajemniczą księgą, no i tą postacią, którą widziała Ann. Zapowiada się bardzo ciekawie :)
OdpowiedzUsuńKoncert to był super pomysł, a do tego Marshall śpiewający na scenie (bardzo fajnie piszecie z jego perspektywy), nie mogę się doczekać co będzie dalej :D Pozdrawiam!
R: Dziękujemy za tak miłe słowa <3
UsuńK: Również pozdrawiamy :*
R: Ciekawie... mam nadzieję, że cię nie zawiedziemy :D
K: Już zabieramy się za kolejny rodział :)