poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozdział 6, czyli jak znalazłam się w łóżku Marshalla.

R: Szczerze mówiąc tytuł rozbawił mnie do łez xD
K: Ale spokojnie, to tylko tak wygląda :D
R: A tak poza tym to rozdział miał być w sobotę ale jest dzisiaj, bo byłam chora.
K: ...psychicznie.
R: Nie przedłużając, zacznijmy ten parszywy rozdział ;-;

_________________________________________________________________

    Obudziłam się. Było mi dziwnie miękko i wygodnie. Przekręciłam się na bok, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że taki manewr na moim łóżku nie jest możliwy i zaraz spadnę. Nic takiego nie nastąpiło. Otworzyłam zaskoczona oczy. Leżałam na dużym, białym łóżku. Pokój w którym się znajdowałam był mały i zapełniony książkami. To nie był hotel. To dlatego czułam, że łóżko jest o wiele wygodniejsze. Ale... jeśli nie jestem w hotelu, to gdzie?
    Zerwałam się podenerwowana z materaca, ale w tej samej chwili coś uderzyło mnie w ramię i upadłam na ziemię.
    - Ann? Już nie śpisz? - Usłyszałam znajomy, niski głos wampira.
    - Powiedzmy - mruknęłam niezadowolona, masując sobie plecy.
    - Ups - powiedział rozbawiony, pomagając mi wstać.
    - Wytłumaczysz mi gdzie jestem? - Powiedziałam po chwili.
    Ostatnie co pamiętałam to ucieczka, dziwne, przerażające stworzenia i.... Pokręciłam głową, by odpędzić od siebie natarczywe myśli.
    - U mnie - odparł.
    Rozbawienie ustąpiło poważnemu, zupełnie do niego niepasującemu wyrazowi twarzy, Uniosłam pytająco brew. Nie do końca wiedziałam jak z lasu znalazłam się w łóżku Marshalla.
    - Zemdlałaś. Zaniosłem cię tutaj, bo nie dokońca wiedziałem co z tobą zrobić. Możesz mi podziękować całusem - powiedział uśmiechając się łobuzersko.
    - Na to nie licz! - Zaśmiałam się. - Jakim cudem uciekłeś od... tych istot?
    - Umiem latać, nie miały szans - powiedział dumnie.
    - Tak tak, twoja przerażona mina mnie w tym utwierdziła - prychnęłam, choć sama pewnie nie wyglądałam lepiej.
    - Tylko udawałem - obruszył się. - A tak na poważnie, znasz tego... gościa z lasu, co nie?
    - Nie - powiedziałam o wiele szybko.
    Wampir uniósł kpiąco brwi. Nie wierzył mi.
    - To naprawdę ważne Ann - drążył.
    - Nie znam go - skłamałam.
    Westchnął.
    - Jeśli mi nie powiesz, zostawię cię w lesie - zagroził/
    - Nie zrobisz tego! - Zaprotestowałam.
    - Chcesz się przekonać? - Spytał z błyskiem w oku.
    Przerażał mnie.
    - Marshall...
    - Po prostu powiedz. Wiem, że go znasz. Nie zainteresowałby się tak zwykłym śmiertelnikiem. Poza tym, znał twoje imię - powiedział nieco łagodniej, choć nadal się go bałam.
    - To mój ojczym, a przynajmniej tak mi się wydaje, Jest demonem, potrafi się zmieniać w dowolną postać - wyjaśniłam.
    - Kim jest do cholery? To twój ojczym? - Spytał rozszerzając oczy.
    W normalnej sytuacji padłabym ze śmiechu, gdyby udało mi się go tak zaskoczyć. Ale to nie była normalna sytuacja, a mi wcale nie było do śmiechu...
    - To naprawdę przykra historia, nie chcę o tym mówić - wymamrotałam.
    - Rozumiem. Mam jeszcze jedno pytanie - powiedział.
    - Jakie? - Spytałam w miarę spokojnie.
    - Co robiłaś SAMA w lesie i to w dodatku w nocy? - Spytał.
    - Och... to długa historia - ucięłam.
    Bałam się jego reakcji. Już teraz nie wyglądał na zbyt zadowolonego. W dodatku, przecież zabronił mi się spotykać z Gumballem...
    - Mów, mamy czas - powiedział siadając na pobliskim fotelu. Usiadłam na podłodze, opierając się o ścianę.
    - Będziesz zły.
    - Już jestem zły. Postaram się opanować - odparł ironicznie,
    Niezbyt mnie to przekonało. Rozumiałam, że jest wkurzony bo mimo jego przestrogi poszłam do lasu, ale nie musiał z tego robić przesłuchania.
    - Książe Balonowy zaprosił mnie do baru. Zgodziłam się, z początku było całkiem fajnie. Ale on się upił i... i uciekłam - wydukałam czując, że łzy napływają mi do oczu.
    Popatrzyłam zaniepokojona na Marshalla. Milczał. Jego dłonie zacisnęły się na oparciu fotela, aż pobielały mu kłykcie.
    - Coś ci zrobił? - Spytał, ale zabrzmiało to jak warknięcie.
    - Nie.
    - Mówiłem ci, że to debil.
    Wampir podniósł się gwałtownie z miejsca i podążył do drzwi. Niepewnie ruszyłam za nim.
    - Gdzie idziesz? - Spytałam.
    - Zaraz wrócę.
    - Zostawisz mnie tu? Zaprowadź mnie chociaż do hotelu - poprosiłam.
    - Skoro ten demon jest twoim ojczymem, z pewnością nie będziesz tam bezpieczna. Wyczuje cię.
    - A tu jestem? - Prychnęłam.
    Bałam się zostać sama. Wciąż nie mieściło mi się w głowie, że mnie znalazł. Moja ucieczka poszła na marne. Wizja wczorajszej nocy mnie przerażała. A co jeśli następne miały być gorsze?
    - Ten dom jest nieźle ukryty. Poza tym o ile mi wiadomo, demony nie mogą wychodzić na światło dzienne.- wyjaśnił.
    - Ale...
    - Naprawdę zaraz wrócę, obiecuję - przyrzekł uśmiechając się ciepło.
    Chwilę później go nie było.



* Z pespektywy Marshalla *

    Po piętnastu minutach znalazłem się w znajomej okolicy. Rzygać mi się chciało od panującego tu wszędzie różu.
    Wylądowałem gładko na balonie Gumballa. Zastukałem -  choć bardziej pasowałoby określenie -prawie rozbiłem szybę. Otworzył mi jeden z jego podwładnych Nieco się przestraszył.
     - T-tak?
     - Gdzie Książe Balonowy? - Spytałem przez zaciśnięte zęby.
     - Nie ma, nie wrócił wczoraj - wyjaśnił.
    Nie słuchając go dalej, odleciałem. Ann mówiła, że byli w barze. Skoro się upił, to logiczne, że tu nie dotarł. W pobliżu było mnóstwo tego typu miejscówek, ale na szczęście tylko jedna znajdowała się blisko lasu. Skierowałem się w tamtą stronę. Już z daleka dostrzegłem znajomą sylwetkę jego auta. Chwilę później wylądowałem na dachu. Zobaczyłem przez okno, że śpi na tylnym siedzeniu. Wywlokłem go z samochodu, wyrywając przy tym przypadkowo drzwiczki. Trudno, jego problem.
    - Co się dzieje? - Wymamrotał skołowany chłopak.
    - Co robiłeś wczoraj z Ann? - Spytałem cudem go jeszcze nie zabijając.
    - Nie pamiętam, za dużo wypiłem - wybełkotał. - Byłem z Ann?
    Tego było już za wiele. Przywaliłem mu w twarz, wywołując krwawienie nosa. Chciał mi oddać, ale cóż... nie oszukując się nie był dobry w walce. Zadałem jeszcze kilka ciosów, a potem rzuciłem go na maskę samochodu. Miałem ważniejsze sprawy do załatwienie, wykończenie go mogło jeszcze poczekać. Choć nie powiem, była to kusząca propozycja.
    - Nie zbliżaj się do niej - powiedziałem i wleciałem do góry.
    Wróciłem do znanej mi leśnej chatki. Złość szybko ustąpiła rozbawieniu. Zastanawiało mnie, co Ann robi podczas mojej nieobecności. Nie powiem, była naprawdę urocza, choć nadal pozostawała zwykłą śmiertelniczką. Przecież nie mogłem się w niej zakochać, prawda?


