Krzyk kobiety rozniósł się echem po domu. Nigdy w życiu nie słyszała równie bolesnego i rozdzierającego odgłosu. Chciała wstać, ale zwichnięta kostka paliła ją żywym ogniem.
Jej matka walczyła kilka metrów dalej z ojczymem. Próbowała wyjąć nóż, tkwiący w jej ramieniu, ale ten wcisnął go tylko mocniej. Szamotała się, ale mężczyzna był silniejszy. Po ręce matki spłynęła stróżka krwi.
Dziewczyna użyła ostatków sił i podpierając się fotela stanęła na jednej nodze. Mężczyzna zauważył to i popchnął ją na szafę, jakby była tylko irytującą muchą. Przewróciła się o mebel i przez chwilę straciła kontakt z rzeczywistością.
Po odzyskaniu świadomości ujrzała przerażający widok. Nóż, który wcześniej bił wbity w ramię Didyme, teraz tkwił w jej sercu. Oczy kobiety nic nie wyrażały i były dziwnie zamglone. Mogło to oznaczać tylko jedno.
- Niee!!! - Krzyknęła zrozpaczona Anabell.
* * *
- Panienko, panienko! Wysiadamy! - Zawołał ktoś jakby z oddali.
Ann otworzyła oczy i ujrzała starszego mężczyznę - zapewne konduktora, który patrzył na nią z dezaprobatą. Potrząsnęła głową, by wybudzić się z otępienia. Podziękowała za obudzenie i ciągnąc za sobą lekko podniszczoną już od podróży walizkę, wyszła z pociągu.
- To był tylko sen, a raczej wspomnienie - szepnęła do siebie i ruszyła chodnikiem, rozmyślając o ostatniej nocy. Mimowolnie po jej oczach spłynęły łzy.
Nie wiedziała, że to dopiero początek....
Kat: *wrzeszczy, próbując naśladować odgłos z horrorów* Taa daa daam!!!
Rose: Gdyby podliczyć te wszystkie błędy w prologu, mogłybyśmy zdobyć rekord Guinessa (tak to się piszę?), za najgorszy prolog świata. O ile jeszcze taka konkurencja istnieje...
Kat: *wzdycha i patrzy z politowaniem na Rose, która stara się napisać coś śmiesznego.*
Rose: I na tym ,,stara się'' skończmy...
Kat: Postaramy się dodawać w miarę systematycznie rozdziały i liczymy na wasze komentarze!
Rose: Ta.. .jakgdyby ktoś to czytał ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz