sobota, 2 stycznia 2016

Rodział 12, czyli dalsza podróż Nicka i Fionny.

* Fionna i Nick*



    Fionna i Nick przemieszczali się dość szybko, ale nieustający ryk był coraz głośniejszy. Za każdym razem gdy się rozlegał oboje mieli wrażenie, że stwór jest tylko kilka metrów za nimi.         Dziewczyna trzymała w pogotowiu swój miecz, ale teraz wydawał jej się zbyt kruchy. Chłopak w każdej chwili mógł obronić się magią, ale nie był pewny, czy gruby pancerz Wyjewa pozwoli przebić się jego zaklęciom.
     - Tak w ogóle, to po co ci Nasiono Demona? - Spytał chłopak, przerywając milczenie.
     - Jeśli go nie zdobędę, moja przyjaciółka prawdopodobnie... - zaczęła blondynka, ale słowa utknęły jej w gardle.
     - Rozumiem. Nie martw się, na pewno z tego wyjdzie. Jest opętana przez demona? - Drążył.
     - Jest hybrydą demona i Filii Saltus – westchnęła dziewczyna.
     - To może nieco komplikować sprawę – powiedział smutno.
    Przerwał im ogłuszający ryk. Dochodził z bardzo bliska.
     - Cholera, to na nic. Jest za szybki – mruknął Nick pod nosem.
     - Nie moglibyśmy się ukryć? - Zaproponowała z nadzieją Fionna.
     - Wyczuje nas.
     - To schowajmy się tak, żeby nasz zapach zmieszał się z roślinnością.
     - Co masz na myśli? - Zdziwił się chłopak.
     - Po drodze pokazywałeś mi te ogromne, białe kwiaty, które tak ładnie pachniały. Gdybyśmy w jakiś sposób się w nich schowali, może ich zapach zneutralizowałby nasz? - Powiedziała z zapałem Fionna.
     - Jesteś genialna, to może zadziałać! Musimy koniecznie je znaleźć. Na szczęście ta odmiana rośnie bardzo często – powiedział szybko Nick, rozglądając się po lesie.
    Po kilku minutach znaleźli kilka sztuk. Kwiatowy zapach był bardzo intensywny, więc bez chwili wahania schowali się w środku, nasłuchując kolejnych ryków i zamykając roślinę, niczym kokon. Po chwili pogrążyli się w całkowitej ciemności.
     - Nie łaskocz mnie – zachichotał chłopak.
     - Nawet cię nie dotknęłam – powiedziała zirytowana Fionna.
     - Cholera przecież czuję! - Powiedział Nick.
     - To nie ja!
     - T-to to jest włochate! - zawołał szatyn, pospiesznie wychodząc z ukrycia.
     Fionna zdenerwowana wybiegła za nim i ujrzała Nicka tarzającego się po ziemi i wydającego bliżej nieokreślone dźwięki. Na jego ramieniu siedział dość dużych rozmiarów pająk. W końcu udało mu się go strzepnąć.
     - A więc boisz się pająków? - Spytała blondynka z sarkazmem.
     - To był jakiś olbrzym! - Powiedział Nick z przejęciem, wzdrygając się.
     Ich przekomarzania przerwał ryk Wyjewa, który pędził właśnie w ich stronę.
Zwierzę było wielkości dużego samochodu i wyglądało podobnie do dinozaura lub smoka bez skrzydeł.
     - Dobra, jest gorzej niż źle – powiedział szatyn, pospiesznie wstając.
     - Masz jakiś plan, czy uciekamy?
     - Mam pewien pomysł, ale nie wiem czy wypali – powiedział chłopak, ciągnąc Fionnę za sobą w stronę drzew.
    W końcu zdyszani dobiegli do małej polanki. Wyjew był tylko kilkanaście metrów za nimi.
     - Biegnij do tej linii drzew! - Powiedział Nick, wskazując palcem skraj łąki.
     - A ty? - Zdziwiła się blondynka.
     - Moją specjalizacją jest żywioł ognia. Powiedzmy, że urządzimy małe ognisko – powiedział szatyn, uśmiechając się szeroko.
    Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale pobiegła we wskazanym kierunku.
    Nick nie tracąc czasu uniósł ręce i drzewa przed nim zapłonęły ogniem. Fionna nie mogąc się powstrzymać otworzyła szeroko oczy.
     - Chyba się nie przebije – powiedział zadowolony chłopak.
    W tej samej sekundzie blondynka dostrzegła lukę w jego strategii, a dokładniej kilka niepalących się drzew. Zanim jednak zdążyła go przed tym ostrzec, na polanę wbiegł wściekły Wyjew.
    Zdeterminowana Fionna wyciągnęła swój miecz i pobiegła w jego stronę, ale było już za późno. Zwierzę zaatakowało Nicka. Jego noga znikła w paszczy stwora. Szatyn odepchnął go, ale blondynka zauważyła, że brakuje mu kończyny. Bez chwili namysłu zaatakowała Wyjewa, ale jego gruby pancerz zwinnie ochraniał go przed cięższymi ciosami.
    Stwór zachłysnął się i wypluł zjedzoną nogę. Fionnie zebrało się na wymioty. Musiała jak najszybciej pomóc Nickowi.
    Nagle ktoś pociągnął ją za skrawek bluzki i wylądowała kilka kroków dalej na ziemi. W tej samej chwili runęło jedno z płonących drzew, dokładnie w to miejsce, w którym kilka sekund temu stała. W tym wypadku spadło idealnie na Wyjewa. Zwierzę żałośnie zawyło, ale mimo jego prób drzewo niewzruszenie przypierało je do podłoża. Ogień zaczął topić jego łuski i po chwili całkowicie go pochłonął. Nick ugasił pozostałe drzewa.
     - Twoja noga! - Powiedziała przerażona blondynka.





* Z perspektywy Ann *


    Dzień minął dość szybko. Nie czułam się najlepiej, ale na szczęście moje objawy się nie pogarszały. Przez cały ten czas towarzyszył mi Marshall, więc nie było tak źle. No może pomijając fakt, że mogę umrzeć, a moja przyjaciółka aktualnie naraża dla mnie życie. Wampir kazał mi o tym nie myśleć, bo powoli wpadam w depresję. To miłe, że tak się o mnie troszczy, ale mam wrażenie, że jest nadopiekuńczy.


* Perspektywa Fionny i Nicka. (narracja trzecioosobowa)*


     - Spokojnie! Nic mi nie jest – powiedział chłopak, próbując uspokoić dziewczynę.
     - Przecież...
     - To proteza – powiedział nieco zawstydzony Nick, sięgając po swoją drugą ,,nogę”, nieco przeżutą, ale nadal w dobrym stanie.
     - Proteza? - Zdziwiła się Fionna.
    Blondynka nigdy by nie pomyślała, że z jego zwinnością i siłą, mógłby nie mieć nogi. Była nieco zszokowana, ale podziwiała szatyna za to, że mimo wszystko tak świetnie sobie radzi. Z ulgą odetchnęła, gdy okazało się, że w rzeczywistości Wyjew nie odgryzł mu nogi.
     - Nie mówmy już o tym, ok? - Powiedział chłopak, mocując sobie protezę.
    Fionna skinęła głową. Nie rozumiała tak dziwnego zachowania jej towarzysza, ale postanowiła nie drążyć tego tematu.
     - Przed nami końcówka drogi – powiedział nagle Nick.
     - Czy na tym terenie również znajduje się coś co mogłoby nas zabić?
     - Nie, to dość bezpieczne miejsce – odparł wesoło chłopak, wstając.
     - A są tam pająki? - spytała z sarkazmem blondynka, naśladując ruchem palców włochate kończyny stworzeń.
    Chłopak prychnął gniewnie i ruszył przodem. Od celu dzieliło ich tylko kilka kilometrów.