* Wracamy do opowiadanka z perspektywy Anabell *

     Po przeglądzie lodówki Marshalla, zlustrowaniu jego nieco skromnej biblioteczki i posprzątaniu mocno zabałaganionego salonu, zaczęłam się nudzić. Na szczęście po chwili wrócił wampir. Miał potargane włosy i zmiętą koszulę, ale przynajmniej nie był już zły.
    - Gdzie byłeś? - Spytałam.
    - Odwiedziłem Gumballa - powiedział usatysfakcjonowany.
    Balonowego Księcia? To nie wróżyło nic dobrego.
    - Żyje? - Spytałam niepewnie, wyobrażając sobie twarz różowego w zetknięciu z wnerwionym wampirem.
    - Jeszcze - odrzekł, kierując się w stronę lodówki. Wyciągnął z tamtąd butelkę z dziwnie czerwoną zawartością.
    - Co to?
    - Krew. Chcesz trochę? - Spytał rozbawiony, uśmiechając się szeroko.
    Na ułamek sekundy dostrzegłam jego długie, zaostrzone kły. (dopisek aut. Cud że jeszcze nie porysował tymi kłami podłogi xD). No tak, przecież był wampirem. Musiał się pożywiać.
    - Nie dzięki - wymamrotałam zmieszana.
    - Spróbuję się dowiedzieć gdzie jest stado. Mam nadzieję, że nas ominęło - westchnął upijając spory łyk czerwonej cieczy.
    - Ja też mam dwa pytania - powiedziałam nagle.
    Uniósł pytająco brwi.
    - Co to było? No wiesz... to w lesie.
    - Wilkołaki. Dlatego nie powinnaś się kręcić w nocy w lesie, są niebezpieczne. Nie widziałem żadnego od wielu lat. Dopiero niedawno się pojawiły, mają spore stado.
    - Więc dlaczego byłeś wtedy w lesie?
    - Wkurzają mnie, próbuje je namierzyć. Jeśli tak dalej pójdzie, dotrą do miasta - zdenerwował się.
    - Nie powinneś ich szukać w pojedynkę - stwierdziłam zmartwiona.
    - A co, martwisz się o mnie? - Spytał z łobuzerskim uśmiechem.
    - Nie.. to znaczy tak... Ugh! Nieważne! Idę z tobą - postanowiłam.
    - Gdzie? - Zdziwił się.
    - Do lasu, namierzyć wilkołaki - wyjaśniłam.
    - Chyba sobie żartujesz.
    - Mówię serio! - Zaprotestowałam.
    - Nie ma mowy, to niebezpieczne - uciął.
    - Chcę iść z tobą - uparłam się.
    - Posłuchaj Ann - westchnął. - Będziesz przeszkadzać. Ja jestem wampirem, ty śmiertelniczką. To zły pomysł.
    - Nie zauważą mnie!
    - Nie idziesz i koniec.
    - Zostawisz mnie tu na noc? - Niedowierzałam.
    Trafiłam w czuły punkt. Nie przemyślał tego.
    - Będę niedaleko. W razie czego zawróce - zdecydował.
    - Ale...
    - Nic mi nie będzie Ann, nawet nie zauważą - przyrzekł.
     Nie zdążyłam zaprotestować, ponieważ w tym samym momencie znikł za drzwiami. Chciałam ruszyć za nim, ale miał rację. Byłam tylko człowiekiem, a moją jedyną mocą była nierozwinięta iluzja. Zupełnie bezużyteczna. Postanowiłam spokojnie poczekać do jego powrotu. Może faktycznie byłam nadwrażliwa?
   Około północy usłyszałam wreszcie kroki. W drzwiach pojawił się Marshall. Miał podartą koszulę i przerażenie wypisane na twarzy.
- Musimy uciekać! - Wrzasnął.



R: I znowu w takim momencie xD
K: To już zaczyna nam wchodzić w krew.
R: Tak samo jak spacery w nocy xD Nie ma to jak łazić w całkowitej ciemności przez trawę i opowiadać sobie straszne historie ^_^
K: Oj tak. Szczególnie, że jak opowiadałam o Krwawej Merry to w Admacie zgasło światło °_°
R: To spisek lamp. One tylko czyhają by spaść nam na głowę...
K: Dobra Rose, spokojnie xD
R: Wybacz, znowu piłam czekoladę od tej podejrzanej pani ;-;














4 komentarze:

  1. Nareszcie nowy rozdzial <3
    Wchodze na bloga patrzę - jest!
    Patrzę na tytul i zaczęłam się smiac podejrzewając co sie może dziac ( taki że mnie zboczeniec xd )
    Moja reakcja w niektorych momentach - oni się kochaja!
    Jeju ja nie wytrzymam do soboty czekajac na kolejny, chcecie mnie zameczyc?
    Ale w sobote chyba z 100 razy wchodził tu i sprawdzalam czy moze już dodany rozdział :p
    Wracając do samego rozdziału - KOCHAM
    Czytając co chwile krzyczałam że on ją kocha ( XD ) i jak sam sobie zadał pytanie
    " Przecież nie mogłem się w niej zakochać, prawda?" - to zaczęłam sie z nim wyklocac XD ( mina mojego ojca... teraz to juz napewno wyląduje w psychiatryku )
    Książę dostał od Marshalla - moj zachwyt w tym momencie *.*
    Calosc ogólnie - genialna ( jak zwykle )
    Mam mega nadzieje, że znajdziecie czas i kolejny rozdział bedzie szybciej bo ja tu umre czekajac
    Czekam na kolejny, zycze weny i czasu i pozdrawiam


    Ps. Nie jestem pewna z ktorego konta komentowałam ostatnio ale to chyba malo istotne XD


    Ps(2). Czy u was tez sypie śnieg? - zimno :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Cóż u nas niestety (jeszcze) nie ma śniegu, choć nie ukrywam, że mam do niego słabość <3
      K: Jak spadnie to ulepimy Olafa.
      R: A tak wogóle to sorry za ten tytuł xD Nie mogłam się powstrzymać :D
      K: A co do notki to postaramy się wstawiać je szybciej, ale niestety w tym tygodniu będzie w sobotę :/
      R: Ale nie martw się, może kiedyś będzie o wiele wcześniej. Narazie, razem z Kat szukamy wolnego czasu. Przeszukałam kosz na śmieci, pralkę... ale nadal nie mogę go znaleźć. Taka sytuacja xD
      K: Za to ja znalazłam numer do twojego psychiatry, Rose. Przyda się.
      R: Chyba tobie! *udaje focha, nadyma policzki i dumnie patrzy w jakże ciekawy sufit. To co, że wygląda jak napompowana ryba, liczą się starania*
      K: *z westchnieniem wyciąga kartkę z numerem, po czym zapisuje Rose na kolejną sesję z jej psychiatrą.*
      R: *nadyma jescze bardziej usta. Teraz wygląda jak wielki, czerwony balon, który zaraz pęknie.*
      K: *W trybie awaryjnym odstawia Rose do lekarza*.
      R: I znowu odchodzimy od tematu ;-;
      K: Faktycznie :/
      R: Kończąc, dziękujemy życzenia i również pozdrawiamy :*
      K: <3

      Usuń
  2. Tytuł mega XD Robi się coraz ciekawiej z rozdziału na rozdział, aż trudno mi pisać z niecierpliwosci bo chcę zobaczyć co będzie dalej :D Stworzyłyście na prawdę fajną postać głównej bohaterki, zwykłe mam tak, że nie przepadam za bohaterkami (mają taki "mdły" charakter) filmów czy książek, tutaj nie da się nie lubić głównej bohaterki Ann (lubię jej charakter), za co GRATULUJĘ autorkom :D No a teraz zabieram się do czytania! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. R: Mam podobnie jeśli chodzi o główne bohaterki :/
    K: Oj tak :c
    R: Ale w sumie gdyby nie to, nie zaczęłabym pisać opowiadań xD
    K: Może to nawet lepiej...
    R: Udawaj chociaż, że jesteś miła :')
    K: Ale ja jestem bardzo miła... tylko, że nie dla ciebie xD
    R: Taa ;-;
    K: Wracając, dziękujemy za komentarz :*
    R: Pozdrawiamy <3

    OdpowiedzUsuń