poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 15, czyli wisząca w powietrzu wojna.

    Otworzyłam oczy, ale szybko tego pożałowałam. Poraziło mnie oślepiające światło.
    - Budzi się - krzyknął ktoś, omal nie przyprawiając mnie o zawał serca.
    - Ann? Słyszysz mnie? - usłyszałam zmartwiony, męski głos. - Ann?
     Czy oni musieli mówić tak głośno. Kim do cholery była ,,Ann"? Ponowiłam próbę otworzenia oczu. Światło nie było już tak rażące, więc mogłam się rozejrzeć. 
     Leżałam na kanapie, znajdującej się w ładnie urządzonym pokoju. Nade mną pochylały się dwie osoby. Dziewczyna - blondynka o niemal anielskiej urodzie i chłopak - oszałamiająco przystojny brunet, przypominający bardziej demona. Oboje byli mocno przejęci. 
     - Tak się cieszę, że się obudziłaś - wyszeptała dziewczyna ze łzami wzruszenia w oczach.
    - Muszę ci coś wyznać, Ann... - powiedział brunet.
     - Chwila! Kim wy jesteście? - zdenerwowałam się.
     Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Nic nie rozumiałam. Co ja tu robię? Kim jest ta dwójka? Dlaczego nic nie pamiętam? Pytania wirowały mi w głowie, ale na żadne nie znalazłam odpowiedzi.
    - Nie pamiętasz mnie? - spytał chłopak.
     Chociaż z pozoru wyglądał normalnie, w jego oczach dostrzegłam paraliżujący strach.
    - Ann... nie żartuj, proszę - powiedziała podenerwowana blondynka.
    - Nie wiem kim jest Ann! Musieliście mnie z kimś pomylić! I nie mówcie tak głośno - wydarłam się i zdenerwowana wstałam.
     Nie wiem skąd wzięły się we mnie te emocje, ale miałam ochotę rozwalić ten dom. Czułam, że dałabym radę.
    - Uspokój się! - teraz to brunet podniósł głos.
     Skrzywiłam się. Miałam wrażenie, że otaczające mnie dźwięki rozsadzą mi uszy.
    - Przez jakiś czas twoje zmysły będą wariować. Słyszysz nas o wiele głośniej, światło cię razi, czujesz dosłownie wszystko... Twoje narządy się przekształcają. Jesteś wampirem - wyjaśnił, ściszając głos.
    - Wampirem? - powtórzyłam zdezorientowana.
    - Ja pójdę do uzdrowiciela. Może wie dlaczego Ann straciła pamięć - oznajmiła blondynka, oddalając się w stronę drzwi.
    - Nie martw się, na pewno dasz sobie radę - pocieszył mnie chłopak.
    - Jak się nazywasz? - spytałam zaciekawiona.
    - Marshall.
    - Jesteś dla mnie... chłopakiem? - spytałam ostrożnie, momentalnie się czerwieniąc.
    - Yyy... tak - powiedział po chwili brunet, posyłając mi szeroki uśmiech.
     Cóż, widocznie miałam dobry gust.
    - Opowiedz mi... o tym wszystkim. Gubię się - westchnęłam.
    - Któregoś dnia chodziłem sobie po lesie. Spotkałem tam piękną dziewczynę o mocach iluzji. Na mój widok od razu się rozpłynęła. Nic dziwnego, w końcu jestem przystojny.
     Trzepnęłam go w ramię.
    - Na pewno tak nie było - zachichotałam.
    - No dobra... chciałaś mnie zabić płomyczkami. W końcu jednak wyprowadziłem cię z lasu, wyśmiewając się z twojej orientacji w terenie. No i tak się poznaliśmy.
     Na opowieściach zleciało nam kilka ładnych godzin. Żałowałam, że nic nie pamiętam, ale z historyjek Marshalla wywnioskowałam, że miałam naprawdę dziwne i pełne przygód życie. Nim się obejrzałam, dołączyła do nas blondynka - Fionna. Była wyraźnie zdenerwowana.
     - W wiosce coś się dzieje. Wszędzie chodzi pełno uzbrojonych ludzi. Uzdrowiciel nie chciał mi powiedzieć skąd to zamieszanie, ale obiecał zastanowić się nad zanikiem pamięci Ann - powiedziała na jednym tchu.
    - Uzbrojeni? - zdziwił się Marshall. 
     Blondynka skinęła głową.
    - Podobno mają wprowadzić zakaz wychodzenia i wchodzenia do wioski - dodała.
     Chłopak zmarszczył brwi. 
    - Nieważne. Właśnie kończyłem opowiadać Ann o tym, czego zapomniała. 
    - To fantastycznie. Mam nadzieję, że wkrótce odzyskamy jej pamięć - odparła optymistycznie blondynka.
    - Naprawdę chciałabym was pamiętać. Cieszę się, że mogę mieć takiego chłopaka i taką przyjaciółkę - stwierdziłam.
    - Chłopaka? - spytała rozbawiona Fionna.
    - No... Marshall powiedział, że jestem jego dziewczyną - wymamrotałam.
     Czy było w tym coś zabawnego? Może uważała, że taka marna osoba jak ja, nie zasługuje na niego? Nie, na pewno nie. Wydawała się szczerą i miłą dziewczyną.
    - Ach, no tak - powiedziała, posyłając głupawy uśmiech w kierunku bruneta.
     Jego spojrzenie mogłoby zabijać.

