niedziela, 13 grudnia 2015

Rodział 9, czyli Filii Saltus.

     Po koncercie dołączył do nas Marshall. Wróciliśmy autem Fionny. Wciąż trwałam w oszołomieniu po tym, jak usłyszałam głos wampira.
     - Wydarzyło się coś ciekawego? - Spytał nagle chłopak.
     - Nuda – westchnęła Fionna.
     - Ja w sumie znalazłam coś ciekawego – stwierdziłam przypominając sobie o książce.
     Oboje spojrzeli na mnie pytająco, więc opowiedziałam im wszystko ze szczegółami. Byli nią bardzo zaintrygowani, więc po powrocie od razu pokazałam im stary tom.
     - Jak to się otwiera? - Spytał wampir marszcząc brwi.
     - Daj to – odparła Fionna, zabierając mu księgę i podważając rzemyki paznokciami.
      W końcu z westchnieniem odebrałam im tom i jednym płynnym ruchem otworzyłam go na przypadkowej stronie.
     - Jak? - Spytała zdenerwowana Fionna.
     Zachichotałam w odpowiedzi. Nie często widziałam ich tak bezsilnych.
      - W jakim to języku? Nie mogę tego odczytać – zirytował się wampir, lustrując stronice.
      - Nie możesz? - Spojrzałam mu przez ramię, ale nie dostrzegłam nic dziwnego. Tekst był napisany normalnie i z łatwością mogłam go odczytać.
      - Co zawiera ta księga? - Spytał Marshall.
      - Zaklęcia, znalazłam ją nad jeziorem – wyjaśniłam.
      - Cóż prawdopodobnie jest to ukryte pismo. Zastanawia mnie natomiast, dlaczego tylko ty możesz je odczytać – odparł.
       - Może ma to związek z tym, że jako jedyna z was mam kontakt z magią? Co prawda jest to iluzja, ale zawsze coś...
       - Może. Moglibyśmy jutro rozejrzeć się w miejscu, w którym to znalazłaś.
      - Dobry pomysł! - Zgodziła się blondynka.
      Skinęłam głową. Byłam bardzo zaintrygowana nowym odkryciem.




* Następny dzień *

      Po południu odwiedziliśmy miejsce, w którym znalazłam księgę. Nie znaleźliśmy tam nic ciekawego.
     Nagle ciszę przerwał świergot dwóch ptaków. Przypomniał mi się ten o czarno-złotych piórach, ale te śpiewały trochę głośniej i ostrzej. Jeden z nich miał biało-niebieskie ubarwienie, a drugi był brązowy z lekką domieszką fioletowego. Wylądowały na gałęzi kilka metrów dalej.
      Jeden z nich nagle poderwał się do góry i zaczął tak szybko latać, że wyglądał jak jasna, niewyraźna plama. Drugi zrobił to samo. Przyglądałam się im ze zdziwieniem. Nigdy nie zaobserwowałam takiego zachowania u ptaków.
     ,,Plamy” zaczęły się niewyobrażalnie powiększać i po chwili nabrały ludzkich kształtów. Dwóch mężczyzn wylądowało miękko na trawie, żartując i przepychając się nawzajem. Patrzyłam na to z otwartymi ustami. Czy te ptaki naprawdę zmieniły się w ludzi?
      Nieznajomi wymówili ,,Kwiat Przebiśniegu” i po chwili zniknęli mi z oczu. Naprawdę. Zupełnie jakby nigdy tam nie stali.
     Zerknęłam nerwowo na moich towarzyszy, ale po ich minach wywnioskowałam, że to nie było przewidzenie.
     - Idziemy tam? Jestem pewna, że jak powiemy ,,Kwiat Przebiśniegu” to coś się stanie – powiedziała zafascynowana Fionna.
     - To robi się coraz dziwniejsze – mruknął pod nosem wampir.
      Podeszliśmy do miejsca, w którym zniknęli dwaj mężczyźni.
      - Dobra, na trzy – powiedziałam podekscytowana.
      - Raz...
      - Dwa...
      - Trzy!
     Wymówiliśmy jednocześnie hasło. Poczułam kujący ból w okolicach głowy, a obraz rozmazał się, jakbyśmy poruszali się z zawrotną szybkością. Po trzydziestu sekundach stałam w zupełnie innym miejscu. To również był las... ale zupełnie inny, wydawał się magiczny. Liście drzew miały tu morski odcień, a z ziemi wyrastały rośliny, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zauważyłam do góry wiszące na drzewach mosty. Łączyły one wybudowane tam domki. Obserwowałam tą konstrukcję z podziwem. Całe to miejsce było naprawdę fascynujące.
      - Człowiek! - Zawołał ktoś.
      Z drzewa zeskoczyła dziewczyna o intensywnie niebieskich oczach i krótkiej, rudej fryzurce.
       - Kim jesteście? - Spytała ostrym tonem.
       - Kto wpuścił tutaj ludzi? - Warknął jakiś chłopak lądując obok dziewczyny.
       - Trzeba ich zaprowadzić do władcy! - Zarządził mocno zbudowany brunet pojawiając się nagle za moimi plecami.
       Próbowałam coś powiedzieć, ale w odpowiedzi rudowłosa skierowała wyciągnięty zza pasa nóż w stronę mojego gardła. W milczeniu przeszliśmy kilka metrów, a następnie zaprowadzono nas do dużego, drewnianego domu. Marshall próbował odtrącić straże, ale wkrótce zabrało się tylu strażników, że dał sobie spokój.
     Pełna niepokoju weszłam do środka, nerwowo rozglądając się na wszystkie strony. Nie za bardzo rozumiałam co tu się dzieje, ale nie zapowiadało się dobrze. Zostaliśmy zaprowadzeni do wielkiego, pomalowanego na złoto pomieszczenia. Przy stole siedział starszy mężczyzna. Wiszący na jego szyi zielony diament, zwracał sporą uwagę.
      - Kim jesteście? - Spytał spokojnie.
      - Nazywam się Ann, a to moi przyjaciele – wyjaśniłam
      - Jak się tu dostaliście? - Drążył.
      - Powiedzieliśmy hasło – odparł poirytowany Marshall.
      - Wampir – mruknął do siebie starzec, patrząc zaciekawiony na naszą trójkę.
       - Czy Ann to twoje pełne imię?
       - Nie, nazywam się Anabell – odparłam zgodnie z prawdą.
       - Jak nazywa się twoja matka?
       - Didyme.
      Mężczyzna pokiwał głową, a jego twarz lekko się rozpromieniła.
      - To już ostatnie moje polecenie, Ann. Spójrz na mnie – poprosił.
      Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie do końca rozumiałam o co w tym chodzi, ale te pytania powoli zaczęły mnie irytować.
      - Puśćcie ich – rozkazał.
      Strażnicy odsunęli się od nas na kilka kroków, patrząc nieufnie na naszą trójkę.
       - To córka jednej z pięciu – wyjaśnił.
       Rudowłosa dziewczyna pochyliła się nade mną zaciekawiona.
       - Faktycznie, ma oczy jak jedna z nas – zgodziła się.
       - Co nie zmienia faktu, że razem z nią jest dwójka ludzi – odparł chłodno brunet.
       - Jestem wampirem – prychnął Marshall, patrząc pogardliwie na osiłka.
       - Spokojnie – nakazał starzec.
        Spojrzeliśmy w jego stronę.
       - Chciałbym, abyś wytłumaczyła mi dokładnie jak dostałaś się do tej krainy. Trevor, Max, możecie już iść. Nie potrzebuję ochrony – rozkazał mężczyzna.
      Obaj nieco zirytowani wyszli, zostawiając z nami tylko rudowłosą dziewczynę.
      Opowiedziałam władcy w skrócie ostatnie wydarzenia. Był bardzo zdziwiony tym, że nie miałam pojęcia kim była moja matka, ani o co chodziło z działalnością Garhota.
       - Cóż... widzę, że Didyme trzymała cię w niewiedzy. Postaram się wyjaśnić wam w skrócie wszystko, pewnie jesteście bardzo zagubieni.
       Podziękowałam mu serdecznie. Nadal nie wiedziałam o co tu chodzi i skąd znał moich rodziców, ale miałam nadzieję, że wyjaśni mi wszystkie dotychczasowe tajemnice.
       - Mam dużo ważnych spraw, dlatego opowiedzenie o tej krainie powierzam tobie Lucy. Zaprowadź ich do chatki dla gości – powiedział władca, na co rudowłosa pospiesznie skinęła głową.
      Ruszyliśmy całą trójką na zewnątrz, w stronę dużego, potężnego drzewa.
      - To jest serce Krainy. Nazywamy to drzewo ,,Luna” czyli księżyc po łacinie. Tutaj można najłatwiej wejść do strefy, w której znajdują się domy. Łączy całą wioskę Filii Saltus – dzieci lasu – wyjaśniła wchodząc po wiszącej na drzewie drabinie.
      We wspinaniu musiał pomagać mi Marshall, ale w końcu daliśmy radę wspiąć się na szczyt. Starałam się nie patrzeć w dół, gdyż byliśmy naprawdę wysoko.
       - Dlaczego Dzieci Lasu? - Spytałam.
       - Jesteśmi przywiązani do natury, dzięki niej czerpiemy siłę do uprawiania magii. Nasz ród odznacza się intensywnie niebieskimi oczami. Ładne są, co nie? - Spytała wesoło.
       Skinęłam głową.
       - W tej wiosce jesteśmy podzieleni na kilka grup. Najważniejszy jest władca, którego co kilkaset lat wybiera Luna. Niżej postawione jest Pięć. W skład tej grupy wchodzi jak się pewnie domyślasz pięciu najważniejszych magów. Twoja matka tam należała. Jeszcze niżej z kolei są strażnicy, którzy mają zadanie pilnować wioski przed nieproszonymi gośćmi. Dlatego zareagowaliśmy tak nerwowo. Potem jest cała reszta, która nie należy do żadnej z grup – wyjaśniła.
      - Dlaczego tak bardzo obawiacie się obcych? - zdziwiłam się.
      - Kiedyś, gdy ludzie wiedzieli o naszym istnieniu, często polowali na nasze wioski, chcąc posiąść naszą magię – wyjaśniła z goryczą w głosie.
      Fionna zmarszczyła brwi. Zapewne nie podobał jej się fakt, że nie jest tu mile widziana. Marshall milczał, próbując przyswoić sobie nowe informacje.
       Weszliśmy do jednego z wielu drewnianych domków umieszczonych na drzewach. W środku był salon, mała kuchnia i drzwi prowadzące jak się domyślałam do łazienki.
     - Usiądźcie, możecie zadawać pytania – powiedziała Lucy, sadowiąc się wygodnie na podłodze.
      - Wytłumacz mi jaki udział w tym wszystkim miał... Garhot – odparłam, z bólem wymawiając jego imię.
      - Demony – prychnęła. - Od lat polują na Dzieci Lasu, ponieważ widzą w nas zagrożenie. Celami ich ataków są głównie potężniejsi magowie. Garhot od lat marzył o zabiciu Pięciu. Niestety Didyme z natury była bardzo nieufna. Ożenił się z nią, żeby go zaakceptowała. Resztę pewnie już znasz – westchnęła.
      - To tym były te kartki w lesie? Listą osób do zabicia? - powiedział Marshall.
     - Nie widziałam ich, ale pewnie tak. Ostatnio cała wataha zgromadziła się dość blisko naszej krainy, więc mieliśmy sporo roboty.
     - Zabiliście Garhota? - spytałam z nadzieją.
     Rudowłosa skinęła głową.
      - A ukryte pismo? Dlaczego zaklęcia może odczytać tylko Ann? - powiedziała Fionna.
      - Dla bezpieczeństwa. Są zapisane leśnymi runami, które mogą odczytać tylko nasze oczy.
      - Ptaki? Naprawdę zmieniacie się w zwierzęta?
      - Większość tak. Niektórzy nie potrafią opanować tej umiejętności, ale owszem, posiadamy możliwość zmieniania kształtu – odparła wesoło Lucy.
      Zamknęła oczy, a jej twarz przybrała wyraz skupienia. Chwilę potem jej sylwetka rozmyła się i zmieniła kształt. Gdy stanęła na podłodze, była małym, zielono-czerwonym ptakiem. Znowu się rozmyła i przybrała swoją ludzką formę.
      - Już chyba wystarczy tych pytań, mam dość – westchnęła.
      - Dziękuje, że nam odpowiedziałaś.
      - W razie czego, możecie tu przychodzić. Władca was zaakceptował, nawet ciebie – odparła rudowłosa patrząc na blondynkę.
       - Tak, nawet mnie – powtórzyła cierpko.
       - Jak się stąd wydostać? Mamy znowu powiedzieć ,,Kwiat Przebiśniegu”?
        - Powiedzcie ,,Zielony diament”. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nas odwiedzicie – powiedziała uśmiechając się szeroko.
        Skinęłam głową. Wypowiedzieliśmy hasło i chwilę później znaleźliśmy się w na polanie. Od nadmiaru informacji rozbolała mnie głowa. Nadal trudno było mi uwierzyć w istnienie Filii Saltus, ale tego dnia otrzymałam odpowiedzi na wiele dręczących mnie pytań.
        Wróciliśmy do domu w sam raz, aby odebrać zakupione przez Fionnę meble. Na szczęście w ustawianiu pomógł nam Marshall, więc poszło całkiem szybko.

