- Chodź, zatańczymy - powiedział nagle Marshall.
- Nie, dzięki - wymamrotałam.
Wolałam trzymać się daleko od parkietu, to mogłoby się źle skończyć.
- Nie pytałem cię o zdanie.
Zostałam siłą zaciągnięta na środek.
- Uwierz mi, to naprawdę zły pomysł. Nie umiem tańczyć!
- Wystarczy, że ja umiem.
- Ale...
Moje błagania spełzły na niczym. Zaczęliśmy tańczyć. Marshall świetnie prowadził i nawet zdołał ukryć moje ,,zdolności" taneczne.
- Hej Ann! - Zawołała Fionna, która tańczyła akurat z jakimś chłopakiem podobnym do Królewny Ognia. Poczułam, że moje policzki szkarłatnieją.
- Cz..cześć. - powiedziałam, odsuwając się lekko od chłopaka.
- Ładnie razem wyglądacie - stwierdziła niebieskooka sprawiając, że stałam się jeszcze bardziej czerwona o ile to możliwe. Miałam ochotę ją udusić.
- Ja...
Wampir przerwał mi nagłym wybuchem śmiechu.
- Z czego się śmiejesz kretynie? - warknęłam.
- Z ciebie! Jesteś cała czerwona.
Prychnęłam tylko gniewnie i wróciłam do tłumaczenia Fionnie jak bardzo dalekie są jej wyobrażenia od moich, ale niestety znikła już w tłumie. Zerknęłam na Marshalla, który widząc moje zakłopotanie, jeszcze bardziej się wyszczerzył.
- Słodko wyglądasz gdy się rumienisz. - powiedział, uśmiechając się uroczo.
- Umm.. dzięki. - wymamrotałam.
Reszta tańca minęła w dosyć miłej atmosferze. Gdy tylko skończyła się piosenka wyrwałam się z ramion wampira i ruszyłam do bufetu. Wolałam nie ryzykować, że ,,zaprosi'' mnie do tańca ponownie.
- Hej Ann! - zawołała z końca stołu Królewna Ognia.
- Cześć! - ruszyłam w jej stronę ciesząc się, że widzę znajomą twarz.
- Jak wrażenia? - Zapytała.
- Jest całkiem fajnie. Masz piękny ogród.
- Widziałam cię z Marshallem, nie często zadaje się ze śmiertelnikami. - dziewczyna zachichotała i poruszała znacząco brwiami.
- Ja... To nic takiego. On jest idiotą - burknęłąm.
- To czemu z nim tańczyłaś? - drążyła.
- Wcale nie chciałam. - sprzeciwiłam się.
- Spokojnie, taniec to nie wyznanie miłości. - zaśmiał się ktoś za moimi plecami i aż podskoczyłam ze strachu.
- Jasne Gumball. - zachichotała Królewna.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem. Jestem Balonowy Książe. - przedstawił się.
Muszę przyznać, że widząc go musiałam zagryźć wargi, by nie wybuchnąć śmiechem. Nie często widuje się ludzi ubranych całkowicie na różowo.
- Nic się nie stało. Miło cię poznać, jestem Ann.
- Miło cię poznać, Ann. W ramach przeprosin, dasz się wyciągnąć na parkiet? - zaproponował.
- Nie dzięki, nie przepadam za tańczeniem - odmówiłam.
- Ach tak? A z tym idiotą to ci jakoś nie przeszkadzało - stwierdził.
Czyżby nie przepadał za Marshallem? Patrząc na niego, chyba faktycznie są z dwóch różnych bajek.
- Można powiedzieć, że zaciągnął mnie tam wbrew woli - wytłumaczyłam pospiesznie.
- Och przepraszam, zachowałem się bardzo niegrzecznie. - powiedział już nieco spokojniejszy Gumball.
* Z perspektywy Marshalla*
Szukałem Ann. To było dziwne, nigdy nie przejmowałem się śmiertelnikami, ale trzeba przyznać, że dziewczyna miała swój urok.
- Marshall! - usłyszałem za sobą słodki, wysoki głosik, a po chwili tkiwiłem w żelaznym uścisku Balonowej.
- Cześć. - mruknąłem wyswobodzając się z objęć Królewny.
- Ładnie wyglądasz. - powiedziałą wesoło.
Ona była ubrana jak zwykle na różowo, ale z grzeczności postanowiłem tego nie komentować.
- Zatańczymy? - zaproponowała.
- Tak właściwie to szukam kogoś.
- Kogo? - dopytywała
- Nie znasz. - uciąłem i zostawiłem ją szybko.
Nagle przy bufecie dostrzegłem moją zgubę i... Nie, ten pacan musi się wszędzie wpieprzyć? Balkonowy trajkotał wesoło z Ann jakby nigdy nic. Wziąłem głęboki oddech by nie rozszparpać mu gardła i podeszłem do całego zgromadzenia. Widząc mnie różowy zadrżał, co sprawiło, że mimowolnie się uśmiechnąłem. Lubiłem budzić grozę.
Pod byle pretekstem zabrałem z tamtąd Ann, która chyba ze dwadzieścia razy nazwała mnie idiotą i tyle samo debilem. Nie wiem czemu, ale jej złość tylko mnie rozśmieszyła. Wyglądała naprawdę nieporadnie machając na wszystkie strony rękami.
* Z perspektywy Ann*
Bardzo polubiłam Księcia Balonowego. Był trochę sztywny, ale bardzo miły. Tym czasem wparował Marshall i zaciągnął mnie na jakieś odludzie, mamrocząc podnosem ,,Balkonowy to bezwartościowy idiota''. Kiedy próbowałam mu się wyrwać wywołało to wybuchy śmiechu wampira, więc w końcu dałam sobie spokój i z obrażoną miną dreptałam za nim mrucząc, jaki to z niego debil.
R: Najkrószy i najgłupszy rozdział EVER!
K: W końcu ty pisałaś. ;-;
R: Ty też miałaś w tym swój udział!
K: Nie moja wina, że nie mam dzisiaj pomysłów.
R: Ja miałam, dopóki w Admacie nie doprowadziłaś mnie do załamania nerwowego!
K: To było zabawne!
R: ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz