*Z
perspektywy Marshalla*
Otworzyłem
oczy i do moich nozdrzy dotarł zapach spalonego papieru. Na początku
myślałem, że mój dom się pali, ale woń była delikatna i jeśli
nawet coś się paliło, to na pewno nie było to moje mieszkanie.
Mimo wszystko wstałem i poszedłem sprawdzić ów tajemniczy zapach.
Dotarłem do drzwi i moim oczom ukazała się leżąca pod nimi,
lekko dymiąca koperta. Od razu skojarzyło mi się to z Królewną
Ognia. Otworzyłem ją.
Zaproszenie
Serdecznie zapraszamy
Marshalla Lee na Bal Gwiezdnej Nocy,
który odbędzie się
dzisiaj o 23:00 w Płomiennym Zamku. Wszelkie
szczegóły u Fionny.
Ps. Wymagany jest
strój wieczorowy.
Z góry dziękuje za
przyjście.
Królewna
Ognia
Zapowiada
się ciekawie...
*Z
perspektywy Anabell*
Obudziłam
się około dziewiątej, niestety niekoniecznie z własnej woli. Do
drzwi wyraźnie się ktoś dobijał. Zirytowana zwlekłam się z
łóżka i poczłapałam w stronę korytarza. Przekręciłam klucz i
moim oczom ukazały się dwie, dość nietypowe dziewczyny. Jedna
była ubrana cała na pomarańczowo i miała niezwykły, ognisty
kolor włosów. Druga przypominała bardziej człowieka. Miała
zabawną opaskę z białymi, króliczymi uszami, granatową
spódniczkę i nieco jaśniejszą bluzkę. Na jej plecach widniał
zielony plecak, z którego wystawało coś na kształt miecza.
-
Mówiłam? Zobacz pasuje idealnie do opisu! - Zawołała rudowłosa
wskazując na mnie palcem.
-
Tak, to chyba ona - przyznała blondynka.
-
Przepraszam, że się wtrącam, ale kim wy do cholery jesteście? -
Spytałam zdziwiona.
-
Jestem Fionna, a to Królewna Ognia - wyjaśniła pospiesznie
niebieskooka.
-
Przyszłyśmy cię zaprosić na bal - dodała pomarańczowa wciskając
mi do ręki dymiącą kopertę.
-
Jaki bal? To pomyłka! - zaprotestowałam czytając uważnie
zaproszenie.
-
No... jesteś Anabell, tak?
-
Tak... - Odparłam podejrzliwie.
Skąd
wiedziały jak mam na imię?
-
Marshall mówił wczoraj, że powinnyśmy cię zaprosić -
powiedziała nieśmiało Fionna.
-
Marshall?
-
Możemy wejść? Wytłumaczę ci wszystko - zaproponowała blondynka.
-
Tak właściwie to ja muszę jeszcze rozdać pozostałe zaproszenia i
chyba już pójdę. Zobaczymy się na balu? - Powiedziała rudowłosa.
-
Szkoda. W takim razie pogadamy na miejscu - westchnęła
niebieskooka.
-
To pa! - pożegnała się Królewna Ognia.
-
Wejdź. - zdecydowałam.
Usiadłyśmy
przy stole w kuchni. Dziewczyna wytłumaczyła mi na czym polega Bal
Gwiezdnej Nocy i czym jest Balonowe Królestwo. Bardzo ją
polubiłam. Była energiczną i miłą dziewczyną.
-
Mam pomysł! - Zawołała nagle Fionna.
Uniosłam
pytająco brew.
-
Zamieniam się w słuch.
-
Skoro dziś jest bal, to może pójdziemy na zakupy? - Spytała.
-
Nie ma sprawy - stwierdziłam
-
Jestem pewna, że znajdziemy ci idealną sukienkę!
-
Zaraz zaraz... mi ? - Zdenerwowałam się.
Nienawidziłam
się stroić.
*2
godz później*
-
Fionna, litości! To już siódmy sklep! - Zaprotestowałam gdy
blondynka skierowała się w stronę Cutte&Dress.
-
Rusz się Ann! Gdyby nie twój ,,entuzjazm'' znalazłybyśmy coś
szybciej!
-
Nie sądzę - mruknęłam.
Przymierzałam
już z tysiąc sukienek. Dziewczyna koniecznie chciała kupić mi
jedną w Dolrances, ale według mnie czarna kreacja była stosunkowo
za krótka i bardziej nadawała się na dyskotekę niż na bal. Za to
ona trafiła idealnie. Wybrała długą, niebieską suknię ozdobioną
maleńkimi kryształkami. Szczerze jej zazdrościłam.
-
Co powiesz na tą różową? Albo nie, ten kolor chyba nie będzie ci
pasował...
-
Tak naprawdę wcale niepotrzebna mi suknia. Nie chcę iść na ten
bal - westchnęłam.
Jedyne
co bym tam robiła, to podpieranie ścian. Litości, ja nawet nie
będę nikogo tam znać! Na samą myśl poczułam mdłości.
-
Naprawdę będzie lepiej, jak sobie odpuszczę. To tylko bal Fionna.
Nawet wiem co zrobię w tym czasie! Mam jeden film, który chciałam
obe... - zaczęłam.
-
Chyba sobie żartujesz?! - Prychnęła.
W
jej oczach błysnęła niebezpieczna iskierka, która kazała mi
milczeć.
-
Idziesz. Jeśli będziesz cały czas siedzieć w hotelu to nikogo nie
spotkasz! - Stwierdziła.
Dałam
jej kuksańca w bok, ale niestety oddała mi z dwukrotną siłą.
Trzymając się za bolący bok weszłam już do ósmego i miejmy
nadzieję, że ostatniego sklepu. Przyznaję, mieli tu dobry
asortyment. Nienawidziłam się stroić, wolałam jeansy i trampki,
ale nie miałam wyboru. W końcu nie co dzień ma się okazję
uczestniczyć w czymś takim.
Bal
Gwiezdnej Nocy był raz na kilka lat. Obchodzono go gdy w Balonowym
Królestwie zapadały prawie całkowite ciemności. Gasły wtedy
wszelkie lampy, a jedynym oświetleniem były gwiazdy i ogień, który
miał płonąć w ogrodzie Królewny Ognia. Była ona żywiołową i
energiczną dziewczyną o nieco ochrypłym głosie, nie pasującym
zupełnie do jej wyglądu. Sprawiała wrażenie niemal anorektyczki,
chociaż z opowiadań Fionny wynikało, że wchłaniała astronomiczne ilości ciastek.
-
Co powiesz na tą? - Wyrwała mnie z zamyślenia.
Dziewczyna
trzymała dość ładną, fioletową sukienkę układającą się na
kształt ogona syreny. Zerknęłam na metkę i pokręciłam głową.
Cena była stanowczo za wysoka.
-
Ugh - mruknęła blondynka odkładając ją na miejsce.
Zrezygnowana
pomogłam jej szukać kreacji. Nie mogłam się wywinąć od balu.
-
A ta? - Niebieskooka tym razem wskazała turkusową z koronkowymi
wstawkami.
-
Niezbyt - Stwierdziłam i wróciłam do poszukiwań. Nagle znalazłam
idealną sukienkę. Była długa i rozszerzana od pasa w dół. Miała
śliczny dekolt w serce i ozdobiona była podobnie jak u kreacji
Fionny małymi kryształkami. Miała kolor krwistej czerwieni.
-
Ta - powiedziałam, wyciągając ją delikatnie.
-
Jest śliczna! - Fionna podzieliła mój zachwyt.
-
Cena też jest dobra - stwierdziłam.
-
To na co czekasz? Biegnij ją przymierzyć! - Rozkazała.
Po
chwili wyszłam z przymierzalni.
-
Wow! - Powiedziała Fionna.
Faktycznie,
sukienka leżała na mnie idealnie.
-
Musisz ją kupić! - Zdecydowała, nawet nie czekając na moje
zdanie.
*
Tak 20 min później xD*
Wkrótce
byłyśmy pod na miejscu. Fionna mieszkała w małym, przytulnym
domku z pięknym ogrodem. Na spotkanie wybiegła nam kotka dziewczyny
- Cake, która była naprawdę urocza.
Ku
moim protestom blondynka zaciągnęła mnie do swojej garderoby i
torturowała każąc przymierzać nieskończoność butów (Na moje
nieszczęście okazało się, że mamy ten sam rozmiar). Po kilku
godzinach męczarni wybrała dla mnie czarne szpilki, choć żywo
namawiałam ją do moich granatowych trampek. Przynajmniej w tych
drugich będzie mi wygodnie. Niestety, dziewczyna była naprawdę
uparta. Na butach się jednak nie skończyło, gdyż dziewczyna miała
ambitniejsze plany. Mianowicie zmusiła mnie do nałożenia makijażu,
a raczej widząc moje poczynania z pudrem stwierdziła, że sama się
tym zajmie. Według mnie ten cały make-up był zbędny, gdyż nawet
najlepsze kosmetyki nie były wstanie poprawić mojego wyglądu i
prędzej ludzie pomyślą, że wybieram się na imprezę
halloweenową, niż na bal. Nie przekonało to jednak Fionny i przez
następne godziny znęcała się nade mną, próbując na próżno
zrobić coś z moją twarzą. Gdy skończyła, kazała mi jeszcze
rozczesać włosy, które teraz tworzyły brązowe fale, a sama
poszła zrobić sobie makijaż. Z minącierpiętnicy
wcisnęłam się w sukienkę i założyłam szpilki, Byłam pewna, że
jak nic złamię sobie w nich nogę. Po chwili dziewczyna również
była gotowa i dopiero teraz pozwoliła mi zajrzeć w lustro, Ku
mojemu zaskoczeniu, nie wyglądałam najgorzej.
-
Niezła robota Fionna, jest całkiem nieźle - stwierdziłam.
-
Nieźle? Wyglądasz extra! Poza tym tak naprawdę nie musiałam nic
robić, jesteś śliczna.
-
Nie zgodzę się, ale i tak dziękuję. Ty też wyglądasz
fantastycznie! - Powiedziałam zgodnie z prawdą.
Dziewczyna
była ubrana w wcześniej kupioną sukienkę i wyglądała jak
księżniczka z bajki. Włosy upięła z tyłu głowy, uwalniając
parę kosmyków. Przy niej nie wyglądałam już tak pięknie.
-
To co idziemy? - Powiedziała wesoło blondynka.
-
Ta... już się nie mogę doczekać. - westchnęłam.
*Pół
godziny później*
Dotarłyśmy
na miejsce równo o 23:00. Mimo tego, że bal dopiero się zaczynał,
zebrał się tu już niezły tłum i poczułam się nieco
zdenerwowana tym, że jest tu tyle nieznanych mi osób.
-
Chodź, będzie fajnie! - Powiedziała Fionna niemal ciągnąc mnie
do furtki.
Chwilę
później stałyśmy przy Królewnie Ognia, która na nasz widok od
razu się rozpromieniła. Pogadałyśmy chwilę, aż w końcu obie
ruszyły na parkiet, a ja korzystając z tego, że wszędzie było
tłoczno, umknęłam im i usiadłam na jednej z ogrodowych ławek,
których było tu pełno. Obserwowałam tańczących ludzi, którzy
oświetleni jedynie przez gwiazdy i płomienie ognia wyglądali
niesamowicie.
Nagle
usłyszałam szelest liści nad głową. Podniosłam wzrok i
spostrzegłam zaskoczona jakąś ciemną postać, siedzącą na
gałęzi drzewa.
-
Witaj śmiertelniczko.
Po
chwili ów nieznajomy wylądował gładko obok mnie na ławce.
Wystraszyłam się, ale okazało się, że to... Marshall. Szczerzył
się zapewne z tego, że udało mu się mnie przestraszyć. W
odpowiedzi posłałam mu gniewne spojrzenie, na co on wybuchł
śmiechem. Zapowiadała się bardzo długa noc...
R:
Gdzie tam długa noc, tylko 6 godzin!
K:
Nie wyszło ci. *stwierdza z politowaniem widząc, jak Rose na siłę
wymyśla jakże błyskotliwe komentarze*
R: Wiesz, jak się darłyśmy z Aną i Gabi na cały admat to mi tak zryło mózg, że teraz nie jestem w stanie napisać czegoś z sensem.
K: Widać po tym opowiadaniu ;-;
R: Opowiadanie to jeszcze, ale czy ty widzisz tą ilość błędów interpunkcyjnych?
K: Przecinki zeżarłaś xD
R: Myślałam że to były frytki...
K: Suchar tygodnia!
R: Uczę się od ciebie!
K: ...


Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń