sobota, 14 listopada 2015

Rozdział chyba 5, czyli pozory mylą xD

R&K: Bardzo bardzo dziękujemy wszystkim za komentarze <3 Jesteście kochani ^^ 
Ps. Przepraszamy za to coś co chyba powinno być kolejnym rozdziałem, ale jak zawsze wyszło okropnie XD

________________________

    Obudziło mnie pukanie do drzwi. Z niechęcią zwlokłam się z łóżka. Mimo wczesnej pory, w miarę możliwości postarałam się wyglądać dobrze. Otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu w progu ujrzałam…
    - Gumball? - Zapytałam.
    - Tak. Ann przepraszam, że przeszkadzam... - Zaczął.
    Uniosłam pytająco brwi lekko zaskoczona jego obecnością.
    - Bardzo miło mi się z tobą wczoraj rozmawiało i pomyślałem, że może byśmy gdzieś wyszli – powiedział.
     Byłam nieco zdziwiona jego propozycją, ale mimo wszystko wydawał się naprawdę fajny.
    - Chętnie – odparłam z uśmiechem.
    - To jak? O dwudziestej? - Odparł uśmiechając się szeroko.
    - Jasne. A tak w ogóle to skąd znasz mój adres?
    - Spytałem się Fionny, bo nie mogłem cię złapać na balu, uprzedził mnie ten debil - powiedział poirytowany chłopak.
    Pokiwałam głową. Widocznie tych dwóch nie pałało do siebie gorącą miłością.
    - To ja już pójdę! Dzięki Ann.


