Po koncercie dołączył do nas
Marshall. Wróciliśmy autem Fionny. Wciąż trwałam w oszołomieniu
po tym, jak usłyszałam głos wampira.
- Wydarzyło się coś ciekawego?
- Spytał nagle chłopak.
- Nuda – westchnęła Fionna.
- Ja w sumie znalazłam coś
ciekawego – stwierdziłam przypominając sobie o książce.
Oboje spojrzeli na mnie pytająco,
więc opowiedziałam im wszystko ze szczegółami. Byli nią bardzo
zaintrygowani, więc po powrocie od razu pokazałam im stary tom.
- Jak to się otwiera? - Spytał
wampir marszcząc brwi.
- Daj to – odparła Fionna,
zabierając mu księgę i podważając rzemyki paznokciami.
W końcu z westchnieniem
odebrałam im tom i jednym płynnym ruchem otworzyłam go na
przypadkowej stronie.
- Jak? - Spytała zdenerwowana
Fionna.
Zachichotałam w odpowiedzi. Nie
często widziałam ich tak bezsilnych.
- W jakim to języku? Nie mogę
tego odczytać – zirytował się wampir, lustrując stronice.
- Nie możesz? - Spojrzałam mu
przez ramię, ale nie dostrzegłam nic dziwnego. Tekst był napisany
normalnie i z łatwością mogłam go odczytać.
- Co zawiera ta księga? - Spytał
Marshall.
- Zaklęcia, znalazłam ją nad
jeziorem – wyjaśniłam.
- Cóż prawdopodobnie jest to
ukryte pismo. Zastanawia mnie natomiast, dlaczego tylko ty możesz je
odczytać – odparł.
- Może ma to związek z tym, że
jako jedyna z was mam kontakt z magią? Co prawda jest to iluzja, ale
zawsze coś...
- Może. Moglibyśmy jutro
rozejrzeć się w miejscu, w którym to znalazłaś.
- Dobry pomysł! - Zgodziła się
blondynka.
Skinęłam głową. Byłam bardzo
zaintrygowana nowym odkryciem.
* Następny dzień *
Po południu odwiedziliśmy
miejsce, w którym znalazłam księgę. Nie znaleźliśmy tam nic
ciekawego.
Nagle ciszę przerwał świergot
dwóch ptaków. Przypomniał mi się ten o czarno-złotych piórach,
ale te śpiewały trochę głośniej i ostrzej. Jeden z nich miał
biało-niebieskie ubarwienie, a drugi był brązowy z lekką
domieszką fioletowego. Wylądowały na gałęzi kilka metrów dalej.
Jeden z nich nagle poderwał się do góry i zaczął tak szybko
latać, że wyglądał jak jasna, niewyraźna plama. Drugi zrobił to
samo. Przyglądałam się im ze zdziwieniem. Nigdy nie zaobserwowałam
takiego zachowania u ptaków.
,,Plamy” zaczęły się
niewyobrażalnie powiększać i po chwili nabrały ludzkich
kształtów. Dwóch mężczyzn wylądowało miękko na trawie,
żartując i przepychając się nawzajem. Patrzyłam na to z
otwartymi ustami. Czy te ptaki naprawdę zmieniły się w ludzi?
Nieznajomi wymówili ,,Kwiat
Przebiśniegu” i po chwili zniknęli mi z oczu. Naprawdę. Zupełnie
jakby nigdy tam nie stali.
Zerknęłam nerwowo na moich
towarzyszy, ale po ich minach wywnioskowałam, że to nie było
przewidzenie.
- Idziemy tam? Jestem pewna, że
jak powiemy ,,Kwiat Przebiśniegu” to coś się stanie –
powiedziała zafascynowana Fionna.
- To robi się coraz dziwniejsze –
mruknął pod nosem wampir.
Podeszliśmy do miejsca, w którym
zniknęli dwaj mężczyźni.
- Dobra, na trzy – powiedziałam
podekscytowana.
- Raz...
- Dwa...
- Trzy!
Wymówiliśmy jednocześnie hasło.
Poczułam kujący ból w okolicach głowy, a obraz rozmazał się,
jakbyśmy poruszali się z zawrotną szybkością. Po trzydziestu
sekundach stałam w zupełnie innym miejscu. To również był las...
ale zupełnie inny, wydawał się magiczny. Liście drzew miały tu
morski odcień, a z ziemi wyrastały rośliny, o których istnieniu
nie miałam pojęcia. Zauważyłam do góry wiszące na drzewach
mosty. Łączyły one wybudowane tam domki. Obserwowałam tą
konstrukcję z podziwem. Całe to miejsce było naprawdę
fascynujące.
- Człowiek! - Zawołał ktoś.
Z drzewa zeskoczyła dziewczyna o
intensywnie niebieskich oczach i krótkiej, rudej fryzurce.
- Kim jesteście? - Spytała ostrym
tonem.
- Kto wpuścił tutaj ludzi? -
Warknął jakiś chłopak lądując obok dziewczyny.
- Trzeba ich zaprowadzić do
władcy! - Zarządził mocno zbudowany brunet pojawiając się nagle
za moimi plecami.
Próbowałam coś powiedzieć, ale
w odpowiedzi rudowłosa skierowała wyciągnięty zza pasa nóż w
stronę mojego gardła. W milczeniu przeszliśmy kilka metrów, a
następnie zaprowadzono nas do dużego, drewnianego domu. Marshall
próbował odtrącić straże, ale wkrótce zabrało się tylu
strażników, że dał sobie spokój.
Pełna niepokoju weszłam do
środka, nerwowo rozglądając się na wszystkie strony. Nie za
bardzo rozumiałam co tu się dzieje, ale nie zapowiadało się
dobrze. Zostaliśmy zaprowadzeni do wielkiego, pomalowanego na złoto
pomieszczenia. Przy stole siedział starszy mężczyzna. Wiszący na
jego szyi zielony diament, zwracał sporą uwagę.
- Kim jesteście? - Spytał
spokojnie.
- Nazywam się Ann, a to moi
przyjaciele – wyjaśniłam
- Jak się tu dostaliście? -
Drążył.
- Powiedzieliśmy hasło –
odparł poirytowany Marshall.
- Wampir – mruknął do siebie
starzec, patrząc zaciekawiony na naszą trójkę.
- Czy Ann to twoje pełne imię?
- Nie, nazywam się Anabell –
odparłam zgodnie z prawdą.
- Jak nazywa się twoja matka?
- Didyme.
Mężczyzna pokiwał głową, a
jego twarz lekko się rozpromieniła.
- To już ostatnie moje
polecenie, Ann. Spójrz na mnie – poprosił.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
Nie do końca rozumiałam o co w tym chodzi, ale te pytania powoli
zaczęły mnie irytować.
- Puśćcie ich – rozkazał.
Strażnicy odsunęli się od nas
na kilka kroków, patrząc nieufnie na naszą trójkę.
- To córka jednej z pięciu –
wyjaśnił.
Rudowłosa dziewczyna pochyliła
się nade mną zaciekawiona.
- Faktycznie, ma oczy jak jedna
z nas – zgodziła się.
- Co nie zmienia faktu, że
razem z nią jest dwójka ludzi – odparł chłodno brunet.
- Jestem wampirem – prychnął
Marshall, patrząc pogardliwie na osiłka.
- Spokojnie – nakazał
starzec.
Spojrzeliśmy w jego stronę.
- Chciałbym, abyś
wytłumaczyła mi dokładnie jak dostałaś się do tej krainy.
Trevor, Max, możecie już iść. Nie potrzebuję ochrony –
rozkazał mężczyzna.
Obaj nieco zirytowani wyszli,
zostawiając z nami tylko rudowłosą dziewczynę.
Opowiedziałam władcy w
skrócie ostatnie wydarzenia. Był bardzo zdziwiony tym, że nie
miałam pojęcia kim była moja matka, ani o co chodziło z
działalnością Garhota.
- Cóż... widzę, że Didyme
trzymała cię w niewiedzy. Postaram się wyjaśnić wam w skrócie
wszystko, pewnie jesteście bardzo zagubieni.
Podziękowałam mu serdecznie.
Nadal nie wiedziałam o co tu chodzi i skąd znał moich rodziców,
ale miałam nadzieję, że wyjaśni mi wszystkie dotychczasowe
tajemnice.
- Mam dużo ważnych spraw,
dlatego opowiedzenie o tej krainie powierzam tobie Lucy. Zaprowadź
ich do chatki dla gości – powiedział władca, na co rudowłosa
pospiesznie skinęła głową.
Ruszyliśmy całą trójką na
zewnątrz, w stronę dużego, potężnego drzewa.
- To jest serce Krainy. Nazywamy
to drzewo ,,Luna” czyli księżyc po łacinie. Tutaj można
najłatwiej wejść do strefy, w której znajdują się domy. Łączy
całą wioskę Filii Saltus – dzieci lasu – wyjaśniła wchodząc
po wiszącej na drzewie drabinie.
We wspinaniu musiał pomagać mi
Marshall, ale w końcu daliśmy radę wspiąć się na szczyt.
Starałam się nie patrzeć w dół, gdyż byliśmy naprawdę wysoko.
- Dlaczego Dzieci Lasu? -
Spytałam.
- Jesteśmi przywiązani do
natury, dzięki niej czerpiemy siłę do uprawiania magii. Nasz ród
odznacza się intensywnie niebieskimi oczami. Ładne są, co nie? -
Spytała wesoło.
Skinęłam głową.
- W tej wiosce jesteśmy
podzieleni na kilka grup. Najważniejszy jest władca, którego co
kilkaset lat wybiera Luna. Niżej postawione jest Pięć. W skład
tej grupy wchodzi jak się pewnie domyślasz pięciu najważniejszych
magów. Twoja matka tam należała. Jeszcze niżej z kolei są
strażnicy, którzy mają zadanie pilnować wioski przed
nieproszonymi gośćmi. Dlatego zareagowaliśmy tak nerwowo. Potem
jest cała reszta, która nie należy do żadnej z grup –
wyjaśniła.
- Dlaczego tak bardzo obawiacie
się obcych? - zdziwiłam się.
- Kiedyś, gdy ludzie wiedzieli o
naszym istnieniu, często polowali na nasze wioski, chcąc posiąść
naszą magię – wyjaśniła z goryczą w głosie.
Fionna zmarszczyła brwi. Zapewne
nie podobał jej się fakt, że nie jest tu mile widziana. Marshall
milczał, próbując przyswoić sobie nowe informacje.
Weszliśmy do jednego z wielu
drewnianych domków umieszczonych na drzewach. W środku był salon,
mała kuchnia i drzwi prowadzące jak się domyślałam do łazienki.
- Usiądźcie, możecie zadawać
pytania – powiedziała Lucy, sadowiąc się wygodnie na podłodze.
- Wytłumacz mi jaki udział w
tym wszystkim miał... Garhot – odparłam, z bólem wymawiając
jego imię.
- Demony – prychnęła. - Od
lat polują na Dzieci Lasu, ponieważ widzą w nas zagrożenie.
Celami ich ataków są głównie potężniejsi magowie. Garhot od lat
marzył o zabiciu Pięciu. Niestety Didyme z natury była bardzo
nieufna. Ożenił się z nią, żeby go zaakceptowała. Resztę
pewnie już znasz – westchnęła.
- To tym były te kartki w lesie?
Listą osób do zabicia? - powiedział Marshall.
- Nie widziałam ich, ale pewnie
tak. Ostatnio cała wataha zgromadziła się dość blisko naszej
krainy, więc mieliśmy sporo roboty.
- Zabiliście Garhota? - spytałam
z nadzieją.
Rudowłosa skinęła głową.