     Na przekomarzaniach minęły nam kolejne dni. Marshall odwiedzał nas każdego dnia i cierpliwie wyjaśniał wszystko, co było związane z wampirami. Był naprawdę kochany, chociaż czasem denerwował mnie  swoimi docinkami. Nim się obejrzeliśmy, od mojego ,,przebudzenia" upłynął prawie miesiąc. Moje zmysły wróciły do normy, chociaż w każdej chwili mogłam je wyostrzyć, co było wspaniałym spostrzeżeniem. Jedynym minusem było nieustające drapanie w gardle. Tylko krew była w stanie zaspokoić moje pragnienie, ale na szczęście istniały sposoby zdobywania jej, bez krzywdzenia żywych istot. Jedynym naszym zmartwieniem były coraz liczniejsze patrole Dzieci Księżyca i coraz bardziej wyczuwalna aura zła. Dużym problemem było także to, że wciąż niczego nie pamiętałam.

    - Przejdźmy się - zaproponowała nagle Fionna, gdy pewnego dnia siedziałyśmy we dwójkę w salonie.
    - Jeśli masz na myśli sklep, to nie ma mowy - powiedziałam z góry.
     Przez ten czas zdążyłam ją dobrze poznać, a zwłaszcza jej zamiłowanie do ubrań. Pewnie wywiozłaby mnie do centrum jak najszybciej, ale bliższy kontakt z ludźmi sprawiał mi ból. Musiałam nauczyć się kontrolować pragnienie.
    - Spokojnie, chodziło mi o las - odparła ze śmiechem.
    - W takim razie możemy iść - oznajmiłam, podzielając jej wesoły nastrój.
     Ubrałam swoje czarne trampki i wyszłam na dwór. Pogoda była znakomita. 
    - Uwielbiam wiosnę - oznajmiła radośnie blondynka, rozglądając się po okolicy.
    - Chodźmy tędy, nigdy tu nie byłam - odparłam, wskazując wąską ścieżkę prowadzącą przez las.
    - Byłaś - westchnęła. - Tylko nie pamiętasz.
    - Na pewno kiedyś sobie przypomnę - stwierdziłam, próbując brzmieć optymistycznie.
    - Dzwoniła do mnie Królewna Ognia. Ona też wyczuwa w powietrzu poszerzające się zło - powiedziała Fionna.
    - Królewna Ognia... chyba mi o niej opowiadaliście - wymamrotałam.
    - Tak. Spotkałaś ją kilka razy. Myślę, że się polubiłyście - wyjaśniła dziewczyna.
     Skinęłam głową. 
     Nagle coś runęło prosto na nas. Nic nie poczułam z powodu twardej jak stal, wampirzej skóry, ale Fionna wyraźnie się skrzywiła.
    - Fionna? Ann? - usłyszałam męski głos.
    - Złaź. Ze. Mnie. Nick - wycedziła blondynka, akcentując każde słowo.
    - Sorry, właśnie zmieniałem się z ptaka w człowieka - wytłumaczył.
     Chłopak uroczo się zarumienił i pomógł wstać Fionnie.
    - To twój chłopak? - spytałam bezmyślnie.
    - Co? Nie! - powiedzieli niemal jednocześnie.
     Zachichotałam.
    - W takim razie wybaczcie pomyłkę. Wciąż się uczę. 
     Szatyn posłał blondynce pytające spojrzenie.
    - W wyniku przemiany.... Ann straciła pamięć - wyjaśniła Fionna.
    - Oh, przykro mi - powiedział Nick, przybierając poważny wyraz twarzy.
     Smutek dodawał mu lat.
    - Nie martw się, na pewno kiedyś ją odzyskam! Mam jeszcze czas - posłałam mu wesoły uśmiech.
    - Ja właśnie w tej sprawie. Szukałem was.
    - Uzdrowiciel cię przysłał? - spytała blondynka z nadzieją.
     Nick pokręcił przecząco głową.
    - Mam bardzo złe wieści. Obawiam się, że gorsze od utraty pamięci - westchnął.
    - Co się stało?
    - Jesteście w niebezpieczeństwie. Królestwo demonów po śmierci Garhota zaczęło się podburzać. W powietrzu wisi wojna między Filii Saltus, a złem - wyjaśnił zdenerwowany. - Jestem pewny, że chcą dokonać tego, czego on nie zrobił.
    - Czyli?
    - Czyli zabić najpotężniejszą. Zabić Ann.
    - Mnie? Ale...ale dlaczego? - spytałam zdezorientowana. - Przecież nie należę już do Dzieci Księżyca.
    - Nie wiem. Krążą różne legendy. Jesteś córką Didyme - jednej z pięciu. Ludzie mówią, że to właśnie ciebie wybierze Luna. Nawet jeśli wyrzekłaś się człowieczeństwa, dla nich jesteś zagrożeniem.
    - Dlatego w waszej wiosce widziałam tylu uzbrojonych ludzi - westchnęła Fionna. 
    - Tak. Wszędzie jest pełno patroli. W mieści gromadzi się coraz więcej  demonów, jednoczą się. Czuję to.
     Miły i beztroski nastrój prysł, a w naszych sercach znów zagościł niepokój. Szykowało się coś wielkiego. Wojna między dobrem, a złem.



R: Od tego nawalania w klawiaturę, rozbolały mnie ręce xD
K: Mnie od tego rozdziału rozbolały oczy ;-;
R: Wyszedł beznadziejny i krótki, ale nasza wena postanowiła gdzieś uciec :/
K: ...i wzięła razem ze sobą nasz wolny czas :/
R: Postaramy się dodawać rozdziały z MNIEJSZYM opóźnieniem i PRZYZWOITĄ długością, ale niestety mój laptop został zalany, a na telefonie nie zawsze wychodzi to tak, jakbyśmy chciały.
K: Rose źle działa na elektronikę xD
R: Ja?!?
K: A kto zepsuł 9 razy w ciągu dwóch miesięcy drukarkę?
R: 8 ;-; To był czysty przypadek.
K: Tak jak aparat, telefon, laptop, pralka...
R: Oj cicho! xD
R&K: Pozdrawiamy wszystkich wytrwałych. Wasza cierpliwość nie zna granic <3 Dziwimy się, że jeszcze jesteście na naszym blogu. Kochamy was :*

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział! :D
    Zapowiada się epicka walka między dobrem a złem, będzie się działo. Mam nadzieję, że Ann odzyska pamięć, ciekawe co by zrobiła gdyby się dowiedziała, że Marshall wmówił jej, że jest jego dziewczyną ;) Rozdział bardzo mi się spodobał, aż nie mogę się doczekać na następny ^^

    OdpowiedzUsuń