poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 4, czyli podsumowanie balu.

Przepraszamy za nieobecność :D Nie przedłużając zaczynajmy :/
__________________________________________________

    - Dlaczego mnie tu zaciągnąłeś?
    - Bo nie powinnaś się zadawać z tym różowym idiotą!
    - On jest naprawdę fajny! - Zaprotestowałam.
    - Znasz go ledwie piętnaście minut - uciął.
    - Sugerujesz, że jestem naiwna? - Zdenerwowałam się.
    - Nie, po prostu nie chcę, żebyś spędzała z nim czas.
    - Sama potrafię sobie radzić - stwierdziłam.
    Wampir wzruszył ramionami i skierował się w stronę przyjęcia. Zirytowana ruszyłam za nim. 
    Nagle drogę zastąpiła mi dziewczyna, która miała dziwne upodobanie do koloru różowego, ponieważ wszystko, dosłownie wszystko w jej wyglądzie było koloru waty cukrowej. Przypominała mi Księcia Balonowego. 
    - Co robiłaś z Marshallem? - Spytała niekoniecznie miłym głosem.
    - Znamy się?
    - Nie, nie obchodzi mnie kim jesteś. Powtarzam jeszcze raz, co robiłaś z Marshallem?
    - Rozmawialiśmy - powiedziałam, starając się mimo wszystko być kulturalna.
    - O czym? - Drążyła. 
    - A co ci do tego? - Zirytowałam się.
    - Nazywam się Królewna Balonowa i dla twojej wiadomości jestem dziewczyną Marshalla - powiedziała uśmiechając się złośliwie.
    Zamurowało mnie. Miał dziewczynę? W sumie ktoś z takim wyglądem...
    - Nie masz u niego szans - prychnęła i odeszła.
    Długo jeszcze w mojej głowie kołowały się urywki rozmowy z dziewczyną. Miałam już serdecznie dość tego przyjęcia. Postanowiłam poszukać Fionny. Niestety blondynka gdzieś wyparowała i w tłumie osób nie zdołałam wypatrzyć nikogo znajomego. Zdenerwowana ruszyłam do wyjścia zastanawiając się, czy znam dobrze drogę powrotną.
    Po kilku minutach przepychania się doszłam w końcu do bramy i z ulgą wyszłam. Było tu o wiele spokojniej.
    - Masz niebywały talent do pakowania się w kłopoty, wiesz? - Usłyszałam za sobą.
    - Nie pakuje się w kłopoty - zaprzeczyłam.
    - Tak? A więc zapewne wcale nie obmyślasz jak dostać się do domu na piechotę? Czekanie na Fionnę byłoby rozsądniejsze - stwierdził Marshall. 
   Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale tak właściwie to mnie rozgryzł. 
    - W dodatku jest już ciemno. Nie powinnaś kręcić się tu o tej porze sama - dodał.
    - Niby co mogłoby mi się tu stać? - Prychnęłam.
    - Mogłabyś spotkać mnie. Chociaż nie ukrywam, że byłby to jeden z lepszych scenariuszy. W tym królestwie wcale nie jest tak bezpiecznie - powiedział złowieszczo.
     - Mam się bać? - Spytałam, choć w sumie porzuciłam już myśl o samotnym spacerze do domu.
     - Ze mną nic ci nie grozi - stwierdził trochę zbyt pewny siebie.
     - Rycerz się znalazł - prychnęłam.
     - Wolę określenie: niezwykle przystojny wampir - zażartował.
    Wybuchnęłam śmiechem. 
     - Chciałbyś! - Wydusiłam, gdy w końcu przestałam się śmiać.
     - Odprowadzić cię do domu? - Spytał.
    Odwróciłam się jeszcze raz w stronę balu. Nigdzie nie widziałam blondynki, a wolałam nie iść sama. Dostrzegłam jednak morderczy wzrok Królewny Balonowej.
    - Wolałabym uniknąć konfliktu z twoją dziewczyną. Może lepiej poczekam na Fionnę - stwierdziłam.
    Zmarszczył brwi, jakby nie wiedział o czym mówię.
    - Z kim? - Spytał.
    - No z Królewną Balonową - powiedziałam lekko zmieszana.
    Czyżby różowa mnie okłamała?
    Moje przemyślenia przerwał niekontrolowany wybuch śmiechu.
    - Chyba nie myślisz, że ja z nią? - Nie mógł się opanować,
    - No...
    - Jezu, co ona ci nagadała? - Spytał gdy wreszcie przestał się śmiać.
    Zrelacjonowałam mu całą rozmowę pomijając ostatnie zdanie.
    - Nie słuchaj jej, zachowuje się jak moja psycho-fanka - stwierdził.
    Nieco poprawił mi tym humor. Obiecałam sobie, że następnym razem nie będę dla niej taka miła.
    - To co? Idziesz? - Spytał.
    Wzruszyłam ramionami i podążyłam za nim.
    - Wiesz... w zasadzie znam szybszy środek transportu.
    - Jaki...
    Zanim zdążyłam cokolwiek dodać, Marshall pociągnął mnie za rękę i... naprawdę unieśliśmy się w powietrzu. Poczułam zafascynowanie i narastający strach.
    - Bycie wampirem ma swoje zalety - mruknął.
    - Lepiej odstaw mnie na ziemię, jestem ciężka - powiedziałam, choć tak naprawdę przerażała mnie rosnąca wysokość.
    - Ciężka? Chyba sobie żartujesz! Czyżbyś miała lęk wysokości? - Spytał uśmiechając się łobuzersko. 
    - Skąd, ja po prostu... - zaczęłam próbując rozpaczliwie wymyślić jakąś wymówkę. Nie chciałam, żeby pomyślał, że się czegoś boję.
    - Ach tak? W takim razie nie będzie ci przeszkadzało jak wzlecimy jeszcze wyżej?
    - Marshall! - Krzyknęłam, gdy pociągnął mnie do góry.
    Serce biło mi jak szalone. 
    - Spokojnie, trzymam cię - powiedział unosząc mnie i biorąc na ręce. 
    - Puszczaj! - warknęłam.
    - Jesteś pewna? - Spytał szczerząc się.
    Spojrzałam w dół i poczułam zawroty głowy.
    - Zamknij oczy - poradził.
    Nie widząc innego rozwiązania postanowiłam go posłuchać. Mdłości lekko ustąpiły, ale świst powietrza utwierdzał mnie w przekonaniu, że wzlatujemy wyżej.
    - Możesz już otworzyć oczy - szepnął.
    Pokręciłam przecząco głową, wolałam nie ryzykować.
    - Nic ci się nie stanie, a widok jest nieziemski.
    Powoli otworzyłam oczy. Paraliżujący strach minął, gdy zauważyłam piękną panoramę miasta. Gdzieś dalej widziałam bawiących się na balu ludzi, a na lewo rozciągał się las i wspaniałe góry. Niebo iskrzyło się tysiącem gwiazd, zapierając dech w piersiach.
    - Pokaże ci coś - powiedział i ku moim protestom zniżył lot.
    Serce podeszło mi do gardła. Ścisnęłam mocniej marynarkę wampira, na co on zachichotał. Wkrótce było po wszystkim i znaleźliśmy się na dużej, leśnej polance. Obok zauważyłam małe jeziorko, w którym odbijało się nocne niebo.



    - Jak tu pięknie - wyszeptałam wyswobadzając się z objęć wampira.
    Chwilę potem stałam już przy brzegu podziwiając magię tego miejsca.
    - Odkryłem to przypadkiem - powiedział.
    Nagle usłyszałam dziwny charkot. Przypominał trochę warczenie psa, ale był zniekształcony i nieco głośniejszy.
    - Marshall? - Spytałam niepewnie, cofając się kilka kroków i omal nie wpadając do jeziora.
    - Chyba powinniśmy się zbierać - powiedział bardzo zdenerwowany. 
    Uniósł mnie w górę, nawet nie protestowałam. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy starając się nie myśleć o tym, że jesteśmy wysoko.
    Po dziesięciu minutach byliśmy przed hotelem. Wampir postawił mnie delikatnie na ziemi. 
    - Co tam było? - Spytałam.
    - Gdzie? - Powiedział udając, że nie wie o co chodzi.
    - W lesie. Co to było? - Powtórzyłam.
    - Psy, nie masz się czym przejmować - powiedział, ale od razu wyczułam, że kłamał.
    - Tak nie brzmią psy - zaprotestowałam. 
    - Nieważne, muszę już iść. Powiem Fionnie, że jesteś w domu. Nie wychodź z hotelu, dobrze? - Powiedział i zniknął.
    Lekko skołowana i przestraszona weszłam do budynku. Odkąd się tu znalazłam działy się przedziwne rzeczy. Prawie zapomniałam już o moim dawnym życiu... 
    Zamrugałam powstrzymując łzy. To była przeszłość, nie mogłam ciągle o tym myśleć. Tu byłam bezpieczna. W każdym razie powinnam być, bo po ostatnich wydarzeniach mam wrażenie, że nie jest tu tak kolorowo jak się wydaje. W końcu Marshall dość nerwowo zareagował na moje pytanie...
    - Dobrze się czujesz? - Spytała recepcjonistka.
   No tak, stałam zamyślona na środku holu, moja suknia balowa była lekko pognieciona a na dworze było dawno po północy. Otrząsnęłam się i uśmiechnęłam serdecznie do kobiety za biurkiem, starając się wyglądać normalnie.
    - Tak tak, dziękuje - wymamrotałam i ruszyłam szybko w kierunku schodów.
    W tej chwili marzyłam tylko o wygodnym łóżku.



______________________________________________

R: Z góry przepraszam wszystkich, którzy czytają ten blog :/ 
K: To wszystko przez czekoladę! Zepsuła rozdział xD
R: Tak Kat, zwal wszystko na czekoladę ;-;
K: Nie uważasz, że to niepokojące, gdy po wypiciu tego zaczęłyśmy 
dyskutować o jednorożcach?
R: Jak zawsze...
K: O jednorożcach, które przebierają się za schabowe, lampach, które
snują intrygi.... Mam wymieniać dalej?
R: No dobra, pani od której ją kupiłyśmy była nieco podejrzana...
K: Zaczynam się bać XD














6 komentarzy:

  1. Powiem wam coś ważnego dziewczyny. Wierzę w was. Podoba mi się wasze podejście do bloga. Naprawdę wam zależy, także ja będę trzymała kciuki za was. Pozdrawiam Clara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. K: Dziękuje <3
      R: Przez ciebie mam ochotę krzyczeć z radości! (Co jest mocno niewskazane, zważywszy na to, że wszyscy już śpią xD)
      K: Już i tak wszyscy uważają cię za nienormalną...
      R: To po tej czekoladzie xD

      Usuń
  2. Dopiero co znalazłam bloga i sie zakochalam.
    Piszecie naprawdę w bardzo interesujący sposób i mimo ze nie lubie wampirow ( jakis uraz z dziecinstwa ) to w tym opowiadaniu podoba mi sie on strasznie.
    W tym rozdziale brakowalo mi tylko jakiejś sweet scenki ( nie żebym lubiła jakieś mega romanse, ale czasami lubię takie scenki gdzie napiecie między bohaterami wzrasta )
    Nie przedłużajac, mogę wam obiecać, że od dzis bede zagladac tu częściej i postaram sie komentować wszystkie rozdziały :)
    Pozdrawiam, życzę duzo weny i czekam na kolejny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Jeny, przez ciebie czuję się taka szczęśliwa, że nawet sprawdzian z fizyki nie przyćmi mojego nastroju <3
      K: Postaramy się jakoś ulepszyć opowiadanie, choć nie ukrywamy, że to dopiero początki i głupio po tygodniu znajomości już ich ze sobą łączyć :D
      R: [*] przecinki
      K: O przecinkach to ty nawet nie wspominaj xD Sama potrafisz w jednym zdaniu napisać z dziesięć :'D

      Usuń
  3. Zgadzam się na 100% (jeżeli nie więcej) z wypowiedziami powyżej :) od przeczytania prologu, wiedziałam, że to początek niezwykłego opowiadania i nie myliłam się :D Od tamtego czasu zostałam wierną czytelniczką waszego bloga :D Wszystko opisujecie tak, że można to sobie wyobrazić, a do tego końcowe podsumowania, zawsze przy tym na mojej twarzy gości uśmiech :)
    Czekam na kolejne rozdziały z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. R: Jeny, jak miło <3
      K: Od razu ma się ochotę pisać :D
      R: Choć zawsze wychodzą z tego takie bezsensowości, że aż się dziwię, że ludzie tak pozytywnie reagują na nasze notki.
      K: Może kiedyś będzie lepiej :)
      R: Ale wracając, baarrdzo ci dziękujemy za tak motywujący komentarz ;*

      Usuń