- A ukryte pismo? Dlaczego
zaklęcia może odczytać tylko Ann? - powiedziała Fionna.
- Dla bezpieczeństwa. Są
zapisane leśnymi runami, które mogą odczytać tylko nasze oczy.
- Ptaki? Naprawdę zmieniacie się
w zwierzęta?
- Większość tak. Niektórzy nie
potrafią opanować tej umiejętności, ale owszem, posiadamy
możliwość zmieniania kształtu – odparła wesoło Lucy.
Zamknęła oczy, a jej twarz
przybrała wyraz skupienia. Chwilę potem jej sylwetka rozmyła się
i zmieniła kształt. Gdy stanęła na podłodze, była małym,
zielono-czerwonym ptakiem. Znowu się rozmyła i przybrała swoją
ludzką formę.
- Już chyba wystarczy tych
pytań, mam dość – westchnęła.
- Dziękuje, że nam
odpowiedziałaś.
- W razie czego, możecie tu
przychodzić. Władca was zaakceptował, nawet ciebie – odparła
rudowłosa patrząc na blondynkę.
- Tak, nawet mnie – powtórzyła
cierpko.
- Jak się stąd wydostać? Mamy
znowu powiedzieć ,,Kwiat Przebiśniegu”?
- Powiedzcie ,,Zielony diament”.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nas odwiedzicie – powiedziała
uśmiechając się szeroko.
Skinęłam głową.
Wypowiedzieliśmy hasło i chwilę później znaleźliśmy się w na
polanie. Od nadmiaru informacji rozbolała mnie głowa. Nadal trudno
było mi uwierzyć w istnienie Filii Saltus, ale tego dnia otrzymałam
odpowiedzi na wiele dręczących mnie pytań.
Wróciliśmy do domu w sam raz,
aby odebrać zakupione przez Fionnę meble. Na szczęście w
ustawianiu pomógł nam Marshall, więc poszło całkiem szybko.
Na dworze zaczął sypać śnieg.
W ostatnim czasie tyle się wydarzyło, że nie zauważyłam
zbliżających się świąt. Poczułam miłe uczucie w sercu na myśl
o Bożym Narodzeniu. Nie mogłam się doczekać wigilii.
R; Rozdział jak pewnie widać zakończony nieco na siłę, za co pokornie przepraszamy :/
K: Ogólnie ten rodział jest jakiś beznadziejny ;-;
R: Jak każdy xD
K: To wina lamp i kakao od podejrzanych pań >.<
R: Kat, spokojnie. Nikt nie wie o co ci chodzi xD
K: Może to nawet lepiej...
R: Swoją drogą pozdrawiamy serdecznie Mirami, Clarę M oraz Czytelniczkę <3 Wasze komentarze są wspaniałe :*
K: Ps. Nie wiemy czy te łacińskie nazwy są do końca poprawne, więc jak coś, to prosimy o wybaczenie xD
R: A rodział krótki, bo prawdopodobnie w ten poniedziałek pojawi się 10.
Pierwsza! Przeczytałam i... ... jestem pełna pozytywnych emocji bo rozdział BARDZO mi się spodobał! :D Ta podróż do innej krainy trójki bohaterów, a także poznanie Dzieci Lasu (Filii Saltus) i ich historii jest genialna, ciekawe czy Ann też będzie magiem, może posiada jakieś potężne moce o których narazie nic nie wie (może będzie jedną z Pięciu)? Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej :D
OdpowiedzUsuńNie bądźcie takie skromne rozdział jest niesamowity :) Piszecie super, macie swój styl i niezwykłe pomysły (co widać w każdym rozdziale), krótko pisząc macie talent :)
Pozdrawiam!
PS. Dużo inspiracji i natchnienia życzę :D
R: Szczerze to same do końca nie wiemy co będzie dalej xD
UsuńK: Tak spontanicznie ^^
R: Dziękujemy za życzenia, z pewnością się przydadzą <3
K: A co do tego talentu to chyba nieco przesadziłaś, ale mimo wszystko, jesteś kochana <3
R: <3