Na dworze zaczął sypać śnieg. W ostatnim czasie tyle się wydarzyło, że nie zauważyłam zbliżających się świąt. Poczułam miłe uczucie w sercu na myśl o Bożym Narodzeniu. Nie mogłam się doczekać wigilii.



R; Rozdział jak pewnie widać zakończony nieco na siłę, za co pokornie przepraszamy :/
K: Ogólnie ten rodział jest jakiś beznadziejny ;-;
R: Jak każdy xD
K: To wina lamp i kakao od podejrzanych pań >.<
R: Kat, spokojnie. Nikt nie wie o co ci chodzi xD
K: Może to nawet lepiej...
R: Swoją drogą pozdrawiamy serdecznie Mirami, Clarę M oraz Czytelniczkę <3 Wasze komentarze są wspaniałe :*
K: Ps. Nie wiemy czy te łacińskie nazwy są do końca poprawne, więc jak coś, to prosimy o wybaczenie xD
R: A rodział krótki, bo prawdopodobnie w ten poniedziałek pojawi się 10.

2 komentarze:

  1. Pierwsza! Przeczytałam i... ... jestem pełna pozytywnych emocji bo rozdział BARDZO mi się spodobał! :D Ta podróż do innej krainy trójki bohaterów, a także poznanie Dzieci Lasu (Filii Saltus) i ich historii jest genialna, ciekawe czy Ann też będzie magiem, może posiada jakieś potężne moce o których narazie nic nie wie (może będzie jedną z Pięciu)? Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej :D
    Nie bądźcie takie skromne rozdział jest niesamowity :) Piszecie super, macie swój styl i niezwykłe pomysły (co widać w każdym rozdziale), krótko pisząc macie talent :)
    Pozdrawiam!

    PS. Dużo inspiracji i natchnienia życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Szczerze to same do końca nie wiemy co będzie dalej xD
      K: Tak spontanicznie ^^
      R: Dziękujemy za życzenia, z pewnością się przydadzą <3
      K: A co do tego talentu to chyba nieco przesadziłaś, ale mimo wszystko, jesteś kochana <3
      R: <3

      Usuń