    Równo o ósmej wieczorem stałam już gotowa w holu. Nie chciałam się specjalnie stroić więc założyłam zwykłe czarne rurki i białą tunikę. Po około dziesięciu minutach pojawił się Książę Balonowy. Spodziewałam się po nim większej punktualności, ale sama bardzo często się spóźniałam, więc nie miałam mu tego za złe.
    - Hej. Ładnie wyglądasz - powiedział lustrując mnie wzrokiem.
    - To gdzie idziemy? - spytałam zaciekawiona.
    - Mój kolega niedawno otworzył bar. Nie będzie ci przeszkadzało jak go odwiedzimy?
    - Nie, oczywiście, że nie – powiedziałam wesoło.
    Nieco zaskoczył mnie jego wybór. Spodziewałam się po nim czegoś wytworniejszego, ale na szczęście bardzo się myliłam. Nienawidziłam takich miejsc.
    Po dwudziestu minutach jazdy autem trafiliśmy na miejsce. Przez ten czas dużo rozmawialiśmy ale irytował mnie fakt, że chłopak stale się we mnie wpatrywał. W końcu weszliśmy do baru. Był otoczony lasem, który pokazywał mi Marshall. W środku było całkiem przytulnie. Budynek był zrobiony całkowicie z drewna. Gumball podszedł do baru. Podążyłam za nim.
    - Co zamawiasz? - spytał przy ladzie.
    - A co jest?
    Podał mi Menu. Wybrałam standardowo gorącą czekoladę.
    - Okej – powiedział i odwrócił się w stronę barmana. - Jedno piwo i gorącą czekoladę.
    Zamurowało mnie. Zamierzał kupić PIWO? Niby jak sobie wyobrażał jazdę powrotną? Chyba nie myślał, że zajmę jego miejsce za kierownicą?
    - Ale Gumball... przecież prowadzisz – zaprotestowałam.
    - Spoko Ann, mam mocną głowę – odparł, a w jego oczach dostrzegłam dziwny błysk.
    Postanowiłam już się nie odzywać. Bardzo zdziwiło mnie jego zachowanie choć możliwe, że oceniłam go zbyt wcześnie.
    - Idziesz? - Spytał chłopak podając mi kubek z ciepłym napojem.
    - Jasne - odparłam uśmiechając się delikatnie.
    Usiedliśmy przy stole. Chłopak wypił spory łyk piwa, uśmiechając się szeroko. Rozmawialiśmy przez dobrą godzinę. Zdążyłam już wypić czekoladę, więc zamówiłam drugą. (Tak wiem, że to spory cios dla mojej figury, ale nie potrafiłam się powstrzymać.) Lekko zmartwił mnie natomiast fakt, że Gumball kończył właśnie czwarty kufel. Nie spodziewałam się po nim zadatków na alkoholika. Mimo wszystko starałam się ignorować jego coraz odważniejsze komentarze na mój temat i cicho popijałam swój napój. Jednak gdy chłopak zawołał barmana z zamiarem zamówienia piątego piwa zdecydowanie zaprzeczyłam.
    - Spoko mała, nie denerwuj się – wybełkotał rechocząc.
    Miałam ochotę stąd wyjść. Nie podobało mi się jego zachowanie. A co jeśli Marshall miał rację?
    - Ja... ja już chyba powinnam się zbierać.
    - Spoko maleńka, czekaj tylko skończę ten kufel.
    - W takim stanie nie możesz prowadzić! Masz telefon? - Spytałam z nadzieją, że zadzwonię do kogoś znajomego, aby mnie stąd zabrał.
    - W aucie – powiedział z głośnym trzaskiem odstawiając kufel i płacąc barmanowi.
    - Okej, chodźmy.
    - A może pójdziemy do mnie mała? - Zarechotał.
    - Wolałabym nie. Poza tym, nie mów do mnie ,,mała''. Jestem Ann – powiedziałam nie wytrzymując swojej rosnącej irytacji.
    - Spoko mała, to idziemy do mnie – wybełkotał uśmiechając się obleśnie.
    - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - Zdenerwowałam się.
    - Oczywiście laleczko.
    Prychnęłam oburzona kierując się w stronę auta.
    - Po prostu daj mi ten telefon, ok?
    - Jak pójdziemy do mnie – powiedział z szyderczym uśmiechem.
    Coraz bardziej mnie wkurzał.
    - Nie zamierzam z tobą przebywać, gdy jesteś w takim stanie!
    - Naprawdę? - Spytał.
    Jego twarz momentalnie się zmieniła. Chyba zezłościła go moja odpowiedź, bo ściągnął brwi i zacisnął usta.
    - Gumball, jesteś pijany – powiedziałam stanowczo.
    Nagle poczułam mocne uderzenie w ramię i chwilę potem zostałam przyparta do auta.
    - Co ty ro... - Zaczęłam ale przerwał mi natarczywy pocałunek.
    Poczułam w ustach obrzydliwy smak alkoholu pomieszanego z gumą balonową. Ręce różowego spoczęły na mojej talii. Odepchnęłam chłopaka, ale mimo swojego upojenia wciąż był znacznie silniejszy i nawet nie zauważył moich prób uwolnienia.
    - Przecież wiem, że tego chcesz – wymruczał odrywając się od mojej twarzy.
    - Do cholery, puszczaj! - Warknęłam odpychając go z całej siły. Ani drgnął.
    Znowu mnie pocałował. Po moich policzkach spłynęły łzy. Czułam się kompletnie bezsilna.
Nagle wpadłam na pewien pomysł. Modląc się gorączkowo by podziałało ugryzłam go w język. Zawył i zabrał ręce z mojej talii, oddalając się kilka kroków.
    - Ty... - zaczął gniewnie.
    Ruszyłam biegiem w stronę lasu. Za sobą usłyszałam głośne i wyjątkowo nieładne przekleństwa. Próbował mnie dogonić, ale z powodu kilku promili we krwi zdążył tylko dobiec do końca ulicy, a potem runął na ziemię. Poczułam ulgę, ale mimo wszystko biegłam dalej.
    Po piętnastu minutach zdyszana stanęłam w miejscu usiłując złapać oddech. Nie słyszałam żadnych kroków więc z radością stwierdziłam, że udało mi się uciec. Marshall miał rację, co bardzo mnie zirytowało. Nie sądziłam, że ktoś tak miły i nudny w rzeczywistości... potrząsnęłam głową usiłując się uspokoić. Miałam o wiele poważniejszy problem. Mianowicie, nie miałam pojęcia gdzie jestem. Poczułam lekkie deja vu, w końcu pierwszego dnia spotkało mnie to samo. Ruszyłam na wschód z powrotem w stronę ulicy. Po godzinie jednak okazało się, że moja niezawodna orientacja w terenie znowu dała o sobie znać. Co mnie podkusiło, żeby zamiast biec ulicą, uciekać do lasu!?!
    Nagle usłyszałam przeraźliwy skowyt. Z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że jest to ten sam odgłos, który słyszałam tamtej nocy z Marshallem. Wstrzymałam oddech. Dziwne wycie było coraz głośniejsze. Zwierze, a raczej to ,,coś'' musiało być najwyżej kilometr dalej.
    Poczułam dotyk na ramieniu i omal nie wrzasnęłam przerażona. Zdołałam na szczęście wychwycić iskrzące się, czerwone tęczówki. Odetchnęłam z ulgą. Marshall.
    - Do cholery Ann! Co ty tutaj robisz? - spytał zdenerwowany.
    - Długa historia – wymamrotałam.
    - Nie powinnaś tutaj teraz być – syknął.
    - Ty też – stwierdziłam.
    - Musimy spadać, zanim nas dogonią. - wymamrotał patrząc nerwowo w stronę, z której dochodziły odgłosy.
    Pokiwałam głową. Całkowicie się z nim zgadzałam.
    Na polankę wbiegło nagle jakieś zwierzę. Nie, to nie było zwierzęciem, jak sobie uświadomiłam. Z początku przypominało wilka, ale było wielkości dorosłego konia. Miało gęste owłosienie i złote, złowieszcze oczy. Byłam przerażona, nawet bardziej niż wtedy w barze. Usłyszałam ciche przekleństwo wampira, ale nie wydawał się zdziwiony. Po wczorajszej sytuacji mogłam się domyślić, że doskonale wiedział kim jest to owe zwierzę.
    - Kogo my tu mamy? Czyżby Anabell? - Wycharczało stworzenie.
    Z trudem rozpoznałam poszczególne słowa, ale sposób mówienia był dziwnie znajomy.          Przypominał mi... Ugięły się pode mną kolana. Nie takiego obrotu spraw się spodziewałam.
    - Nie... - wyszeptałam przerażona cofając się parę kroków.
    To nie mogła być prawda.




______________________________

R: Zakończyć w tym momencie... jesteśmy wredne xD
K: Dopiero teraz się skapłaś ? :')
R: Kiedyś byłam całkiem miła xD Przez ciebie się tak stoczyłam ;-;
K: Nie przeze mnie, przez czekoladę z Admatu xD
R: Skończmy już ten temat! Dzisiaj była herbata >.<
K: Ty przecież piłaś shake :')
R: Cicho! Niech myślą, że zdrowo się odżywiam ;-;

6 komentarzy:

  1. Zabic to za malo... Chce kolejny!!! Już! Teraz! W twj chwil! Jak mozna sie tak znecac i kończyć w takim momencie no...
    Rozdział super , strasznie podoba mi się to jak piszecie. Nie mam pojecia czemu ale serio strasznie mi sie podoba XD
    Boziu jaki ten książę denerwujący... Dobrze że Ann sie ogarnęła i jakoś uciekla ale przez to, ze skonczylyscie w takim momencie nie wiem jak bardzo mam sie bać co tam się stanie... Jeju...
    Kiedy mam sie spodziewac kolejnego? Mam nadzieje ze szybko bo tu nie wytrzymam :-)
    Przesyłam pozdrowienia i duzo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Rozdziały staramy się dodawać w piątki lub soboty, ale może spróbujemy robić to częściej :D
      K: Także pozdrawiamy <3
      R: Poćwiartować, zabić i spalić na stosie xD Ale to jutro bo muszę dziś skończyć książkę xD
      K: Mów za siebie! Ja będę wiodła spokojną, wampirzą egzystencje.
      R: Tak oczywiście, tak sobie wmawiaj ;-;

      Usuń
  2. Smutno mi ze koniec w takim momencie ja chce wiedzieć więcej. Ehh dziewczyny szybko o nowy rozdział prosimy (pokorne pokłony)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: No nie smutaj no :c Przez ciebie też mi smutno :/
      K: Przyjmując twe pokorne pokłony ośmielamy się stwierdzić, że rozdział będzie nieco *tak z 20 sekund* wcześniej :)
      R: A tak na serio, to spróbujemy coś napisać szybciej, ale nie wiemy czy się uda :/
      K: No bo teraz mamy sporo problemów, bo Rose przeżywa żałobę po stracie... mózgu.
      R: Pogrzeb odbędzie się jutro [*]
      K: Będę księdzem!
      R: Lepiej skończmy już ten komentarz.
      K: Zgodzę się.
      R: Dziękujemy za komentarz <3 Gdybyś widziała moją radość <3
      K: Lepiej żeby nie widziała...
      R: Masz rację, to mogłoby zniszczczyć psychikę xD
      R: Przepraszamy, jeżeli ktoś to czyta ;-; Tak się kończy próba odpowiedzenia na komentarz... Z podziękowań zeszliśmy na pogrzeb i choroby psychiczne xD

      Usuń
  3. Trzymacie w napięciu do końca! Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji: Gumball pokazał swoją drugą stronę, ucieczka Ann do ciemnego lasu, spotkanie wampira, a do tego tajemnicza i złowroga postać :D Piszecie super, zaczynam kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Tak mrocznie ^^
      K: I zakończyć w tym momencie...
      R: Nie martw się Kat, wszyscy wiedzą że jesteś wredna :')
      K: Ja wredna?! Sprzeczałabym się xD
      R: Wracając...
      K: A tak, dziękujemy za komentarz :*
      R: <3

      Usuń