środa, 16 grudnia 2015
Rozdział 10, czyli bitwa na mąkę.
___________________________________________________
Do mojego pokoju przez okno wpadł Marshall, brutalnie budząc mnie ze snu. Spojrzałam na niego krzywo, a on uśmiechnął się tylko szeroko i zamknął okno.
- Co ty tu robisz? Istnieją drzwi - powiedziałam ironicznie.
- Nie chciałem budzić Fionny - wyjaśnił.
- A przed obudzeniem mnie nie miałeś żadnych oporów? - Niedowierzałam.
Marshall usiadł na skraju łóżka i pochylił się z szerokim uśmiechem.
- Zaspana wyglądasz całkiem słodko - stwierdził.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo w tej chwili mnie pocałował.
Otworzyłam oczy, lustrując meble i zdezorientowana rozglądając się wokół. To był sen?
Westchnęłam.
- Ann! Obudź się! - Wrzasnęła zza drzwi Fionna.
- Już nie śpię! - Zawołałam, pospiesznie się ubierając.
- No w końcu! Ile można czekać!
- Minęło ledwie pięć minut - stwierdziłam.
- Zobacz! Choinka! - Powiedziała wesoło, taszcząc większe od niej drzewo.
Podbiegłam do niej, pomagając jej wnieść roślinę do salonu, przy okazji otrzepując ją ze śniegu.
- Mam dekoracje, pomożesz mi ją ozdobić? - Spytała radośnie Fionna, choć znając życie, zapewne i tak zmusiłaby mnie do zawieszania ozdób na gałązki.
Wyciągnęłyśmy z kartonów srebrne bombki i zaczęłyśmy je wieszać w przypadkowych miejscach. Następnie w ruch poszły łańcuchy i lampki.
Po wszystkim uporządkowałyśmy pudła i zadowolone opadłyśmy na kanapę.
Nagle usłyszałam przeciągły dzwonek do drzwi. Spojrzałam pytająco na blondynkę. Dziewczyna ruszyła zmęczona otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach ujrzałam...
- Marshall? - Zawołałam zdziwiona, choć powinnam się już przyzwyczaić.
- Hej dziewczyny - wyszczerzył się.
- Zaprosiłam go, żeby nam pomógł - wyjaśniła Fionna.
- Aha - odparłam nieco zmieszana.
Widząc jego twarz, przypomniał mi się dzisiejszy sen.
- No więc tak. Ja pójdę dokupić parę rzeczy, a wy... - spojrzała z powątpieniem na naszą dwójkę.
- ...upieczecie pierniczki. Tylko nie zniszczcie kuchni - zażartowała.
- Postaramy się - prychnęłam, choć łobuzerski uśmiech Marshalla utwierdził mnie w przekonaniu, że to nie będzie łatwe zadanie.
Pożegnaliśmy blondynkę, która wyszła razem z Cake.
- To jak? Pierniczki? - Spytał ironicznie wampir, kierując się w stronę kuchni.
- Nie spal niczego - zachichotałam.
- Prędzej ty coś spalisz - stwierdził.
Nie odpowiedziałam, wiedząc, że zapewne ma rację.
Wyciągnęliśmy wspólnie składniki i zaczęliśmy wyrabiać ciasto.
- Trzeba dodać trochę mąki - stwierdziłam, wsypując proszek do miski.
Przez przypadek wypadła mi z ręki wysypując się i lądując na mojej bluzce.
Usłyszałam Marshalla, który trząsł się ze śmiechu.
- Spadaj! - Odparłam rozbawiona, celując w niego resztkami mąki.
- Ty... - zaczął grobowym tonem.
Po chwili rozpętała się prawdziwa walka na składniki pierniczków i gdy Fionna wróciła ze sklepu, omal nie dostała zawału. Chichocząc posprzątaliśmy kuchnie i dokończyliśmy pierniczki, starając się nie nabałaganić. Wyszły nie najgorzej, wię Fionna dobrodusznie wybaczyła nam wcześniejsze wybryki.
Korzystając z pierwszej lepszej wymówki wyszłam z domu, kierując się do centrum handlowego. Miałam w planach kupić prezenty, za resztki moich pieniędzy.
Trudno było mi wybrać coś, co odpowiadałoby Fionnie, ale w końcu kupiłam jej niebieską sukienkę i kolczyki w kształcie śnieżynek. Dla Cake zdecydowałam się na uroczą zabawkę. Najgorzej było z Marshallem, ponieważ kompletnie nie miałam pojęcia, co mogłabym mu podarować. Zestaw do czyszczenia kłów, a może torebeczkę Rh+?
Po dłuższych rozmyślaniach kupiłam mu książkę i najnowszą płytę jego ulubionego zespołu.
Tak obładowana wróciłam do domu, sprytnie ukrywając prezenty przed przyjaciółmi w pustym koszu na śmieci.
Dzień minął dość szybko.
W wigilię obudziłam się o siódmej i radośnie zbiegłam po schodach, budząc przy okazji Fionnę. Cieszyłam się jak dziecko, mogąc w końcu wrzasnąć jej do ucha ,,Wstawaj!", tak jak ona mi wcześniej.
Razem zajęłyśmy się potrawami, które swoją drogą wyszły całkiem nieźle.
Byłam bardzo podekscytowana, ponieważ od dawna nie obchodziłam Świąt Bożego Narodzenia. W moim dawnym domu, radość była słowem zakazanym.
- Teraz musimy się przebrać! Zaprosiłam kilku gości - wyjaśniła blondynka.
Uniosłam zdziwiona brwi. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zostałam porwana do garderoby. Przymierzyłam chyba z milion sukienek, ale na szczęście znalazłam w końcu odpowiednią.
Po ogólnych przygotowaniach, razem z Fionną udekorowałyśmy pokój świątecznymi lampkami i nakryłyśmy do stołu.
Do domu zawitali pierwsi goście, którymi okazali się być Królewna i Książę Ognia. Nie znałam ich zbyt dobrze, ale wydawali się być w porządku.
Kolejną osobą, która przyszła, był Marshall. Nosił jak zawsze ciemno-czerwoną koszulę, a we włosach lśniły jeszcze płatki śniegu.
Przywitaliśmy się ze wszystkimi, a następnie zasiedliśmy do stołu. Zostały jeszcze dwa wolne miejsca, co bardzo mnie zaintrygowało.
Moje przemyślenia przerwał natarczywy dzwonek do drzwi. Fionna podbiegła radośnie otworzyć. Do środka wszedł...
- Gumball - szepnęłam wystraszona, instynktownie przysuwając się do Marshalla.
Wampir zmierzył Balonowego groźnym wzrokiem, na co różowy zadrżał. Zauważyłam, że miał podbite oko.
Popatrzyłam podenerwowana na Marshalla. Przysunął mnie do siebie, otaczając opiekuńczo ramieniem.
Fionna nie zdając sobie sprawy z naszych odczuć, zaprosiła go wesoło do środka. W pomieszczeniu zapanowała nerwowa atmosfera.
Gumball przywitał się z innymi, celowo pomijając naszą dwójkę. Postanowiłam go zignorować, ponieważ to święto było dla mnie zbyt ważne, aby przejmować się takimi rzeczami.
Wymieniliśmy się opłatkiem.
Fionna spojrzała na mnie rozbawiona i dopiero teraz spostrzegłam, że siedzę wtulona w Marshalla.
Czerwona odsunęłam się trochę, odwracając wzrok.
Wigilia minęła dość szybko. Było bardzo klimatycznie. Dostałam kilka prezentów, które planowałam wieczorem odpakować i zjadłam mnóstwo naprawdę dobrego jedzenia. Śpiewaliśmy przy stole kolędy, aż w końcu Książę Ognia wpadł na genialny pomysł bitwy na śnieżki. Zdziwiło mnie to, że lubi śnieg, ale z chęcią przystałam na jego propozycję.
Podzieliliśmy się na dwie grupy: Fionnę, Księcia Ognia i Gumballa, przeciwko mnie, Marshalla i Królewnę Ognia.
Obrzucaliśmy się śnieżkami przez dobrą godzinę i w ostateczności wygraliśmy, przez szaleńcze ,,Tornado" śniegu, które zrobił wampir.
Zauważyłam, że większość jego pocisków trafia celnie w różowego, co bardzo poprawiło mi humor.
Zmarznięci wróciliśmy do domu, rozmawiając wesoło na różne tematy. Było całkiem zabawnie, choć dotkliwie odczuwałam chłód panujący na dworze.
Wkrótce z Fionną pożegnałyśmy gości i zadowolone posprzątałyśmy salon. Po dzisiejszym dniu byłam bardzo zmęczona i dość szybko pożegnałam się z blondynką.
W pokoju czekały na mnie dwa prezenty, jak się domyśliłam od Marshalla i Fionny. W pierwszym znalazłam śliczny, beżowy, długi sweter. Na dnie pudełka widniała starannie złożona kartka z krótkim liścikiem od blondynki:
,,Chciałam kupić ci coś ładniejszego, ale pomyślałam, że będziesz wolała coś cieplejszego. W zamian wyrzuć tą szarą bluzę, dobrze?"
Zachichotałam chowając prezent do szafy.
Kolejny był owinięty czarnym papierem i ozdobiony ciemnoczerwoną wstążką. Zaciekawiona uchyliłam wieczko i ujrzałam piękny, lśniący naszyjnik. Nigdy nie lubiłam tego typu ozdób, ale tym razem musiałam zrobić wyjątek.
Wisiorek był naprawdę śliczny. Miał zawieszkę w postaci krwistoczerwonego serca i niesamowicie lśnił mimo że, w pokoju nie było zbyt dużo światła. Podejrzewałam, że nie był tani.
W pudełku znalazłam również dwa bilety na koncert. Uśmiechnięta schowałam wszystko do szuflady biurka, biorąc uprzednio kartkę z nabazgranymi pospiesznie życzeniami:
,, Wszystkiego najlepszego, Ann! Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię w tym naszyjniku!"
Radośnie przebrałam się w piżamę i zmęczona zasnęłam kami: nym snem. Modliłam się w duchu, aby Fionna nie obudziła mnie zbyt wcześnie.
R: Ona przynajmniej nie musi wstawać rano do szkoły ;-;
K: Spokojnie Rose, niedługo będą ferie xD
R: Może jak będziemy miały wolne, to napiszemy coś mądrzejszego :/
K: ...bo jak na razie strasznie nudno i dziwnie wyszło :c
R: Zawsze tak wychodzi >.<
K: Bo my to piszemy xD
R: Oj tak! Dwie chore psychicznie wariatki w połączeniu z klawiaturą... Mieszanka wybuchowa.
K: Nie mów nic o mieszankach! Chemia ciągle mnie prześladuje :c
R: Ps. wiem, że rozdział miał być w poniedziałek, ale niestety przedłużyło się to nieco o 2-3 dni, ponieważ miałyśmy w ostatnim czasie ważne sprawdziany. (Nie, żebym się do nich uczyła. Ta książka z napisem ,,Matematyka'' mnie przeraża. Boje się treści, znajdujących się w środku >.<)
Drugim powodem było to, że jestem łamagą, a konkretniej przez moje wyczyny na koszykówce, muszę mieć usztywnioną rękę i z dwoma wolnymi palcami w prawej, trochę trudno jest pisać ;-;
K: Takie problemy tylko z tobą <3
R: <3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Na początku chce przeprosić za to ze nie dodalam komentarza pod ostatnim postem ale mam teraz tyle spraw na glowie i jeszcze jak na złość - miesien czteroglowia prawej nogi naciągniety - dodatkowe opóźnienia...
OdpowiedzUsuńZa wszelkie bledy przepraszam ale jestem w trasie i auto trzęsie strasznie - ale koniec gadania czas na ocenę
Boziu na to czekalam *.* ocena 100/10 - genialne
Sam pocztek a ja puszczałam - niestety to tylko sen - ale pozniej również *.*
Wiecej takich scenek z Ann i Marshallem <3
Ja chce kolejny *.*
I ten prezent - SWEET!
Rose biedna lamago lecz rękę ;-)
BOZE SARNA NA DRODZE! (O.o)
Wracając - rozdział genialny i wcale nie nudny
Czekam na kolejny
Zdrowia, czasu i weny zycze i pozdrawiam ;-)
Ps. gdybym nie dala rady dodac komentarza pod przyszlymi postami to przepraszam ;( ale zawsze czytan ;-)
Papatki
R: Współczuję nogi :/ A co do ręki, to już prawie zdrowa :D
UsuńK: Napisałaś ,,sarna na drodze", a ja przeczytałam ,,salsa na drodze" i tak rozkminiam o co chodzi xD
R: Czytanie ze zrozumieniem...
K: A co do komentarzy, to nie martw się, nic się nie stanie, jeśli nie będziesz komentować wszystkich :)
R: Dziękujemy za życzenia <3
Po prostu nic dodać nic ująć! Rozdział jest ŚWIETNY (nie sposób się przy nim nudzić) i do tego taki świąteczny (atmosfera Bożego Narodzenia wszystkim się udziela) :D
OdpowiedzUsuńCzytając końcówkę gdy Marshall pocałował Ann szczena mi opadła, no to będzie dym - myślę - ale czytam dalej to tylko sen :) jestem ciekawa jak by zareagowała Ann gdyby to nie był sen (strzelam że Marshall dostałby z liścia, byłoby zabawnie XD).
Co odwlecze to nie uciecze jak mawiają :p
PS. Z matmą mam to samo (no dobra nie tylko), dla mnie to czarna magia ale pociesza mnie myśl, że szkoła nie trwa wiecznie :D
PPS. Mnóstwa weny twórczej i czasu życzę! I zdrowia, zdrowiej nam szybko :D
R: Cieszymy się, że cię zaskoczyłyśmy :D
UsuńK: Takie wredne to było xD
R: Musisz być milsza, Kat :/ Robisz ze mnie złego człowieka :'D
K: Ja?!
R: No... dobra zwalmy to na lampy ^^
K: Nie pisz o lampach, bo nikt nie wie o co chodzi! Poza tym, musisz sprawiać pozory normalnej ;-;
R: Wybacz, ja i normalność to zupełne przeciwieństwa xD
K: Właśnie widzę...
R: Wracając, dziękujemy za mega pozytywny komentarz <3
Czyli nie tylko dla mnie matematyka to czarna magia jak miło xd tez przepraszam ze ostatniego rozdziału nie skomentowałam przed wystawieniem ocen zawsze jest trochę roboty ale nic już jestem:) wracając do rozdziału ten "sen" to chyba wcale nie był sen coś tak myślę. ..
OdpowiedzUsuńR: W sumie, to same do końca nie wiemy czym dokładnie jest ten sen i czy w ogóle będzie snem :D To się jeszcze zobaczy xD
UsuńK: Oj tak, zdecydowanie matematyka to zło!
R: ^^
K: Dziękujemy za komentarz <3
R: <3