__________________________________________________
- Dlaczego mnie tu zaciągnąłeś?
- Bo nie powinnaś się zadawać z tym różowym idiotą!
- On jest naprawdę fajny! - Zaprotestowałam.
- Znasz go ledwie piętnaście minut - uciął.
- Sugerujesz, że jestem naiwna? - Zdenerwowałam się.
- Nie, po prostu nie chcę, żebyś spędzała z nim czas.
- Sama potrafię sobie radzić - stwierdziłam.
Wampir wzruszył ramionami i skierował się w stronę przyjęcia. Zirytowana ruszyłam za nim.
Nagle drogę zastąpiła mi dziewczyna, która miała dziwne upodobanie do koloru różowego, ponieważ wszystko, dosłownie wszystko w jej wyglądzie było koloru waty cukrowej. Przypominała mi Księcia Balonowego.
- Co robiłaś z Marshallem? - Spytała niekoniecznie miłym głosem.
- Znamy się?
- Nie, nie obchodzi mnie kim jesteś. Powtarzam jeszcze raz, co robiłaś z Marshallem?
- Rozmawialiśmy - powiedziałam, starając się mimo wszystko być kulturalna.
- O czym? - Drążyła.
- A co ci do tego? - Zirytowałam się.
- Nazywam się Królewna Balonowa i dla twojej wiadomości jestem dziewczyną Marshalla - powiedziała uśmiechając się złośliwie.
Zamurowało mnie. Miał dziewczynę? W sumie ktoś z takim wyglądem...
- Nie masz u niego szans - prychnęła i odeszła.
Długo jeszcze w mojej głowie kołowały się urywki rozmowy z dziewczyną. Miałam już serdecznie dość tego przyjęcia. Postanowiłam poszukać Fionny. Niestety blondynka gdzieś wyparowała i w tłumie osób nie zdołałam wypatrzyć nikogo znajomego. Zdenerwowana ruszyłam do wyjścia zastanawiając się, czy znam dobrze drogę powrotną.
Po kilku minutach przepychania się doszłam w końcu do bramy i z ulgą wyszłam. Było tu o wiele spokojniej.
- Masz niebywały talent do pakowania się w kłopoty, wiesz? - Usłyszałam za sobą.
- Nie pakuje się w kłopoty - zaprzeczyłam.
- Tak? A więc zapewne wcale nie obmyślasz jak dostać się do domu na piechotę? Czekanie na Fionnę byłoby rozsądniejsze - stwierdził Marshall.
Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale tak właściwie to mnie rozgryzł.
- W dodatku jest już ciemno. Nie powinnaś kręcić się tu o tej porze sama - dodał.
- Niby co mogłoby mi się tu stać? - Prychnęłam.
- Mogłabyś spotkać mnie. Chociaż nie ukrywam, że byłby to jeden z lepszych scenariuszy. W tym królestwie wcale nie jest tak bezpiecznie - powiedział złowieszczo.
- Mam się bać? - Spytałam, choć w sumie porzuciłam już myśl o samotnym spacerze do domu.
- Ze mną nic ci nie grozi - stwierdził trochę zbyt pewny siebie.
- Rycerz się znalazł - prychnęłam.
- Wolę określenie: niezwykle przystojny wampir - zażartował.
Wybuchnęłam śmiechem.
- Chciałbyś! - Wydusiłam, gdy w końcu przestałam się śmiać.
- Odprowadzić cię do domu? - Spytał.
Odwróciłam się jeszcze raz w stronę balu. Nigdzie nie widziałam blondynki, a wolałam nie iść sama. Dostrzegłam jednak morderczy wzrok Królewny Balonowej.
- Wolałabym uniknąć konfliktu z twoją dziewczyną. Może lepiej poczekam na Fionnę - stwierdziłam.
Zmarszczył brwi, jakby nie wiedział o czym mówię.
- Z kim? - Spytał.
- No z Królewną Balonową - powiedziałam lekko zmieszana.
Czyżby różowa mnie okłamała?
Moje przemyślenia przerwał niekontrolowany wybuch śmiechu.
- Chyba nie myślisz, że ja z nią? - Nie mógł się opanować,
- No...
- Jezu, co ona ci nagadała? - Spytał gdy wreszcie przestał się śmiać.
Zrelacjonowałam mu całą rozmowę pomijając ostatnie zdanie.
- Nie słuchaj jej, zachowuje się jak moja psycho-fanka - stwierdził.
Nieco poprawił mi tym humor. Obiecałam sobie, że następnym razem nie będę dla niej taka miła.
- To co? Idziesz? - Spytał.
Wzruszyłam ramionami i podążyłam za nim.
- Wiesz... w zasadzie znam szybszy środek transportu.
- Jaki...
Zanim zdążyłam cokolwiek dodać, Marshall pociągnął mnie za rękę i... naprawdę unieśliśmy się w powietrzu. Poczułam zafascynowanie i narastający strach.
- Bycie wampirem ma swoje zalety - mruknął.
- Lepiej odstaw mnie na ziemię, jestem ciężka - powiedziałam, choć tak naprawdę przerażała mnie rosnąca wysokość.
- Ciężka? Chyba sobie żartujesz! Czyżbyś miała lęk wysokości? - Spytał uśmiechając się łobuzersko.
- Skąd, ja po prostu... - zaczęłam próbując rozpaczliwie wymyślić jakąś wymówkę. Nie chciałam, żeby pomyślał, że się czegoś boję.
- Ach tak? W takim razie nie będzie ci przeszkadzało jak wzlecimy jeszcze wyżej?
- Marshall! - Krzyknęłam, gdy pociągnął mnie do góry.
Serce biło mi jak szalone.
- Spokojnie, trzymam cię - powiedział unosząc mnie i biorąc na ręce.
- Puszczaj! - warknęłam.
- Jesteś pewna? - Spytał szczerząc się.
Spojrzałam w dół i poczułam zawroty głowy.
- Zamknij oczy - poradził.
Nie widząc innego rozwiązania postanowiłam go posłuchać. Mdłości lekko ustąpiły, ale świst powietrza utwierdzał mnie w przekonaniu, że wzlatujemy wyżej.
- Możesz już otworzyć oczy - szepnął.
Pokręciłam przecząco głową, wolałam nie ryzykować.
- Nic ci się nie stanie, a widok jest nieziemski.
Powoli otworzyłam oczy. Paraliżujący strach minął, gdy zauważyłam piękną panoramę miasta. Gdzieś dalej widziałam bawiących się na balu ludzi, a na lewo rozciągał się las i wspaniałe góry. Niebo iskrzyło się tysiącem gwiazd, zapierając dech w piersiach.
- Pokaże ci coś - powiedział i ku moim protestom zniżył lot.
Serce podeszło mi do gardła. Ścisnęłam mocniej marynarkę wampira, na co on zachichotał. Wkrótce było po wszystkim i znaleźliśmy się na dużej, leśnej polance. Obok zauważyłam małe jeziorko, w którym odbijało się nocne niebo.
- Jak tu pięknie - wyszeptałam wyswobadzając się z objęć wampira.
Chwilę potem stałam już przy brzegu podziwiając magię tego miejsca.
- Odkryłem to przypadkiem - powiedział.
Nagle usłyszałam dziwny charkot. Przypominał trochę warczenie psa, ale był zniekształcony i nieco głośniejszy.
- Marshall? - Spytałam niepewnie, cofając się kilka kroków i omal nie wpadając do jeziora.
- Chyba powinniśmy się zbierać - powiedział bardzo zdenerwowany.
Uniósł mnie w górę, nawet nie protestowałam. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy starając się nie myśleć o tym, że jesteśmy wysoko.
Po dziesięciu minutach byliśmy przed hotelem. Wampir postawił mnie delikatnie na ziemi.
- Co tam było? - Spytałam.
- Gdzie? - Powiedział udając, że nie wie o co chodzi.
- W lesie. Co to było? - Powtórzyłam.
- Psy, nie masz się czym przejmować - powiedział, ale od razu wyczułam, że kłamał.
- Tak nie brzmią psy - zaprotestowałam.
- Nieważne, muszę już iść. Powiem Fionnie, że jesteś w domu. Nie wychodź z hotelu, dobrze? - Powiedział i zniknął.
Lekko skołowana i przestraszona weszłam do budynku. Odkąd się tu znalazłam działy się przedziwne rzeczy. Prawie zapomniałam już o moim dawnym życiu...
Zamrugałam powstrzymując łzy. To była przeszłość, nie mogłam ciągle o tym myśleć. Tu byłam bezpieczna. W każdym razie powinnam być, bo po ostatnich wydarzeniach mam wrażenie, że nie jest tu tak kolorowo jak się wydaje. W końcu Marshall dość nerwowo zareagował na moje pytanie...
- Dobrze się czujesz? - Spytała recepcjonistka.
No tak, stałam zamyślona na środku holu, moja suknia balowa była lekko pognieciona a na dworze było dawno po północy. Otrząsnęłam się i uśmiechnęłam serdecznie do kobiety za biurkiem, starając się wyglądać normalnie.
- Tak tak, dziękuje - wymamrotałam i ruszyłam szybko w kierunku schodów.
W tej chwili marzyłam tylko o wygodnym łóżku.
______________________________________________
R: Z góry przepraszam wszystkich, którzy czytają ten blog :/
K: To wszystko przez czekoladę! Zepsuła rozdział xD
R: Tak Kat, zwal wszystko na czekoladę ;-;
K: Nie uważasz, że to niepokojące, gdy po wypiciu tego zaczęłyśmy
dyskutować o jednorożcach?
R: Jak zawsze...
K: O jednorożcach, które przebierają się za schabowe, lampach, które
snują intrygi.... Mam wymieniać dalej?
R: No dobra, pani od której ją kupiłyśmy była nieco podejrzana...
K: Zaczynam się bać XD

Powiem wam coś ważnego dziewczyny. Wierzę w was. Podoba mi się wasze podejście do bloga. Naprawdę wam zależy, także ja będę trzymała kciuki za was. Pozdrawiam Clara
OdpowiedzUsuńK: Dziękuje <3
UsuńR: Przez ciebie mam ochotę krzyczeć z radości! (Co jest mocno niewskazane, zważywszy na to, że wszyscy już śpią xD)
K: Już i tak wszyscy uważają cię za nienormalną...
R: To po tej czekoladzie xD
Dopiero co znalazłam bloga i sie zakochalam.
OdpowiedzUsuńPiszecie naprawdę w bardzo interesujący sposób i mimo ze nie lubie wampirow ( jakis uraz z dziecinstwa ) to w tym opowiadaniu podoba mi sie on strasznie.
W tym rozdziale brakowalo mi tylko jakiejś sweet scenki ( nie żebym lubiła jakieś mega romanse, ale czasami lubię takie scenki gdzie napiecie między bohaterami wzrasta )
Nie przedłużajac, mogę wam obiecać, że od dzis bede zagladac tu częściej i postaram sie komentować wszystkie rozdziały :)
Pozdrawiam, życzę duzo weny i czekam na kolejny!!!
R: Jeny, przez ciebie czuję się taka szczęśliwa, że nawet sprawdzian z fizyki nie przyćmi mojego nastroju <3
UsuńK: Postaramy się jakoś ulepszyć opowiadanie, choć nie ukrywamy, że to dopiero początki i głupio po tygodniu znajomości już ich ze sobą łączyć :D
R: [*] przecinki
K: O przecinkach to ty nawet nie wspominaj xD Sama potrafisz w jednym zdaniu napisać z dziesięć :'D
Zgadzam się na 100% (jeżeli nie więcej) z wypowiedziami powyżej :) od przeczytania prologu, wiedziałam, że to początek niezwykłego opowiadania i nie myliłam się :D Od tamtego czasu zostałam wierną czytelniczką waszego bloga :D Wszystko opisujecie tak, że można to sobie wyobrazić, a do tego końcowe podsumowania, zawsze przy tym na mojej twarzy gości uśmiech :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne rozdziały z niecierpliwością!
R: Jeny, jak miło <3
UsuńK: Od razu ma się ochotę pisać :D
R: Choć zawsze wychodzą z tego takie bezsensowości, że aż się dziwię, że ludzie tak pozytywnie reagują na nasze notki.
K: Może kiedyś będzie lepiej :)
R: Ale wracając, baarrdzo ci dziękujemy za tak motywujący komentarz ;*