* godzinę później *


     - Daleko jeszcze? - Spytała Fionna, której nieustanny marsz zaczynał mocno męczyć.
     - Kilkanaście metrów przed nami jest wzgórze. Niewielkie, ale dość strome. Na szczycie powinniśmy znaleźć przynajmniej jeden z okazów Nasiona Demona – wyjaśnił.
     - Powinniśmy? - Zaniepokoiła się.
     - Nie martw się.
     - Jasne – burknęła blondynka i nieco przyspieszyła, chcąc wreszcie dotrzeć.
    Po dziesięciu minutach ujrzała w końcu skałę, wznoszącą się kilkanaście metrów wzwyż i biegnącą niemal pionowo.
     - Mamy tam wejść? - Spytała Fionna, patrząc wątpliwie na wzgórze.
     - To dość łatwe – odparł Nick, pokazując jej jak najlepiej przytrzymać się wystających kamieni, żeby nie spaść.
     - A jeśli spadnę?
     - Prawdopodobnie się zabijesz.
     - Pocieszające – prychnęła.
     - Będę za tobą i w razie czego cię złapię – uspokoił ją.
    Fionna zagryzła dolną wargę i spojrzała w górę. W końcu zaczęła się niezdarnie wspinać, w pamięci powtarzając, że robi to dla Ann. Kilka razy natrafiła na osuwające się kamienie, ale po kilkunastu minutach wreszcie dotarła na szczyt. Zaraz po niej wszedł Nick. Wzgórze było porośnięte dość nietypową roślinnością i trawą, sięgającą metra wysokości.
     - Jesteśmy. Szukaj ciemnoczerwonego kwiatu z kolcami zamiast płatków. Z jego łodygi powinny wystawać małe odgałęzienia, na których końcu powinna znajdować się mała, perłowa kulka – wytłumaczył.
    Fionna ruszyła przed siebie rozglądając się czujnie na boki. Niestety nie dostrzegła nic, co pasowałoby do podanego opisu. Powoli traciła nadzieję, gdy Nick zawołał nagle:
     - Mam!
    Blondynka pobiegła w jego stronę i ujrzała maleńką roślinkę liczącą co najwyżej pięć centymetrów. Ważniejsze były jednak białawe owoce, które Fionna z radością wrzuciła do wcześniej naszykowanej sakiewki.

    Razem z Nickiem, postanowili przenocować na wzgórzu. To był naprawdę męczący dzień.



R: I znowu rozdział po terminie i w dodatku o wiele za krótki ;-;
K: Zapomniałaś jeszcze dodać, że okropnie beznadziejny :/
R: Ale mam nadzieję, że wspaniałomyślnie nam to wybaczycie, gdyż ten tydzień był naprawdę pracowity. (Sylwester, zaadoptowałam kota, trochę byłyśmy chore itp.)
K: No i jeszcze zachowanie Rose, która doprawdy w tym tygodniu przeszła samą siebie, jeśli chodzi o bezsensowne wypowiedzi :')
R: Odezwała się >.< Sama się tym Picollo (yyy... jak to się pisało? xD) upiłaś ;-;
K: Ja przynajmniej nie opowiadałam nikomu, o teoriach spiskowych lamp xD
R: Lampy to zuo ^-^ Zepsułam jedną w sylwestra :'D
K: ...A później się cieszyłaś, że leci z niej dym...
R: No ale jak zaczęła razić prądem to wyłączyłam! >.<
K: Ta...

3 komentarze:

  1. Wcale nie jest beznadziejny jest dobry:) podoba mi się fuuu pająki są obrzydliwe sam unikam ich jak ognia xd ciekawe jak dalej się to potoczy. .. czekam oczywiście na następny :) a no i szczęśliwego Nowego Roku dziewczyny :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam, że to będzie niesamowita przygoda! Zgadzam się z Clarą M rozdział wcale nie jest beznadziejny jest ŚWIETNY ^^
    Akcja od początku do końca i te momenty kiedy serce zaczyna szybciej walić z emocji, czytając nie można się nudzić :D
    Czekam na dalsze rozdziały i przesyłam mnóstwo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie 12 rozdział :D Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń